Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-01-2017, 22:55   #7
brody
Konto usunięte
 
Reputacja: 2411 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację

Grube płatki śniegu spadały z nieba od samego rana. Rtęć w termometrze od kilku dobrych dni znajdowała się na jednym poziomie. Zaklęte minus osiemnaście stopni. Na szczęście wiał bardzo słaby wiatr i mróz, nie był aż tak dokuczliwy.
Dwa miejskie lodowiska cieszyły się dużą popularnością. Przyjaciele profesora Smitha w drodze na jego wykład widzieli jedno z nich. Tłum starych i młodych, kobiet, mężczyzn i dzieci sunął po lodzie, w rytmie melodyjnego foxtrota.
[MEDIA][/MEDIA]
Dochodzące do przyjaciół dźwięki muzyki sprawiały, że sami chcieli włożyć łyżwy i zapomnieć się w tańcu. Niestety nie mieli na to czasu. Godzina rozpoczęcia wykładu zbliżała się nieubłaganie.

[MEDIA][/MEDIA]
Pod siedzibę Imperial Institute podjeżdżały kolejne limuzyny. Ubrany w liberię lokaj wprowadzał gości na salę i wyznaczał miejsce przy stoliku. Cała szóstka przyjaciół profesora Smitha został posadzona przy stoliku numer trzy, tuż przy scenie. Gdy tylko wszyscy zajęli miejsca lokaj, podał każdemu z nich oprawione w czarną skórę menu.
- Co państwu podać na przystawkę? - zapytał najstarszego w towarzystwie hrabiego Zamoyskiego - Polecam borowiki nadziewane parmezanem i pastą z suszonych pomidorów lub lekką sałatkę z buraków z curry, awokado i serem feta.
Każdy wybrał przystawkę dla siebie, a hrabia zdecydował o aperitifie. Wybór padł na koktajl perroquet, czyli mieszankę francuskiego Pastis z syropem miętowym.

Przez zgiełk rozmów, przybił się donośny, dźwięczny odgłos stuknięcia srebrną łyżeczką w kryształowy kieliszek. Mistrz ceremonii, sir Rainer wstał i zwrócił na siebie uwagę zebranych.
- Witam państwa na kolejnym wieczorze prelekcji w Imperial Institute. Na poprzednich spotkaniach mieliśmy przyjemność gościć takie znamienitości świata nauki, jak choć pan Marconi, noblistkę panią Curie, czy ostatnio pan Nicola Tesla. Naszym dzisiejszym gościem będzie światowej sławy historyk, archeolog, uznany lingwista i tłumacz, wykładowca na wielu europejskich uniwersytetach, między innymi na Sorbonie, Padwie i Wiedniu. Jego analityczny umysł, precyzja i wrodzony sceptycyzm sprawiły, że stał się pogromcą wszelkiej maści szarlatanów, spirytystów, wróżbitów i samozwańczych proroków. Proszę przywitajmy gorącymi oklaskami naszego dzisiejszego prelegenta profesora Julesa Smitha.
Profesor Smith wstał od swojego stolika i wszedł na scenę. Uścisnął dłoń sir Rainera i z grubym plikiem notatek podszedł do pulpitu.
- Witam wszystkich. Dziękuję za tak serdeczne przyjęcie. Miło mi być gościem w tak znamienitej instytucji, która co roku organizuje prelekcje tak wybitnych naukowców. Mam opinię zabawnego żartownisia, który ze smakiem i chirurgiczną precyzją obnaża hipokryzję wszelkiej maści szarlatanów, spirytystycznych medium i samozwańczych proroków.

Po sali rozszedł się gromki śmiech i brawa.

- CI z państwa, którzy mnie znają, zapewne pamiętają moją mowę w Muzeum Historii Naturalnej, gdy w czasie wykładów, o zgrozo, jednego spirytysty. Posługując się żelazną logiką, precyzyjną obserwacją i dedukcją udowodniłem, że wszystkie prezentowane przez niego dowody są sfabrykowane i pozbawione wartości naukowej. Okazuje się jednak, że istnieją w świecie zjawiska, które zarówno ciężko zrozumieć, jaki i udowodnić jakąkolwiek ludzka manipulację w tej kwestii.

Głos profesora stał się niesłychanie zimny, oschły i pozbawiony emocji. Zniknęła, gdzieś typowa dla niego jowialność i humorystyczny ton. Teraz Smith przemawiał z emfazą naukowego neofity.

- Zjawiska te okazują się trudne do wyjaśnienia i opisania. Próba rozumienia ich i dotarcia do źródeł jest niezwykle trudna do naświetlenia. Odnoszę się tutaj do zjawiska określanego mianem “poltergeista” Tak zwanego metafizycznego podróżnika. Bytu, który w ciągu jednej chwili może być widziany w dwóch różnych miejscach oddalonych od siebie, nieraz o tysiące mil. Powiązany z nim, choć nie zawsze jednaki jest fenomen “nawiedzeń” To właśnie na nich chciałbym skupić się w dzisiejszej prelekcji. Z premedytacją używam słowa “nawiedzenie”, bo moim zdaniem są one czymś zupełnie innym niż popularne wśród wielu duchy. Natura tego zjawiska jest o wiele bardziej złożona. Nawiedzone mogą być całe domy, poszczególne pomieszczenia, miejskie latarnie, kobiety, mężczyźni, a nawet zwierzęta. Na całym świecie znana jest niezliczona ilość przypadków, opowieści, które można zaliczyć do tego miana. Zamiast trywialnego i budzącego złe skojarzenia słowa “nawiedzenia” proponuję użyć bardziej naukowego terminu “epifenomeny” Epifenomeny, gdyż ich obecność w żaden sposób nie jest związana z obecnością obserwatora lub jego ingerencją w to zjawisko. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że epifenomeny występują nawet gdy żaden obserwator nie jest obecny. Zasadnicza cecha epifenomenu jest niezwykle prosta. Osoba, istota fizyczna lub rzecz musi istnieć, następnie zniknąć w pewnym szerszym metafizycznym sensie, aby ponownie pojawić się raz lub wiele razy w jednym lub wielu miejscach.

Profesor gestem dłoni dał znać swemu lokajowi, że chce rozpocząć pokaz slajdów. Światła na sali przygasły, a jasny snop światła z rzutnika rozświetlił biały ekran za profesorem.

- Teraz przedstawię państwu trzy fenomeny zbadane przeze mnie. Zostały one dokładnie sfotografowane jednocześnie z trzech różnych pozycji, co umożliwia nie tylko dokładne przyjrzenie się im, ale także skalowanie tego objawienia. Bez większego trudu można wykazać cechy wspólne dla wszystkich trzech objawień.
Każde z tych objawień nie składa się z punktów ektoplazmy, jak to nieraz jest opisywane. Obiekt wyłania się z niebytu, niczym lecący z daleka ku nam samolot. Zasłona pomiędzy światami zdzierana jest bardzo powoli. Każdy z tych obiektów cechuje się znaczną półprzeźroczystością. Dzięki czemu możemy bez trudu oglądać nadal to, co dzieje się za obiektem objawień.
Proszę spojrzeć na to zdjęcie. Choć żaglowiec się pojawił, to nadal możemy dostrzec ruchy fal, jak i drugi brzeg.

[MEDIA][/MEDIA]

- Proszę zwrócić uwagę, że każdy z obiektów objawień wykazuje się emanacją wewnętrznego światła. Obiekty zachowują się tak, jakby absorbowały blask obiektów znajdujących się w pobliżu, a następnie skumulowane emitowały je jako własne światło. znaczną. Wszystkie obiekty zdają się też poruszać wolniej niż obiekty znajdujące się wokół nich. Proszę spojrzeć na doskonale uchwycony koński ogon w ruchu na tej kliszy.

[MEDIA][/MEDIA]

- Obiekty objawień zdają się być całkowicie niedotykalne. Nader często się zdarza, że niewprawny obserwator, po prostu wejdzie w obiekt manifestacji nawet go nie zauważając.
Dowodem na to jest oto to zdjęcie Brązowej Damy z Raynham Hall w Norfolk.

[MEDIA][/MEDIA]

- Wiele osób przechodziło przez ten byt nie zdając sobie sprawy z jego obecności.
W ostatnich latach nauka zaczyna dostrzegać fenomeny, które do tej pory wymykały się jej kleszczom. Opisywane przeze mnie zjawiska są nadal przez wielu postrzegane, jako fantastyczne opowieści dla prostego ludu. Jeżeli jednak przyjrzymy się im bliżej, zaczynamy dostrzegać coś więcej. Zjawiska te są na tyle powszechne, że nie możemy ich zlekceważyć i uznać za bzdurne wymysły. Tym bardziej, że jak pokazałem wystarczy odrobina cierpliwości, zaufany przyjaciel jako pomocnik i możemy uchwycić na kliszy fotograficznej te fenomeny. Być może mamy do czynienia z jakimś niewyjaśnionym i nieznanym zjawiskiem, którego prawdziwa naturę da się poznać dopiero na poziomie atomów. Mi osobiście wydaje się, że te fenomeny wskazują nam dobitnie, że istnieją inne wymiary i podróżne między nimi są możliwe. Te nawiedzenia mogą być wskazówką do poznania natury wszechświata i być może pokażą nam, że to co do tej pory uznawaliśmy, że pewne i materialne w pewnych warunkach wcale taki nie jest. Być może przyszli studenci parapsychologii będą przemieszczać się w górę i w dół warstw wszechświata, aby badać jego naturę i poznawać źródła tych niezwykłych fenomenów. Na razie to wszystko wydaje się być poza granicami naszego postrzegania, ale kto kilkadziesiąt lat temu mógł przypuszczać, że będziemy potrafili porozumiewać się bez trudu mimo dzielących nas tysięcy mil. Z ciekawością czekam, co przyniesie przyszłość i kolejne badania w tej materii.

Światła na sali ponownie zostały włączone. Profesor Smith ukłonił się zebranych, a gromkie brawa poniosły się dudniącym echem.


Wykład profesora Smitha dla większości zaproszonych gości był nie lada zaskoczeniem. Skuteczny do tej pory demaskator oszustów i hochsztaplerów wszelkiej maści, sam przekonywał, że nadnaturalnych fenomenów nie należy lekceważyć, a podejść do nich z naukową dokładnością i precyzją.
Słowa Smitha zaskoczyły także całą szóstkę jego przyjaciół. Po gratulacjach z wielką ciekawością i zainteresowaniem dopytywali się o szczegóły badań i całej ich metodologii.
- Myśleliście, że stary Smith was już niczym nie zaskoczy, co? - zażartował profesor - Od dłuższego czasu badam te fenomeny i dochodzą do coraz większej pewności, że mamy do czynienia z czymś naprawdę niezwykłym. Od nas tylko zależy, czy będziemy mieli odwagę iść tą ścieżką, czy zatrzaśniemy do niej drzwi, twierdząc, że to zabobon i bajki dla małych dzieci. To, że coś jest niezbadane, niezwykłe i tajemnicze, nie znaczy, że mamy to od razu skreślać i odrzucać.

Gdy profesor Smith opowiadał o swoich badaniach, Franz von Maren zauważył, że ich grupie przygląda się śniady mężczyzna około trzydziestki. Gęsty, czarny wąs zdobił jego twarz, a oczy mieniły się dziwny, blaskiem.
Gdy tylko Franz go spostrzegł mężczyzna bardzo się speszył. Wykonał przepraszający gest dłonią i zniknął w tłumie gości.

Wieczór skończył się kolejną, niezwykle przyjemną kolacją w towarzystwie profesora. Tym razem wybór pada na ulubioną restaurację Smitha “Hoxley and Porter” która znajdowała się w pobliżu siedziby Oriental Clubu.


6 stycznia 1923 r. sobota, godzina 8:50
- Sir przyniosłem gazety, tak jak pan prosił. - lokaj, jak zawsze niemal niezauważenie pojawił się w pokoju.
- Dziękuję, Ben - odparł Franz stojąc przy oknie i patrząc na zaśnieżony park - Połóż na stoliku i możesz odejść.
- Wydaje mi się sir, że powinien pan to jak najszybciej zobaczyć.
Franz odstawił filiżankę i podszedł do swego lokaja.
- O tutaj sir - Ben, palcem wskazał pewien artykuł w “London Herald” Na pierwszej stronie,
wytłuszczony tytuł, aż krzyczał.

Ledwo Franz zdążył przeczytać szokujący artykuł, rozległ się dzwonek do drzwi. Ben nie czekając na polecenie ruszył sprawdzić, kto puka o tak wczesnej porze.
Lokaj wrócił zaledwie po kilku chwilach. Wszedł do pokoju i rzekł:
- Sir, wiadomość dla pana - i wręczył Franzowi białą kopertę na której przybito pieczęć, która nie była mu obca.

[MEDIA][/MEDIA]

To był odcisk rodowego sygnetu, jaki profesor Smith nosił na palcu. Z nerwowo bijącym sercem i lekko drżącymi dłońmi, Franz zerwał pieczęć i otworzył list. Wewnątrz znajdowała
karta wizytowa.

To wszystko wyglądało bardzo dziwnie, tajemniczo i bardzo niebezpiecznie.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.

Ostatnio edytowane przez brody : 22-01-2017 o 23:16.
brody jest offline