Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-01-2017, 22:52   #5
Pan Elf
 
Pan Elf's Avatar
 
Reputacja: 17069 Pan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputacjęPan Elf ma wspaniałą reputację
- W takim razie poszukajmy naszej dwójki - powiedział George Carter, gdy pożegnał się już z Zamoyskim i ofiarował swoje ramię Eleonor. - Może także postanowili skorzystać z bufetu…
Kobieta na do widzenia posłała uśmiech w kierunku odchodzącego hrabiego, a gdy sir Carter zaproponował jej ramię przyjęła je.
- Znając Twoją kuzynkę, sir Carterze, pojawi się jak zacznie się dziać coś ciekawego - skinęła głową mijanej kobiecie, by po chwili powrócić spojrzeniem do swojego rozmówcy.
Carter uśmiechnął się i zdecydowanie kiwnął głową.
- Jak ją znam, to będzie trzeba być w każdym momencie przygotowanym na ucieczkę.

Jak się okazało, George Carter nie mylił się bardzo w swoich podejrzeniach. Rita, jego daleka kuzynka i córka sławnego na skalę światową archeologa, stała przy bufecie i sięgała właśnie po kieliszek szampana. Była to kobieta o smukłej sylwetce ukrytej pod długą, srebrną sukienką z obniżoną talią i odkrytymi plecami. Na ramiona niedbale miała zarzucony futrzany szal. Kiedy upiła pierwszy łyk szampana, odwróciła się tyłem do nakrytego białym obrusem stołu i wtedy dało się zauważyć w jej drugiej dłoni nieśmiało tlącego się papierosa.
Dopiero po chwili spostrzegła, pośród tłumu bogaczy, znajomą twarz przyjaciółki, której nie widziała dobrych parę lat. Machnęła do niej zapraszająco dłonią z papierosem, a na jej znużonej dotychczas twarzy zagościł uśmiech.
- Eleonor! Jak dobrze widzieć cię pośród cywilizacji - przywitała przyjaciółkę i dopiero wtedy zauważyła mężczyznę, który jej towarzyszył. Spojrzenie jej zielonych jak szmaragdy oczu omiotło go od stóp do głowy. - Interesujący dobór kolorów, kuzynie.
- Rita! - Jeśli to w ogóle było możliwe, Eleonor uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Dobrze do tej cywilizacji wrócić. - Zaśmiała się perliście i choć miała ochotę podbiec do przyjaciółki, nie wypadało jej, dlatego też pozwoliła się poprowadzić w jej kierunku wciąż podtrzymując ramię sir Cartera.
- Witaj moja droga i dziękuję - powiedział George z uśmiechem i delikatnie ucałował Ritę w oba policzki. - Znalazłaś coś godnego twego wytrawnego podniebienia? I gdzie jest nasz przyjaciel Franz? Słyszałem, że jest z tobą.
Rita strzepała popiół z papierosa i upiła kolejny łyk szampana, tym samym kończąc zawartość kieliszka. Odstawiła więc szkło na stojący za nią bufet i wolną ręką poprawiła fryzurę. Miała ciemne, falowane włosy ledwie sięgające ramion.
- George, jak zawsze szarmancki - Rita skomentowała ni to złośliwie, ni to pochlebnie, ot, po prostu po swojemu. - Szampan jest niezły, chociaż rozglądam się za czymś mocniejszym. Co do Franza - tutaj się rozejrzała, jakby chciała go odnaleźć wśród wszystkich gości. - Jeszcze przed chwilą rozmawiał z jakimś jegomościem, którego imienia nie pamiętam.
Eleonor rozejrzała się, gdy Rita wspomniała o tym, że Franz powinien być gdzieś obok. Nie znajdując go jednak wśród obecnych w pomieszczeniu gentlemanów wzruszyła drobnymi ramionami. Wysunęła dłoń z ramienia Cartera i wyciągnęła ją w kierunku Rity
- Do twarzy ci tak, ale nie szkoda ci było? - Dotknęła jej włosów ze sceptycznym wyrazem twarzy.
Rita zaśmiała się melodyjnie.
- Coś ty! Szlag mnie już trafiał z tymi kudłami - powiedziała, zupełnie nie dbając o język, jakim się wypowiadała. Wzruszyła jedynie ramionami na karcące spojrzenie jakiejś damy, która przechodziła obok. - Nie dość, że modnie, to jeszcze wygodnie. Same plusy!
- Hmm... - mruknęła Eleonor, wyraźnie zastanawiając się nad słowami Rity. Ostatecznie jednak nie skomentowała nowej mody wśród pań i tylko upiła jasnego płynu ze smukłego kieliszka.
- Też zatrzymujesz się u Franza?
Rita skinęła głową w odpowiedzi i uśmiechnęła się delikatnie, a co za tym uśmiechem się kryło, mogła wiedzieć, prócz samej Rity, tylko Eleonor.
Gdy Panie dyskutowały, George oddalił się o kilka kroków i gestem wezwał kelnera, wypowiadając cicho swoje zamówienie. Kelner w odpowiedzi skinął głową i odszedł.
- Zakładam w takim razie, że jutrzejszą wystawę też zechcecie upiększyć przybyciem - powiedział George, wracając. - Nie wiecie nawet jak bardzo mnie to cieszy - dodał z uśmiechem.
Jakość obsługi okazała się niezwykła. Nim jeszcze kobiety zdążyły odpowiedzieć, do Cartera zbliżył się kelner dzierżąc srebrną tacę, na której spoczywały dwie szklanki z rżniętego szkła, w których połyskiwał ciemno bursztynowy płyn i malutka kandyzowana wiśnia. Na tacy znalazło się też miejsce na ułożoną w lodzie butelkę szampana, cztery dodatkowe kieliszki i talerzyk zakąsek. Carter odebrał tacę, postawił ją na stoliku, przy którym stali, i podniósł szklanki, jedną wręczając Ricie, a drugą samemu ważąc w dłoni.
- Old Fashion - powiedział, a następnie zaproponował damom zakąski, a Eleonor dodatkowo więcej szampana.

Rita dawno nie spędzała czasu w tak doborowym towarzystwie. Ostatnio jej głowę zajmowały sprawy mniej przyjemne - a mianowicie zbywanie wścibskich dziennikarzy, którzy non stop próbowali chociażby przeprowadzić z nią krótki wywiad. Wszystko to miało związek oczywiście z jej ojcem, Howardem Carterem - archeologiem, który niecałe dwa miesiące wcześniej dokonał odkrycia na skalę światową.
Rita była więc niezwykle wdzięczna Franzowi, że zaprosił ją na ten bal sylwestrowy. Choć obawiała się, że wszyscy mogą wypytywać o odkrycie jej ojca, to jednak ostatecznie obyło się bez takich przykrych incydentów, a wszyscy goście szybko znaleźli się w zabawowym nastroju.
Rita tym bardziej cieszyła się, że przybyła na to przyjęcie, bo spotkała tutaj swoją dobrą przyjaciółkę - Eleonor. Nie widziała jej ponad dwa lata, jeśli nie dłużej. Początek nowego roku rozpoczynał się dla młodej panny Carter w doborowym towarzystwie.
- To whisky?! - dziwiła się Rita, kiedy duszkiem opróżniła zawartość szklanki. - Nigdy bym nie powiedziała!
Jak na młodą kobietę, Rita Carter miała całkiem mocną głowę. Chociaż kiedy wypowiadała te słowa, była już całkiem wstawiona, a jej nastrój był bardziej, niż zabawowy.
Szczególnie było to widać, kiedy tanecznym krokiem popląsała w kierunku sceny, gdzie przygrywała wynajęta orkiestra. Bez żadnych ceregieli stanęła na podeście, wcześniej odstawiając szklankę do połowy wypełnioną ginem i sięgnęła po mikrofon.
- Ekhem… - zaczęła, stukając kilkukrotnie palcami w urządzenie. - Piękne panie, przystojni panowie! Dedykuję tę piosenkę moim bliskim przyjaciołom, a w szczególności pewnemu gentlemanowi - oznajmiła, po czym podeszła do mężczyzny za fortepianem i coś mu wyszeptała.
Potem zaczęła śpiewać. I choć faktycznie była pijana, to jej głos był czysty i przyjemny dla ucha. Kołysała lekko biodrami w rytm wygrywanej melodii, a jej srebrna suknia falowała, hipnotycznie odbijając blask żyrandoli.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=R2Ag-2ifNqk[/media]

See the pyramids along the Nile
Watch the sunrise from a tropic isle
Just remember darling all the while
You belong to me...

See the market place in old Algiers
Send me photographs and souvenirs
Just remember when a dream appears
You belong to me...

And Ill be so alone without you
Maybe you'll be lonesome too and blue
Fly the ocean in a silver plane
See the jungle when it's wet with rain
Just remember till you're home again
You belong to me...

Ill be so alone without you
Maybe you'll be lonesome too and blue
Fly the ocean in a silver plane
See the jungle when it's wet with rain
Just remember till you're home again
You belong to me...


~ * ~

Rita obudziła się rankiem, pierwszego dnia 1923 roku, a w głowie wciąż jej huczało. Otworzyła oczy i od razu je zamknęła, choć to wcale nie zatrzymało okropnego uczucia, jakby wszystko wokół niej wirowało - nawet ciemność, którą widziała po zamknięciu powiek. Z cichym jękiem przekręciła się na drugi bok, bo leżała twarzą zwróconą ku niezasłoniętemu oknu, a jasny blask zimowego słońca nie przypadł jej do gustu.
Kołdra zaszeleściła, kiedy przykryła się nią pod szyję. Z każdą następną chwilą do jej głowy napływały niechciane i jeszcze do niedawna zapomniane przebłyski poprzedniej nocy. Jęknęła z niezadowoleniem i zakryła się cała pościelą, kiedy w głowie rozbrzmiała jej piosenka śpiewana jej własnym głosem.
Leżała tak jeszcze przez godzinę, może nawet trochę dłużej, starając się nie przypominać więcej przewinień sylwestrowej nocy. Drapiące uczucie w gardle i wyschnięty na wiór język dawały się jednak we znaki, więc powoli zmusiła się do wyjścia spod swojej pościelowej osłony, zabezpieczającej ją przed szarą rzeczywistością.
Od razu pożałowała swojej decyzji, kiedy stanęła na miękkim dywanie, zaraz przy łóżku. W głowie jej się okropnie zakręciło i aż usiadła, chwytając się za czoło.
Wtedy dopiero spostrzegła, że jedyną częścią garderoby, której pozbyła się przed legnięciem w łóżku, były buty.
- Przespałam noc w sukience, biżuterii i makijażu. Brawo, ty kretynko - wymruczała do siebie zachrypniętym głosem. Kątem oka spostrzegła zmiętolony przy poduszce futrzany szal. Nawet tego nie ściągnęła.
Wtedy jej wzrok uchwycił szafkę nocną i na niej srebrną tacę, na której stała szklanka i dzbanek pełen krystalicznie czystej wody. Jak drapieżnik swoją ofiarę, tak Rita chwyciła za naczynie i nalała sobie wody, po czym łapczywie wypiła zawartość szklanki. Opróżniła tak połowę zawartości dzbanka, nim zdecydowała się ponownie wstać.
Dopiero wówczas zorientowała się, że nie była to wcale jej sypialnia. Przynajmniej nie ta w posiadłości w Kensington, gdzie prywatnie mieszkała. Przypomniała sobie od razu, że przecież spędzała ten czas u Franza, do którego została zaproszona na czas balu i wystawy. Wtedy też usłyszała czyjeś kroki za drzwiami i szczęk naczyń. Pomyślała, że reszta domowników i służby już dawno zdecydowała się powrócić do żywych. Sama więc postanowiła nie pozostawać dłużną, więc przeszła do swojej walizki w celu przygotowania świeżej odzieży.
Rita nigdy nie lubiła się rozpakowywać. Uważała to za stratę czasu i mimo tego, że pokój, w którym spała, wyposażony był w komplet pięknych mebli i szaf, to nie zdecydowała się z niego skorzystać, jak sugerował Franz. Nie lubiła bowiem później się ponownie pakować.
Po nieco za długim prysznicu wysuszyła włosy i spięła je niedbale tak, że jej twarz po obu stronach okalały grube, czarne kosmyki niesfornych loków. Przypudrowała twarz, choć należała do grona tych szczęśliwych kobiet, których cera nie wymagała poprawek i mocno umalowała oczy. Nie przepadała za różem, ale tym razem zdecydowała się lekko zaróżowić policzki. Na koniec podkreśliła kształt swoich ust bordową szminką. Ubrała na siebie granatową sukienkę do kolan z długim rękawem i obniżonym stanem, przepasaną materiałowym pasem w tym samym kolorze. Pod luźnym kołnierzykiem przewiązała się czarną apaszką, a na stopy nałożyła czarne, wiązane lakierki z obcasem.

Podczas śniadania spędzonego w uroczym towarzystwie Franza i Eleonor, Rita w końcu doszła do siebie. Nie zamierzała jednak przepraszać za swoje zachowanie poprzedniej nocy. Uważała bowiem, że pomimo upokarzających wspomnień, świetnie się bawiła i nie narobiła nikomu wstydu - być może za wyjątkiem samej sobie, choć do tego też nie była do końca przekonana i nie bardzo dbała o opinię całej tej burżuazji. Zawsze bowiem była lekko kontrowersyjną kobietą, bardzo pewną siebie, trochę wyzywającą, ale inteligentną i na swój szalony sposób pociągającą.
Kiedy więc odzyskała swój, utracony na krótką chwilę okropnego poranka, animusz, zaczęła żywo dyskutować ze swoimi przyjaciółmi. Opowiadała to, o czym nie miała okazji na balu sylwestrowym, słuchała też z zainteresowaniem tego, co mieli do powiedzenia zarówno Eleonor, jak i Franz.
Leniwie, lecz bardzo przyjemnie, minął więc Ricie czas do późnego popołudnia, kiedy to przyjechała po nich limuzyna zamówiona przez ich gospodarza.

Rita zagadała się razem z Franzem podczas drogi na wystawę. Opowiadała dużo o swoim ojcu oraz jego niedawnym odkryciu i tym, jak media zaczęły się nią interesować - chcąc dzięki niej dotrzeć do jej ojca. Mówiła też o tym, że z chęcią wybrałaby się w jakąś daleką podróż, byleby z dala od Londynu i całej tej przytłaczającej rzeczywistości. Napomknęła wtedy, jak dobrze bawiła się podczas wspólnych wakacji w Alpach, chociaż celowo nie wspomniała ani słowem o pewnych wydarzeniach, które zbliżyły tę dwójkę do siebie. Zasugerowała natomiast kolejną wspólną wycieczkę, być może do dalekiej Azji lub w inne egzotyczne miejsca. Rozmarzyła się nawet o odkrywaniu dawno zapomnianych tajemnic, miejscach z legend i innych wspaniałych przygodach, które mogliby przeżyć. Tak minęła Ricie podróż limuzyną.

Na samej wystawie wydawała się bardzo zainteresowana wszystkimi eksponatami i opowieściami Maudslaya. Jako jedyna, lub jedna z niewielu, kobieta w towarzystwie nie wydawała się przejęta okropnościami, jakie opowiadał o rytualnych obrzędach Majów i z wielką ciekawością chłonęła każde jego słowo. Dopiero szept Franza przy jej uchu sprowadził ją do rzeczywistości. Parsknęła śmiechem na słowa mężczyzny, a potem przepraszająco machnęła ręką, kiedy kilka osób zwróciło na nią uwagę i szybko spróbowała skupić się ponownie na eksponatach. Nie omieszkała jednak sprzedać Franzowi przyjacielskiego kuksańca.

- Wujek Julius! To znaczy, ekhem, profesorze Smith - przywitała się z wąsatym mężczyzną, którego dobrze pamiętała z dzieciństwa.
Julius Smith niewiele zmienił się od tamtego czasu, poza przybraniem na wadze i mnóstwem nowych zmarszczek zdobiących jego pyzatą buzię. Wciąż nosił zawiniętego wąsa i miał to przenikliwe spojrzenie. Rita od razu przypomniała sobie wszystkie wieczory spędzone w salonie, przy kominku, razem z ojcem i profesorem Smithem, którego wówczas nazywała wujkiem Juliusem. Siadała zawsze po turecku tuż naprzeciwko Smitha, na podłodze, i wpatrywała się w niego z błyskiem w jej dużych, szmaragdowych oczach, wsłuchując się w niesamowite opowieści o przygodach, jakie przeżył wraz z jej ojcem.
- Ojciec, ze względu na swoje niedawne odkrycie, utknął na dłużej w Egipcie, dlatego poprosił, bym zjawiła się w jego imieniu - wyjaśniła swoją obecność, choć sir Julius Smith nie wydawał się wcale zaskoczony jej widokiem.
Prócz Franza, Eleonor, kuzyna George’a, wśród ludzi zebranych wokół posągu znajdowały się bardziej lub mniej znajome Ricie twarze. Kobietę pamiętała z balu sylwestrowego, na imię miała Pauline, lecz nazwiska Rita nie potrafiła sobie przypomnieć - ani tym bardziej kim ta kobieta była. Pamiętała za to, że to Eleonor przedstawiała je sobie, więc zanotowała w myślach, by wypytać później przyjaciółkę. Starszy mężczyzna, być może w wieku samego wujka Juliusa, to hrabia Zamoyski - Polak, którego nazwisko Rita kojarzyła z dawnych listów swojego ojca. Miał on bodajże całkiem sporą bibliotekę, z której często korzystała jej zmarła matka.

W lokalu, w którym zjedli wszyscy kolację wraz z profesorem Smithem, Rita wspominała z nostalgicznym błyskiem w oku swoje dzieciństwo, wsłuchując się w kolejne opowieści Juliusa.
Z entuzjazmem przyjęła zaproszenie na jego wykład, ale z jeszcze większym entuzjazmem podjęła temat wspólnego kuligu, który zaproponował Franz.
- To brzmi jak świetna zabawa! - prawie krzyknęła radosnym tonem. - Eleonor, nie daj się prosić! Chyba nie chcesz spędzić dnia zamknięta w czterech ścianach, to czysty obłęd.
Sama wystarczająco długo nasiedziała się ostatnimi czasy nad grubymi tomiszczami. Do tego z radością przyjęłaby każdą propozycję, która oddaliłaby jej myśli od listów znalezionych niedawno na strychu posiadłości w Kensington. Korespondencji wymienianej między jej dawno zmarłą matką a ojcem, która dotyczyła dziwnej choroby, na którą zachorowała i która przyczyniła się do jej przedwczesnego zgonu.
- Słuchajcie, trochę ponuro tutaj, umie ktoś grać na pianinie? - zapytała, kiedy rozmowy zeszły na inne, luźniejsze tematy, i wskazała na stojący w kącie instrument.
Sama podeszła do niewielkiej sceny tuż obok pianina i chwyciła za mikrofon.
- Pozwolę sobie trochę urozmaicić wszystkim czas w tym pięknym lokalu skromnym bisem z wczorajszego występu. Tym razem na trzeźwo - powiedziała i zaśmiała się krótko na wzmiankę o sylwestrowym show.
Rita bowiem i bez pomocy alkoholu lubiła śpiewać, choć nigdy nie myślała, by rozpocząć karierę artystki. Nigdy za to nie zamierzała nikomu pokazać, że żałowała swoich decyzji i że wszystko, co robiła, zawsze było przemyślane i miało swój cel.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=FvhyyiyF1jk[/MEDIA]

 
Pan Elf jest offline