| Everon
Everon w swojej odświętnej szacie przechadzał się pomiędzy gośćmi z najodleglejszych krańców Faerunu. Ich różnorakie akcenty przeplatały się z muzyką graną przez kilku pięknie ubranych artystów. Za każdym razem, gdy któryś z gości odważył się popatrzyć Dynaalowi prosto w oczy, ten z powagą delikatnym ruchem głowy kłaniał się. Kapłan wziął z jednej z tac niesionych przez licznych kelnerów kielich z czerwonym napojem. Powąchał, po czym skosztował. W smaku tego wina zaklęte było słońce dalekiego południa, mieszające się z rześką bryzą wiejącą od wzburzonego morza. –Całkiem niezłe- stwierdził po chwili zadumy.
Trzymając kielich w lewej dłoni, kapłan Kossutha sięgnął wolną ręką do prawej kieszeni szaty. Wyciągnąwszy list ponownie go powąchał, zamykając przy tym w zamyśleniu oczy. „Wanilia, cynamon i…” Everon zmarszczył brwi wytężając pamięć. Jak bardzo by się nie starał, nie był w stanie sobie przypomnieć tego charakterystycznego zapachu. Jedno nie pozostawiało wątpliwości. Tym kto dostarczył zieloną kopertę była na pewno kobieta. Tylko która? Kapłan popatrzył po zgromadzonych, jednocześnie delikatnym, okrężnym ruchem ręki mieszając pozostały w kielichu płyn. Żadna z pań nie przyglądała mu się w tej chwili. Everon zauważył, że jest postrzegany jak każdy inny kapłan; jak każdy inny gość na królewskim balu. „Może to i lepiej, że się nie wyróżniam?” zastanowił się, ratując w ten sposób resztki dobrego humoru. Dynaal lubił być duszą towarzystwa, ale na tak dużej imprezie, wśród tylu zacnych gości było to wręcz niemożliwe.
Mężczyzna wypił resztki wina, a następnie odłożył pusty puchar na jeden z rozstawionych stolików. Everon ruszył w stronę niewielkiej, marmurowej fontanny, dumnie wypinając pierś. Na froncie szaty widniał płomień, taki sam jaki kapłan nosił na zbroi. Starannie wyhaftowany odpowiadał na każde nie zadane pytanie o kościół, którego sługą był poważny, złotowłosy mężczyzna.
__________________ "The eagle's eye is hiding something tragic
but in this night the red wine rules in me" |