Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-10-2016, 00:56   #3
Eleanor
 
Eleanor's Avatar
 
Reputacja: 4771 Eleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputacjęEleanor ma wspaniałą reputację
Choć okna w sypialni Ann były szczelnie zasłonięte, elektroniczny zegar natrętnie dawał znać, że właśnie wstawał kolejny dzień, którego plan był raczej napięty. Dziewczyna przeciągnęła się, ocierając o ciepłe ciało które przywierało do jej boku:
- Obawiam się, że muuusimy wstaaaawać. - Powiedziała ziewając szeroko. Nie przespali tej nocy zbyt wielu godzin. - Chcę pojechać do Roberta, a potem do Danielle, a wszystko przed akcją, którą zaplanowaliście na uniwersytecie.
- I spotkaniem z twoją rodziną - wymruczał na wpół sennie męski głos, którego właściciel nie poruszył się ani o milimetr.
- Coś cię widzę bardzo nurtuje myśl o próbie "ognia i wody" - Uszczypnęła go delikatnie w pośladek, który akurat znalazł się na drodze jej ręki.
- Nie nurtuje, a niepokoi. Nie próba ognia i wody, a ojca pułkownika, któremu za dużo nie powiedziałaś i może zostać postawiony w sytuacji wymagającej podjęcia natychmiastowych działań bojowych - Remo ziewnął, jego ton pozostał senny i pozbawiony śladu tego niepokoju, o którym wspominał.
Zaśmiała się:
- Jak ładnie to ująłeś - Uniosła się i popatrzyła na niego z góry - Poradzisz sobie z nim bez problemu.
Nachyliła się i pocałowała go w usta:
- Wierzę w twoje umiejętności strategiczne.
- Nie mam żadnych. Ale codziennie staram się trenować jogging.
- Myślę lepsze byłoby kendo albo jeszcze lepiej Krav maga. - Powiedziała poważnym tonem, choć w jej oczach wyraźnie widać było iskierki rozbawienia.
- No przecież mówię, znam Krav magę na wylot - przewrócił się na plecy, jego dłoń wylądowała na szczupłym biodrze Ann. - Pierwsza zasada: jak się da to spierdalaj.
- A co zrobisz w sytuacji gdy nie da się uciekać? - Tym razem w jej głosie słychać było jeszcze dodatkowo wyraźne zaciekawienie.
- Niestety, wtedy pozostaje tylko wygrać - błysnął białymi zębami w uśmiechu.

***

Do C-T pojechała metrem. Droga, która normalnie zajmowała jej 20 minut, teraz przeciągnęła się do czterdziestu, a i tak była pewnie dużo szybciej, niż ci, którzy poruszali się po górze. Problemem był jednak koszmarny ścisk, w którym co poniektórzy pozwalali sobie na bezczelne obmacywanki, a nawet nie można było im przywalić, ze względu na brak miejsca. Użycie lasera mogłoby skutecznie powstrzymać ten proceder, ale mogło także spowodować włączenie się alarmu pożarowego we wnętrzu wagonu i zatrzymać metro, a tego dziewczyna wolała uniknąć. Zacisnęła zęby i bohatersko poddała się losowi, jedynie jej zielone oczy rzucały błyskawice w kierunku towarzyszy podróży.

Ponieważ domyślała się jak bardzo znudzony może być człowiek, który nie ma nic do roboty, a przed Robertem był jeszcze przynajmniej weekend siedzenia w zamknięciu, by zająć mu czas, zabrała z domu "zestaw małego majsterkowicza", jak nazywała podstawowe oprzyrządowanie do tworzenia małych robotów.
- Przyniosłam ci coś na zabicie czasu. - Powiedziała kładąc na stole dość sporą walizkę ze sprzętem i częściami do robocików. - Przyjdę jak będę miała czas, może uda się wieczorem. Zrób ewentualną listę jeśli czegoś jeszcze potrzebujesz. Spróbuję ci to podrzucić - dodała podnosząc pokrywę.
Z pochmurną miną przyjrzał się temu co mu przyniosła spojrzeniem bez wyrazu. Potem roześmiał się cicho.
- Zabawki! - z niedowierzaniem pokręcił głową. - Ratujesz mi życie. Ta wieża w weekend wydaje się kompletnie pusta. Ale nie chcę nic więcej oprócz wyjścia stąd. I może czegoś do jedzenia, abym nie musiał korzystać z automatów.
Azjatka zastanowiła się:
- W Wieży powinna działać w weekend jakaś kantyna, ale o tej porze pewnie nie mają tam wielkiego wyboru, a ja i tak pewnie nie mam do niej dostępu. - Westchnęła - Załatwię coś później. Na razie musisz się zadowolić automatami. Co do twojego wyjścia cholernie trudno zrobić cokolwiek gdy nie działa sieć i holofony, ale to chyba goście, którzy cię porwali urządzili zasadzkę na mnie i na Remo, może spróbują jeszcze raz i wtedy kogoś dorwiemy. Tak najlepiej zdobyć informacje.
- Nie powinnaś ryzykować - powiedział już zupełnie poważny. - Zgłoś to na policję i nie wychodź z domu. Mnie tu wysyłasz, a sama co? - pokręcił głową.
- W przeciwieństwie do ciebie ja jestem żołnierzem i byłam od dziecka szkolona jak sobie radzić w momencie zagrożenia. Po za tym ojciec przydzielił mi ochroniarza. - Skrzywiła się, nie chciała mówić, że wymknęła się z domu. Zanim Dru pojawił się tam rano. Jak na jej gust za bardzo rzucał się w oczy, ale ojciec zrobi jej na pewno kazanie z tego powodu. Nie usprawiedliwiał jej w jego oczach pewnie fakt, że po prostu nie miała czasu na niego czekać.

***

By oszczędzić sobie kolejnych, niechcianych „pieszczot”, do prawniczki udała się na piechotę, na szczęście Danielle, nie mieszkała daleko i droga do niej okazała się szybsza i dużo przyjemniejsza od podróży metrem, a na miejscu czekała już na nią dość niespodziewana, choć wiele wyjaśniająca, informacja zapisana na czytniku, który kobieta podsunęła jej przed nos:

Cytat:
Alibi Alexa jest fałszywe.
Azjatka popatrzyła na napis i zapytała:
- Masz kartkę papieru i coś do pisania?
Kobieta skinęła głową i na chwilę odeszła, wkrótce wracając z klasycznymi przyrządami do pisania, podając je Ann, która szybko napisała na kartce:
"Jeśli walczymy z SI lepiej nie używać do kontaktów urządzeń elektronicznych podpiętych do sieci. Myślisz, że masz w domu podsłuch?"
Daniela zastanowiła się, po kilku sekundach pokręciła jednak przecząco głową.
- Wątpię - odpowiedziała głośno, dopisując jeszcze: "Skoro nie działa wcale sieć to podsłuch chyba też by nie działał?".
"Pluskwy nagrywające działają niezależnie. Lepiej nie ryzykować." - Napisała Ann, a potem jeszcze:
"Musimy mieć jakieś dowody, by podważyć alibi. Chyba warto zacząć od apteki, w której rzekomo był. Policja pewnie to sprawdziła i ktoś musiał złożyć fałszywe zeznanie, ale w większości tego typu sklepów są kamery. Ciekawe czy przejrzeli nagrania..." - Panna Ferrick zastukała długopisem w blat, popatrzyła na rozmówczynię i dopisała:
"Możesz spróbować jakoś się dowiedzieć jak wygląda ten etap śledztwa?"
"Nie wiem, nie mam wejść w policji" - odpisała Morrison. "Wydaje mi się jednak, że ktoś mnie śledzi. Dlatego jestem tak... przewrażliwiona. "
- Hmm... - Westchnęła Ann spoglądając uważnie na kobietę i zastanawiając się ile w tym ostatnim stwierdzeniu jest paranoi, a ile odbioru stanu faktycznego. Sama była paranoiczką, więc mogła zrozumieć innych:
"Masz ważne jakieś plany na dziś? Jeśli nie lepiej je odwołaj i zostań w domu. Zrób sobie wolny weekend. Pozamykaj dobrze zamki. Najlepiej nikogo nie wpuszczaj. Jak działa z systemem ochrony w budynku? Ja spróbuję sprawdzić alibi."
Podrapała się po brodzie:
- Nie wiem jak to wcisnę w dzisiejsze plany...
"Budynek jest chroniony" - odpisała rudowłosa. - "W środku nikogo nie zauważyłam tylko wczoraj na zewnątrz. Chciałabym pomóc, inaczej nigdy się od tego nie uwolnię."
- Jakby wróciły holofony to byłabym bardziej przydatna... - westchnęła.
- Taaak to spore utrudnienie - Zgodziła się z nią Ann. - Po za tym poruszanie się po mieście to koszmar. Nie wiesz może o jakiejś wypożyczalni motorów lub skuterów w pobliżu? - Zapytała.
- W zimie nie, ostatnie automaty zabrali ponad miesiąc temu - pokręciła głową. - Moi sąsiedzi mają motor, mogłabym pożyczyć, ale umiesz takim jeździć?
- Bez większych szaleństw pewnie sobie poradzę. Kiedyś próbowałam jeździć na motorze, ale wolałam samochody, więc nie doskonaliłam tych umiejętności.
- Mam nadzieję, że zastanę ich u siebie - Daniela uśmiechnęła się słabo. - W zimę to chyba każda jazda na motorze jest szaleństwem.
- Pojadę wolno, a pewnie i tak będzie mi łatwiej niż większości osób poruszających się dzisiaj po ulicach NYC. - Młoda saperka uśmiechnęła się do prawniczki. - Dziękuję, to mi bardzo ułatwi wiele spraw. Jak tylko czegoś się dowiem – wskazała na holofon, na którym nagrana była kupiona wiadomość. - To przyjadę do ciebie. Spal zaraz tę kartkę. - Dodała jeszcze na koniec. - Nigdy za wiele ostrożności.
Rudowłosa skinęła głową i udała się załatwiać Ann transport. Po chwili wróciła z kluczykiem i dała Ann kod do automatycznego garażu podziemnego. Ze względu na zakłócenia piloty działały kiepsko i tylko ręczne wybranie numeru na konsolecie zapewniało sukces w postaci motoru, który pojawił się przed oczami Azjatki po dość wolnym przetworzeniu całego procesu wybiórczego.
Teraz miała możliwość w miarę sprawnego dotarcia na spotkanie z Remo i jego przyjaciółmi. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że ze względu na raczej śliska nawierzchnię, nie rozwinie prędkości większej od średniej roweru, a jej tyłek i inne członki po tej jeździe, będą solidnie przemrożone, ale zawsze była to jakaś alternatywa dla koszmarnych korków.
 

Ostatnio edytowane przez Eleanor : 20-10-2016 o 01:00.
Eleanor jest offline