Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-12-2016, 10:16   #20
xeper
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 42510 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Zważając na stan woźniców, już sam fakt, że wyjechali z zajazdu na drogę wiodącą w kierunku stolicy był wielce zadowalający. Nie wypadało więc narzekać, że podróż dłużyła się niemiłosiernie - konie szły własnym tempem, zupełnie ignorowane przez przysypiających, przeklinających i wciąż cierpiących z powodu wczorajszego opilstwa wozaków. Tylko co jakiś czas, gdy zdenerwowana lady Isolde wybuchała gniewem i straszyła swoją rodziną doskonale usytuowaną na cesarskim dworze, Hulz i Gunnar z pomocą bata zachęcali konie do bardziej wytężonej pracy, ale efekt mijał po kilku minutach i powóz znów wolno toczył się wyboistą drogą.

Podczas jednego z takich zrywów zdarzył się nieprzyjemny wypadek. Zważając na stan dyliżansu, to i tak dobrze, że skończyło się na kilku siniakach. Otóż wchodząc w zakręt z dużą prędkością, pojazd zgubił jedno z kół, które zupełnie ignorując kierunek jazdy powozu, potoczyło się w inną stronę, upadając w zaroślach przy drodze. Dyliżans przez moment jechał na trzech kołach, dając szansę znajdującym się na zewnątrz na chwycenie się czegokolwiek, ale i tak Leopold nie zdążył i gdy pojazd w końcu zatrzymał się, złodziej przekoziołkował przez krawędź dachu i rymnął w błoto na drodze, tłukąc się dotkliwie.

Przy akompaniamencie narzekań szlachcianki, pomrukiwaniach gryzipiórka, bretońskich aklamacjach Phillipe'a i narzekaniach woźniców, wspólnymi siłami tych ostatnich i bohaterów udało się przywrócić dyliżans do stanu umożliwiającego dalszą podróż, którą kontynuowano niezwłocznie. Niestety mżawka, padająca z przerwami od rana zamieniła się w ulewę, co zdecydowanie negatywnie wpłynęło na humory podróżnych. Koniec opadów zgrał się w czasie z minięciem skrzyżowania, na którym oprócz słupa milowego "Altdorf 50 mil", znajdował się jeszcze należący do kompani przewozowej Cztery Pory Roku zajazd. Ów, ze względu, że należał do konkurencji, został przez woźniców zignorowany i podróż trwała dalej. Do czasu...

Na środku drogi, pochylając się nad zakrwawionymi ludzkimi zwłokami ktoś klęczał. Gunnar zahamował w momencie, gdy postać podniosła się i odwróciła. Z jej ust - wykrzywionych, szerokich, pełnych ostrych i wąskich jak igły zębów zwisała odgryziona ludzka dłoń. Skóra na twarzy i rękach potwora pokryta była ropiejącymi bąblami i odchodziła płatami od ciała. Mutant wypluł zakrwawioną rękę i z sztyletem w dłoni, długimi susami niczym małpa skoczył w kierunku dyliżansu. Konie były przerażone, podobnie jak Hulz, który nie był w stanie nad nimi zapanować. Wozem szarpnęło, ktoś krzyczał cienkim głosem - nie wiadomo czy jedna z pań czy bretończyk. Gunnar zaciągnął hamulec, konie nie zatrzymały się, szarpnęły i zerwały uprząż, ciągnąc w las wciąż trzymającego lejce Hulza. Potwór był już blisko, na tyle blisko że można było rozpoznać jego zniekształcone rysy twarzy. Axelowi postać i twarz, mimo zmian wydały się znajome i w końcu rozpoznał w potworze swojego dawnego znajomka - Rolfa, z którym służył w jednej rocie i wypił nie jedno piwo. A teraz widział przed sobą ogarniętego dzikim, krwawym szałem odmieńca, który atakował przerażonego i sparaliżowanego strachem woźnicę.
 
__________________
Dosyć zajęty w życiu. Mało czasu. Będą opóźnienia z odpisami.
xeper jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem