Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-12-2016, 21:57   #35
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 644 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Wracamy na LI po długiej przerwie i z miejsca zachęcamy forumowiczów do wspólnego udziału w warsztatach. Zasady się nie zmieniają - wklejamy obrazek, a następnie należy do niego napisać spójną,abstrakcyjną historyjkę o wysokim stopniu sfiksowania i stężenia psychodelki.
//Extremal i Chrapek

A teraz jazda:

- ZŁO- DZIE - JE ! ZŁO - DZIE - JE! - tłum protestujących zafalował groźnie, prowokowany przez wąsatego działacza w białej kufajce, który zagrzewał Kozaków do głośniejszych okrzyków.
- Cisza! – krzyknął nagle do tłuszczy wąsaty jegomość z szablą za pazuchą – Cisza, teraz przemawiać będzie pan przewodniczący Chmielnicki!
Ludzie zaszemrali groźnie. Gdzieniegdzie słychać było krzyki „Bić Lachów i złodziei!” i „Precz z królem”. Tymczasem na połamane krzesełko wtarabanił się z nie lada wysiłkiem przewodniczący Chmielnicki. Mebel zatrzeszczał podczas skomplikowanego manewru działacza. Przewodniczący podniósł ręce w kierunku tłumu i przez chwilę napawał się minutą sławy. Zadęły rogi, wuwuzele, rozległ się wszechogarniający aplauz.
- Moje drogie małojce! – zaczął zasapany przewodniczący – Wszyscy widzita co te Lachy robio z nami Kozakami! Oni nas wykorzystujo, nasze dzieci sprzedajo w jasyr, a sami sie bawio za nasze!
Wśród zebranych rozległ się pomruk niezadowolenia.
- Ale dobrze się stało że się źle stało! – tu przewodniczący uderzył buławą w oparcie krzesła – Bo przez krzywdę naszą my się wolności dochrapiemy! My tu Tatara ganiamy po stepie od rana do wieczora, a tam w Krakowie pan Waza siedzi i żre kawior i pije najprzedniejszą gorzałkie! Spieszyć się jeno trzeba bo to są ostatnie godziny naszych pięciu minut.
- Bić Lachów! – kilka zdechłych kotów poszybowało w stronę przewodniczącego. Ten uśmiechnął się tylko dobrodusznie.
- Wszyscy wiema, że i ty na etacie u Lachów siedzisz – z tłumu wystąpił ogorzały młodzieniaszek z transparentem „Cerkiew, Szkoła, Strzelnica!” – A teraz będziesz zgrywał naszego atamana?!
- Bohunie, Bohunie – rzekł miękko Chmielnicki – Kaj ja biłem w mordę Lacha, to ty jeszcze pod konia to na stojąco właziłeś!
- Ja jestem z poza układu! – wściekł się Bohun, i wyrżnął swoim transparentem stojącego obok Kozaka w mordę – To ja powinienem stać na czele siczy!
- Kurwa mać! – zirytował się Chmielnicki – NSZZ Sicz Zaporoska to ja!!! Przechlałeś składki związkowe to teraz się nie rzucaj! – to mówiąc wyciągnął szabelkę i zamachnął nią w powietrzu.
Wspomnienie grzechu defraudacji zapiekło włochate sumienie młodzieńca. Bohun spuścił główkę uznając wyższość samca alfa i wszedł w tłum udając, że go nie ma.
- A teraz słuchajta ludziska! – przewodniczący raz jeszcze uderzył buławą – Ogłaszam strajk generalny! Zaraz tu napiszemy postulaty strajkowe i wyślemy do Krakowa… Mykoła, chonotu, ty znasz alfabet!
- Skończyłem dwie klasy przycerkiewnej – pochwalił się Mykoła, prezentując swój zniewalający, bezzębny uśmiech. Ludzie na jego widok spluwali z pogardą. Wśród pospólstwa uchodził za inteligenta i konfidenta, a przed nabiciem na pal ratowało go tylko to, że pisał pobratymcom prośby do starosty o zasiłek i umorzenie egzekucji komorniczej.
Tymczasem konfratrzy Chmielnickiego przydźwigali zrabowany w pobliskim dworku stół i rozciągnęli na nim pergamin. Mykoła chlapnął sobie na jedną i drugą nóżkę, żeby przestały mu się trzęść ręce. W zawodzie skryby jak i chirurga pewność ręki była rzeczą podstawową.
- Nu to pisz – Chmielnicki zaszedł Mykołę od tyłu i zaczął zezować zza jego głowy na pergamin – To tak: chcemy 40 godzinnego tygodnia pracy, 25% udziału w zrabowanych dobrach, no i parytetów w gwałtach – tu Chmielnicki się zamyślił – Co najmniej jeden do trzech…
- O, na to to nigdy nie pójdą! – stwierdził ktoś z przekąsem w tłumie.
- A poza tym... – Chmielnicki podniósł głos – renty inwalidzkie za każdą uciętą kończynę, wysługę za zabitych wrogów i bony na święta!
- No właśnie! – Bohun znowu uaktywnił się pośród tłuszczy – Ja słyszał, że u Wiśniowieckiego to każdy mołojec dostał na Boże Narodzenie gęś, pół beczki gorzały i wędzonego śledzia!
- ZŁO-DZIE-JE! ZŁO-DZIE-JE! – perspektywa darmowego śledzia wzburzyła dzielnych Kozaków.
- Spokój, spokój, miała być demokracja, a tu każdy wygaduje co chce! – przewodniczący raz jeszcze uspokoił tłum – A ty pisz, Mykoła… Jeżeli tego nie dostaniem, przyjedziemy do Krakowa zrobić wam tam majdan! Popalimy im trochę taboru pod Wawelem, to inaczej zaśpiewają – Chmielnicki uśmiechnął się pod wąsem do własnych wspomnień.
- Nu, napisałem – Mykoła z wysiłkiem literował ostatnie słowa.
- To podpisuj: Przewodniczący Niezależnego Samodzierżawnego Związku Zawodowego Sicz Zaporoska Bohdan Chmielnicki! - Kozak podniósł napisany list w górę i krzyknął – Sława Ukrainie i gierojom sława!
Wśród tłumu zapanowała euforia.

Tymczasem na Wawelu, król zajmował się sprawami państwowymi nie cierpiącymi zwłoki, to jest zajadał się kawiorem i popijał przednim winkiem.
- Mości królu – dobrze zapowiadający się starosta jaworowski Jan Sobieski skłonił się przed władcą – Widziałeś może ten list z dzikiego wschodu?
Król, rozeźlony, beknął donośnie.
- Żebyś ty widział co ja od Kaszubów i Jaćwingów dostałem w zeszłym tygodniu – żachnął się władca – Do Rzeszy ich ciągnie, psiekrwie. Ruch Autonomii Jaćwingów – parsknął – No ale kilka dobrze zaostrzonych pali i się kończą ruchy narodowowyzwoleńcze.
- Ale panie, na Ukrainie tak łatwo nie pójdzie – zafrasował się Sobieski. Spojrzał dookoła czy nikt go nie słyszy, po czym szepnął ze zgrozą - Tam mają związek zawodowy!
Król zbladł. Wiedział, że podpisywał różne papiery po pijaku, ale był niemal pewien, że zgody na żaden związek zawodowy nigdy nie dał.
- To już nie są żarty – powiedział w trwodze – ze Szwedami i Ruskimi to my sobie damy radę, ale jak nam się związkowcy dobiorą do rzyci, to nie będzie z Rzeczypospolitej czego zbierać!
- Jest jedno rozwiązanie – Sobieski tajemniczo podkręcił wąsa – Jutro wyjeżdżam na Wschód.
- Bierz husarii ile chcesz Janku – rzekł do niego król – Nawet moją chorągwie. W tobie jedyna nadzieja na ocalenie Rzeczypospolitej.

Nad stepem wschodził świt. Dwie armie stanęły naprzeciwko siebie. Pan Sobieski dysponował kilkoma tysiącami dragonów, paroma setkami piechoty i husarii. Na dogodnych miejscach rozstawiała się artyleria. Tymczasem naprzeciw nich stanęła pałająca żądzą mordu tłuszcza kozacka. Większość z nich była rozebrana od pasa w górę, z krzywymi szabelkami w rękach. Część tańczyła, ponieważ od wczoraj świętowano, po tym jak po dziesiątym zwyczajowo doszły zasiłki. Konsekwencją tego było, że wszelkie okoliczne gospody zostały doszczętnie osuszone z gorzałki. Z okolic kozackiej watahy słychać było walenie w bębny i pijackie śpiewy. Mołojcy zamiast chorągwi trzymali w łapach wiecowe transparenty. Szczególnie pięknie wyróżniał się jeden, z dużymi koślawymi literami: „Hcecie rzońdzić w Ukrainie a tu Kozaczyzna ginie!”.
- Związkowcy – Sobieski splunął z obrzydzeniem, po czym przeżegnał się znakiem krzyża – Niech tych czortów piekło pochłonie. Ale dla dobra Rzeczypospolitej choćby z diabłem - to mówiąc zszedł z konia i dzierżąc w ręku narodową flagę Francji (biały krzyż na białym tle) wolnym krokiem postąpił na środek pola.
- Nu i co, dupy popękały? – Chmielnicki zapytał Sobieskiego z partyzanta – Mówiłem ci Bohun, że ze związkami ni ma żartów. Ja panu mogę nogę podać – powiedział odtrącając wyciągniętą dłoń starosty jaworowskiego. Sobieski niezrażony gburowatym zachowaniem przewodniczącego, wszedł na stojące ciągle w tym samym miejscu krzesełko i odezwał się do ludu ukraińskiego.
- Przysłał mnie tu miłościwie panujący król jegomość! – zaczął starosta jaworowski – Żeby powiedzieć że takiego przewodniczącego to można o kant dupy potłuc! A takiego steku bzdur – tu wyciągnął zza pazuchy kozacką petycję - To jeszcze nie czytał, nawet w korespondencji z Watykanu!
Tłum zafalował groźnie. Kilka kamieni przeleciało koło głowy Sobieskiego. Gdzieniegdzie słychać było pijacką przyśpiewkę Dynama Sicz Kijowska

Rachu- ciachu, Wisła w piachu
Kraków leży chuj wie gdzie,
A my tu bawimy się!


- Co ty mi tu Sobieski… - zaczął Chmielnicki, ale starosta zasunął go tylko z podkutego buta w mordę.
- Milcz plebsie! – rzekł pan Sobieski, po czym wyciągnął zza pasa królewski dokument i podjął dalej – Ten tutaj Chmielnicki was mamił jakimiś gównianymi obietnicami, obiecywał wam jakieś śrubki z rabunków i gwałtów… Ja dam wam coś, na co Kozaczyzna od dawna zasługuje!
Tłum zszokowany zamilkł patrząc się w napięciu na starostę.
- Otóż nasz umiłowany król, w swojej mądrości brzydzi się biedą i dlatego widząc waszą niedolę postanowił wam dopomóc – polski szlachcic podniósł dłoń – Niech zatem każdy Kozak wie, że odtąd za urodzenie każdego kozaczątka król przyznaje wam 500 talarów na miesiąc!
Przez chwilę zszokowany tłum wpatrywał się z niedowierzaniem w polskiego starostę. Po chwili wybuchł gromki aplauz. Kilka łbów pospadało w tylnych rzędach w drobnej ustawce pomiędzy zwolennikami Dynama Siczy Kijowskiej a Torpedo Zaporoże.
- No to teraz Bohunie – Sobieski zwrócił się do młodego Kozaka wskazując na Chmielnickiego – Wiesz co z nim zrobić.
- Wywieźć to ścierwo na taczkach! – krzyknął do tłumu Bohun łapiąc za szmaty Chmielnickiego – Do gnoju go!
- Mnie można zabić ale nie pokonać! – Chmielnicki kwiczał jak zarzynana świnia – Nie o take sicz żem walczył!!!
I w ten sposób, pan Sobieski bezkrwawo stłumił rewoltę Chmielnickiego za pomocą narodowego programu 500+.

– To żeś dowalił do pieca Janku – powiedział król nalewając sobie do kielicha. Sobieski od dłuższego czasu podejrzewał, że król spożywa z kielicha zwykłą wódę, zabarwioną tylko gwoli przyzwoitości na czerwono – Przez twój wybryk będę musiał szlachcie zmniejszyć kwotę wolną od podatku.
– Opłaci się mości królu – rzekł starosta jaworowski – Może nie od razu, ale na dłuższą metę będzie z nimi spokój.
– Ale powiedz Janku – władca pochylił się do Sobieskiego – Nie prościej ich tam wszystkich było stratować husarią i powbijać na pale?
– Można było królu – przytaknął Sobieski – Ale teraz, każdy Kozak dostał 500 talarów na każde dziecko. A myślisz, że wyda to na ciuszki i wycieczki zagraniczne? – Sobieski zaśmiał się do własnych myśli podkręcając wąsa – Trzeba tylko zatroszczyć się o dostawy gorzałki na wschód. Talary i tak do nas wrócą z akcyzą, a Kozaków szlag trafi w kilka pokoleń. Bez walk, bez krwi, bez niczego.
– Ty to masz łeb! – Waza poklepał z uznaniem po ramieniu swojego starostę – Mówię ci, kiedyś mnie wygryziesz ze stołka…

A obrazek tym razem z wyższym poziomem trudności:
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 01-12-2016 o 23:38.
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem