| Młody, dwudziestopięcioletni mężczyzna wstał. Jego sakwa z czterdziestoma złotnikami zabrzęczała wesoło pod jego czerwonymi szatami. Rude włosy wyróżniały się jak diabli na tle drewnianych ścian gospody. W ręce trzymał kostur. Jego koniec palił się jak pochodnia, jednak nie spalał się. Spod zdobionych, czerwonych szat wychynęła końcówka pochwy miecza, z pewnością jednoręcznego. Płomienisty Czarodziej miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Jego długie, opadające na ramiona, czerwone włosy jarzyły się lekkim blaskiem, jakby pośród nich miał zaraz wybuchnąć pożar. No to... Nie mamy na co czekać. Komu w drogę, temu płomień, panowie. - rzucił rześkim tonem Karl. Przez chwilę wpatrywał się wesoło w płomień na końcu swojego kostura. Po chwili otrząsnął się z zadumy. Żwawym krokiem opuścił gospodę, ruszając w kierunku powozów. W jego niewielkim plecaku widać było rylec do pisania, oraz księgę z zaklęciami. |