| Splamiony
Elf miał mieszane uczucia co do Latilien. Z jednej strony mógł z pewnością uznać, że między nim a tą młodą szlachcianką nawiązała się jakaś cicha nić porozumienia, że dogadują się całkiem nieźle. Z drugiej jednak strony, reprezentowała ona chyba najbardziej irytujący Splamionego typ szlachty- ci znudzeni zwykłym życiem, chcący ryzykować i walczyć. Sama ta chęć wydawała mu się co najmniej dziwna, sam z chęcią oddałby im miecz w zamian za zwrócenie całego jego długu... A raczej zrobiłby to, gdyby było to możliwe- swoje postanowienia musiał wypełnić samemu...
Splamiony nigdy nie spał długo, tym bardziej więc nie leżał też w dzień. Odpoczął na łóżku jedynie parę chwil i zerwał się z niego, chwytając za miecz. To najlepiej go odprężało, trochę ćwiczeń. Wymachy, cięcia, pchnięcia... Zero defensywy- sam atak. To była taktyka elfa, dotychczas zawsze skuteczna. Który zresztą z jego dotychczasowych wrogów spodziewałby się takiej siły od tak niepozornej postaci jak Splamiony? Chyba nikt...
I wtem zatrzymał się, nagle, w pół ruchu. Wbił swoje oczy za okno, na wielki dziedziniec, okolice jakiejś niewielkiej, pewnie bocznej bramy. Ten człowiek. Althree Garthon, "Kupczyk". Spec od rozeznania, dawniej pojawiający się zawsze tam, gdzie Chłopaki z Portowej coś planowali. Teraz jednak gang się rozpadł, ale Kupczyk nadal żyje... On też miał spory dług u samej sprawiedliwości, lecz Splamiony miał co do niego inne plany. On powinien spłacić go życiem...
Nie czekał na nic. Wepchnął miecz do pochwy, zarzucił na siebie odrobinę lepsze ubranie, poprawił maskę i wybiegł z komnaty. Czy to było to niebezpieczeństwo, którego ciągle się spodziewał? Kto wie. Na początek jednak będzie musiał sobie pogadać z Kupczykiem...
__________________ Kutak - to brzmi dumnie. |