| Czacha
Duszę się! Pomocy! Nawet nie mogę wrzasnąć. Jestem jak ryba wyjęta z wody.
Chwileczkę, przecież ja nie oddycham. No dobra, pierwszy problem z głowy, teraz tylko przestać skakać jak jakiś paralityk.
Nie jestem rybą, nie muszę wierzgać korpusem. mogę wierzgać kończynami. Czterema!
Rozpoczynam dziki taniec ku czci rączek i nóżek. - Oż, (soczyste przymiotniki, plastyczne rzeczowniki, dosadne czasowniki)! - straciwszy równowagę, po zachaczeniu stopy o "wnętrzności", lęcę wprost na mrugające zalotnie "coś".
Zsuwając się na podłogę intuicyjnie sięgam tele-łapą, łapiąc się... nie, nie brzytwy, jakiejś wajchy.
Coś się dzieje, coś zmajstrowałem. Czas na ewakuację z miejsca zbrodni.
Doskakuję do śluzy, otwieram ją.
Pierwszą rzeczą, którą zrobie po wyskoczeniu przez tę śluzę będzie wrzaśnięcie: bu!
Potem mam zamiar poszukać gnoma i ewentualnej drogi ucieczki.
Albo znaleźć sposób na kierowanie krakenem. Zawsze chciałem mieć własnego potwora morskiego...
__________________ Znowu boli (blog)... |