Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-10-2016, 14:58   #6
Bounty
 
Bounty's Avatar
 
Reputacja: 9712 Bounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputacjęBounty ma wspaniałą reputację


Takie zmartwychwstanie to nie byle co.
Mit założycielski chrześcijaństwa i nie tylko, odwieczne marzenie człowieka.
Życie wieczne ma przecież tylko do pewnego czasu toczyć w abstrakcyjnych zaświatach. Na sąd ostateczny wskrzeszone zostaną ciała wszystkich zmarłych kiedykolwiek ludzi. Tak jakby ziemia już nie była wystarczająco zatłoczona. Mik wyobrażał sobie to jako niezły horror.
Ciała wskrzeszonych będą doskonałe i nieśmiertelne.
Z zajęć historii sztuki w New York Academy of Art, z czasów gdy jeszcze był zwykłym, rokującym nadzieje studentem, pamiętał liczne dzieła obrazujące zmartwychwstanie Jezusa lub wskrzeszenie Łazarza. El Greco, Rembrandt, van Gogh.
Motyw zwycięstwa nad śmiercią musiał działać na wyobraźnię artystów, tak jak zwykłych ludzi. Była to obietnica, która nic nie kosztowała kapłanów i proroków, pozwalająca utrzymać im zastępy wiernych. Utrudzone miliardy wierzyły i wciąż wierzą w kogoś, kto dam im życie wieczne oraz zstąpi sądzić żywych i umarłych, czy będzie to Chrystus, Allah czy Zbawiciel z Bronxu.
Co jeśli do tego czasu ludzkość sama pokona śmierć? Ludzie chcieliby żyć wiecznie, ale nie lubią być sądzeni. Czy przywitają zbawcę w ciałach maszyn, gotowi stawić opór?

Is he live or dead?
Has he thoughts within his head?
We'll just pass him there
Why should we even care?

Z majaków wyrwało Mika przybycie lekarzy.
Ledwo co wybudzony z narkozy i wyjęty ze zbiornika z nanożelem, nie sprawiał wrażenia zbyt przytomnego. Z obudowanego aparaturą szpitalnego łóżka gapił się tępo na lekarza i panią Ferrick. Spod zielonego, termicznego koca wystawał tylko obandażowany łeb cyborga. Kroplówka, wobec braku organicznych kończyn, podłączona była do żyły szyjnej.
Otworzył wreszcie spękane usta, lecz tylko zarzęził i zakaszlał. Jajogłowi czekali cierpliwie, doskonale wiedząc w jakim jest stanie.
- Miło panią widzieć, pani Ferrick - wychrypiał w końcu Maroldo, siląc się na słaby uśmiech. - Wiecie lepiej ode mnie ile kulek dostałem. Wszystkie weszły z bliskiej odległości, metr-dwa, inaczej pancerz większość by zatrzymał. Zabawki spisują się nieźle. Naskrobię wam ten raport. Ale szczegółów nie mogę zdradzić, wykonuję ważną misję dla góry. Jak szybko możecie mnie postawić na nogi?
- To zależy od pilności pana tajnej misji - odpowiedziała Ferrick z lekkim zamyśleniem. - Pełna naprawa może zostać wykonana w ciągu kilku godzin.
- Przy czym to może skutkować osłabieniem - dodał Johann. - Jeśli naszprycujemy pana chemią, aby tego osłabienia uniknąć, to będzie miało negatywny skutek... później - uśmiechnął się, wyraźnie sugerując, że może to nie być najlepsza z opcji.
- No i należy podjąć decyzję, czy coś modyfikujemy - Susan wydawała się typowym naukowcem zafascynowanym swoim obiektem badań.
- Naszprycujcie czym trzeba - zdecydował Mik po chwili namysłu. - Muszę stąd wyjść przed wieczorem. Zmodyfikowany... tak - pokiwał głową. - Nie wiem co z tego dacie radę załatwić dzisiaj. Notujecie?

Sięgnął po butelkę stojącą na stoliku i napił się wody, myśląc intensywnie, na miarę możliwości otępionego lekami umysłu. Warto było wykorzystać pełną autoryzację i entuzjazm jajogłowych. Niestety większość inwazyjnych modyfikacji ciała, jak pancerz podskórny, wymagała długiej operacji pod pełną narkozą i co najmniej kilku dni hospitalizacji. Wybrał więc te, o których wiedział, że prawdopodobnie da się je wykonać w kilka godzin, jeśli zabierze się za to wykwalifikowany zespół.

He was turned to steel
In the great magnetic field
Where he travelled time
For the future of mankind

- Na cito potrzebuję czegoś do zmiany wyglądu. lepszego niż peruka i holomaska - mówił cicho i wolno, namyślając się po każdym zdaniu. - Wiem, że firma ma te zabawki. Przy okazji zdałoby zastąpić zewnętrzne cyberoko takim udającym zwykłe, nawet o słabszych parametrach. Wtyki będą pasić, starczy zmienić obudowę. No i nie zaszkodziłoby nowe ucho, w miejsce odstrzelonego, może z ulraczułym mikrofonem, key? Po drugie dodatkowy, mniejszy ładunek nanobotów, jeden czasem nie wystarcza.
Po trzecie, system filtracyjny lub jakąś poręczną maskę. Wczoraj prawie mnie załatwili usypiającym gazem. Po czwarte, dobrze ukryty edytor bólu, ale ustawiony na zmniejszanie, nie pełną znieczulicę. Tak do 1,5 w skali Schmidta, key? Po piąte, dodatkowa ukryta mikrobroń w małych palcach. W prawej strzałka z trucizną, w lewej mały ładunek. Po szóste, wysuwane płyty pancerza z ramion, żeby osłonić szyję i barki. Last but not least, system awaryjny, mający w razie nagłej utraty przytomności powiadomić centralę o położeniu moim lub mego cennego trupa. Przynajmniej odzyskacie zabawki, nie? - uśmiechnął się krzywo.
- Ohoho, komuś ciągle mało - lekarz roześmiał się całkiem szczerze, słysząc tę wyliczankę i kręcąc głową. - Z mojej strony powiem, że zmiana wyglądu może być jednorazowa. Mała operacja i już. Nie dysponujemy w klinice sprzętem do zadań specjalnych.
- Oprócz takiego, który moglibyśmy wszczepić panu. Niestety taki do zmiany wyglądu wymaga pracy i przygotowań. W przyspieszonym tempie to... - Ferrick zastanowiła się.
- ...minimum miesiąc - Johann podliczył szybciej.
- Właśnie. Możemy załatwić dzisiaj ucho, oko i gardło, gdzie wszczepimy filtr. Niestety te filtry nie są stuprocentowo skuteczne, tu musi pan po prostu zakładać maskę w razie czego. Edytor bólu i lokalizator również możemy zamontować, niestety nie ma pan co liczyć na jakieś... bronie w swoich palcach czy... - Susan skrzywiła się, wyobrażając sobie to dziwactwo - ...płyty pancerza w ramionach. Pana procesor ciało i tak są przeciążone, a to co pan proponuje wymaga precyzji i dobrej konfiguracji. Kiedyś tak, dzisiaj nie.

Mik znów przyłapał się na tym, że pragnie więcej i więcej. Nawet jeśli zmieniał się przedmiot nałogu, pozostawał on nałogiem. Ale co zrobić gdy żywe ciało tak boli, tak jak bolą ludzkie uczucia i myśli? Jest tylko jedno rozwiązanie: przestać być człowiekiem. Jedyna droga do zostania nadczłowiekiem to zabicie w sobie człowieka. Po śmierci Boga to naturalny następny krok. Tako rzecze Zaratustra.

Nobody wants him
He just stares at the world
Planning his vengeance
That he will soon unfurl

- Tia... - zakłopotany opuścił głowę i podrapał po brodzie. - Sorki, zagalopowałem się trochę. Zapomniałem, że nie jestem u siebie na labie. Zostańmy przy tym co da się zrobić. Lokalizator muszę mieć w dostępnym miejscu, w którejś z kończyn, żeby dało się go wyjąć. I niech będzie jednorazowa zmiana wyglądu. Lekka styknie, byle nie dało się mnie poznać na pierwszy rzut oka i programem do rozpoznawania rysów twarzy, key?
- Mhm... - mruknęła Ferrick, namyślając się i marszcząc brwi. - To będzie bolało po zejściu narkozy.
- Klient nasz pan - zażartował mężczyzna, który miał typowo lekarskie poczucie humoru. - Myślę, że za godzinę będziemy mieli przygotowane wszystko. Wpiszemy na pana rachunek, jak firma zawetuje to będziemy wyjmować - mrugnął do niego.
- Jasne - uśmiechnął się lekko cyborg i kiwnął głową, wyobrażając sobie zdejmowanie twarzy. - Będę potrzebował dokumentacji, key? Czasem muszę machnąć diagnostykę lub drobne naprawy sam, że tak powiem, w terenie. No i że testuję cały zestaw prototypów moi przyjaciele na labie chcą wiedzieć o każdej modyfikacji.
- Oczywiście, dokumentacja zostanie dostarczona do twojego przełożonego i laboratorium technicznego - odpowiedziała od razu Susan.
Mik westchnął, zmęczony rozmową.
- Jeszcze jedna sprawa... - powiedział, mrużąc żywe oko. - Leży tu trójka netrunnerów i dzieciak, wszyscy z wypranymi mózgami. To ja ich znalazłem i ma to związek z moim zadaniem. Co z nimi?
Ferrick spojrzała na Johanna, który pokręcił głową.
- Wydaje mi się, że na trójce jest jakieś dziecko, a o netrunnerach tylko słyszałem. Wzięli ich do piwnic, do strefy bezpiecznej.

Nobody wants him
They just turn their heads
Nobody helps him
Now he has his revenge

Mik wiedział, że ma się tym nie zajmować. Jednak kompletna zapaść cyfrowej komunikacji otwierała przed nim nowe możliwości działania za plecami Dirkauera, który zresztą sam był sobie winny. Maroldo nie potrafił się powstrzymać przed węszeniem, smród tej sprawy za mocno drażnił jego nozdrza.
Pies został spuszczony ze smyczy.

- Chciałbym potem pogadać z kimś kto się nimi zajmuje - powiedział. - Prowadzę firmowe śledztwo w tej sprawie. Załatwiono ich technologią, jakiej wcześniej nie widziałem a wierzcie mi, widziałem sporo... - Zmrużył żywe oko i stłumił ziewnięcie. - Kimnę się jeszcze. Mało ostatnio sypiam.
Podciągnął koc pod szyję.
- Pani Ferrick, doktorze... - wychrypiał, gdy medycy zbierali się do wyjścia. - Dzięki za uratowanie mi dupska. Mimo wszystko dobrze być jeszcze wśród żywych.

Now the time is here
For Iron Man to spread fear
Vengeance from the grave
Kills the people he once saved

Naprawdę był wdzięczny. Oto ktoś się o niego troszczył, nawet jeśli z obowiązku. Mik sądził jednak, że stoi za tym coś więcej. Wielokroć widział w ich oczach fascynację monstrum, które stworzyli. Czuli się za niego odpowiedzialni, był wszak ucieleśnieniem ich pragnień. Kolektywnym dzieckiem ich wszystkich: lekarzy i naukowców z labu. Poczętym z miłości do nauki i tęsknoty za nieśmiertelnością, po którą sami sięgnąć wciąż nie mieli odwagi.

Heavy boots of lead
Fills his victims full of dread
Running as fast as they can
Iron Man lives again
 
Bounty jest offline