Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-01-2017, 11:04   #15
Tom Atos
 
Tom Atos's Avatar
 
Reputacja: 4360 Tom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputację
Widok poparzonego profesora nie należał do najprzyjemniejszych. Franz odwrócił wzrok i zaczął uważnie studiować zawartość notesu. Po lewej wystawała wizytówka profesora, po prawej zaś było równe, staranne pismo Beddowsa.
- Jeśli dobrze zrozumiałem, to części jest co najmniej sześć? Czy profesor był w posiadaniu którejś? Czy tylko ściągnął uwagę Turków swoimi pytaniami o Sedefkara? Kogo o niego pytał?
- Z tego, co mi wiadomo nigdy nie znalazł żadnej części. Tylko o nich czytał. Przypuszczam, że gdyby znalazł choć jedną, powiedziałby wam o tym. Sir Jules dopiero wykładem w Imperial Institute, chciał zwrócić uwagę kogoś, kto mógłby mu pomóc. Zapewne nie przypuszczał, że to się tak skończy.

George był wstrząśnięty warunkami i stanem w jakim zastał Dziadka. Gdy tylko dostrzegł go w łóżku rzucił się w jego stronę i przypadł przy nim na jedno kolano chwytając lewą nie poranioną przez płomienie dłoń Profesora. Słuchał słów starego człowieka z zapartym tchem i z bólem patrząc, jak Jules cierpi przekazując im te wieści. Wyraz jego twarzy zmienił się dopiero, gdy Profesor zaczął mówić o ludziach, którzy zaatakowali jego dom. A zmienił się nie do poznania. Na twarz Cartera zdawała się napłynąć ciemność, jego raczej delikatne do tej pory rysy twarzy wyostrzyły się, a brwi zbliżyły do siebie i opadły. George stał się nagle personalizacją gniewu, inżynier zmienił się tak bardzo, że można było wątpić czy ktoś znajomy poznałby go na ulicy, a nie znający go mógł bać się nawet spojrzeć mu w oczy.

Carter wstał od wezgłowia profesora, gdy ten skończył mówić i stanął twarzą do małego okienka spoglądając na obskurne podwórze.
- Dobrze Beddows, pojedziemy - odpowiedział George, gdy tylko lokaj wręczył Franzowi notatnik. Jego głos też uległ tej potwornej przemianie, zniknęły z niego uprzejmości i całe ciepło, które zazwyczaj go charakteryzowało.
- Ale Profesora trzeba stąd zabrać - mówił głosem który nie pozwalał na żaden sprzeciw - Jutro do południa zmienię moją wille w twierdzę. Zapewnie lekarzy i pomoc. Wtedy przetransportujemy tam Dziadka. - kontynuował i odwrócił się do lokaja i Franza:
- Pieniądze zatrzymaj, wam będą bardziej potrzebne. Nas wszystkich stać i na podróż i wiele więcej.
- A, i powiedz co takiego zrobiliście z dziadkiem, by “zwrócić na siebie uwagę” ?
- Dziękuję z całego serca, sir – odparł Beddows - Już jednak o tym pomyślałem. Jutro zabieram stąd sir Julesu. Znam pewne miejsce w którym będziemy bezpieczni. Proszę wybaczyć, ale pański dom, mimo wszelkich zabezpieczeń jest zbyt mocno wystawiony na widok publiczny. Będę jednak pana na bieżąco informował o stanie profesora. Służba w wojsku nauczyła mnie radzić sobie z tego typu ranami. Proszę mi wierzyć, tak będzie najbezpieczniej.

Ledwo Beddows skończył swoją odpowiedź na zewnątrz rozległ się huk wystrzału.
Dłoń Georga zawędrowała pod marynarkę i tam już pozostał dzierżąc zaufany pistolet Colta model 1911 nie wyciągając go jednak jeszcze z kabury, nie było czasu na dyskusje za komunikat musiało wystarczyć Franzowi jedno spojrzenie, a ten przejął go bezbłędnie.
Beddows pobladł, jak ściana. Spojrzał przerażony na obu przyjaciół profesora.
- To pewnie znowu ci Turcy. Trzeba ich zatrzymać panowie.
- Zostań tu Beddows, pilnuj drzwi - powiedział George, gdy Franz zorientował się w przekazie i zaczął wychodzić z pomieszczenia.
Nim Franz zdążył cokolwiek odpowiedzieć, rozległ się drugi strzał.
Von Meran tymczasem schował notatnik profesora do kieszeni marynarki.
- Beddows, czy nazwisko Mehmet Makryat coś ci mówi? - rzucił Franz szykując się do wyjścia z pokoju.
Coś mu tu nie pasowało? Po co Turcy mieliby strzelać? Przecież jeśli ich śledzili wystarczyło, żeby ich zaskoczyli u profesora, albo poczekali aż wyjdą. Na razie von Meran nie wyciągał broni.
Lokaj pokręcił głową.
- Pierwszy raz słyszę, to nazwisko.

Obaj mężczyźni poruszali się szybko, ale przezornie. Nie wiedzieli kim jest napastnik. Wkrótce jednak okazało się, że nie mają do czynienia z groźnymi Turkami, lecz z czwórką przyjaciół, którzy niepomni przestróg postanowili podążyć śladem George’a i Franza.

Po uspokojeniu właścicielki motelu pani Bumble, w czym wydatnie pomogło kilka banknotów przyjaciele już w komplecie ponownie znaleźli się w pokoju profesora.
 
Tom Atos jest offline