Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-11-2016, 12:14   #2
Nemo
 
Nemo's Avatar
 
To było bardzo proste zadanie. Właściwie nawet nie zadanie. To miał być...pokaz siły.
Henry robił się już stary, a jego pozycja w skomplikowanej hierarchii lokalnych przestępczości pozornie była niezachwiana, ale w rzeczywistości wcale nie była tak mocna jakby sie zdawała. Dlatego stary lis musiał przypomnieć wszystkim kto tutaj rządzi…
...ale też wyciągnąć rękę ku nowym. Bo tak jak zawsze twierdził - przecież właśnie dlatego próbował ją zwerbować jeszcze kiedy była nastolatką! - przyszłość tkwiła w rękach młodych. Zostając przyjacielem małych i ambitnych, gromadził kapitał i siłę by stawiać czoła starym i okopanym.
Dlatego gdy pojawiła się okazja, nie zwlekał i wysłał Lily by pomogła z...porachunkami Gangu. To miała być wiadomość, to miał być przekaz; nie zadzieraj z moimi przyjaciółmi, bo wyśle na Ciebie popierdoloną azjatkę która przemieli cię na mielone sushi straciatella.
To nie tylko przerazi wrogów, ale też zasieje lojalność i podziw w sojusznikach, prawda?


...dlaczego w takim razie to ona dostała kulkę w łeb? Lily absolutnie nie mogła dodać dwóch do czterech. Zdążyła chyba jeszcze dźgnąć jednego, może dwóch…? Nóż. Ach, nóż.
Byli sprytni. Po rzezi na idiotach którzy byli ich targetem, zostawili sobie dwóch kolesi żywych. To mimo wszystko miała być nauczka; nauczka że na terenie Henrego nie wciska się dzieciom ciężkich dragów, ani nie alfonsi licealistkom. Może byli przestępcami, ale powinni być przestępcami z zasadami, do cholery! Jak inaczej mogliby razem pić, razem jeść, razem żyć? Aufanie potrzebne by pokazać komuś swoje plecy wymagało zasad. Tego, by wszyscy byli przewidywalni. Nie strzelasz lejtnantce grubej ryby w potylice, bo to niegrzeczne. Bo to nieludzkie. Bo to niecywilizowane. Oraz, bo kurwa przyjdą i spalą Twojego psa, a ty będziesz patrzeć.
...mniej więcej coś takiego właśnie mieli robić gdy dostała kulkę. Tak. Miała im pokazać, jak dać lekcje tym narkopatałachom. A lekcje są dla żywych, od żywych, przez żywych, bo martwi niczego się nie uczą.


Jeden miał patrzeć, a drugi miał być...ekspresją artystyczną. Nie lubila tej roboty, ale na szczęście potrafiła wyjść z siebie, schować się w jaskini swojego serca, i pracować z dystansem. “Gdzie go naciąć?” “Jak bardzo ma wrzeszczeć?” “Pamiętaj o tym by nie wykrwawił się za szybko”, “zrób dobre wrażenie na juniorach!”...te wszystkie myśli pochłonęly ją tak bardzo, że zupełnie zapomniała o tym, że za nią stoi banda uzbrojonych Nowych W Mieście. Była trochę zbyt ufna, może zbyt pewna siebie; wyuczone instynkty zostały powstrzymane przez głupie zaufanie i przekonanie o lojalności kolegów. Charakterystyczne wrażenie towarzyszące komuś właśnie próbującemu cię zabić...w pierwszej chwili naiwnie pomyślała, że może jakiś dupek się ostał i próbuje obhatersko uratować kolegów. W drugim uderzeniu serca, już cięła jednego z Nowych. W trzeciej, gość skończył ciągnąc za spust.




A Lily, już wchodząc w swój chłodny tryb zabijania, właśnie powoli zdawała sobie sprawę że...nie, nie że umiera. Że jeśli małe rybki mają odwagę ugryźć wielkiego rekina, to znaczy tyle, że albo nie są to małe rybki...albo mają jeszcze większego rekina schowanego w krzakach.


Jeśli ktoś postarał się spuścić wpierdol jej, to znaczyło, że cała jej Rodzina była w niebezpieczeństwie. Wujek Henry, Papa Mors, jej kumple…
Kurwa.
 
Nemo jest offline