Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-31-2007, 22:29   #23
Diakonis
 
Reputacja: 2 Diakonis jest na bardzo dobrej drodze
$: 31 964
Przechadzaliście się wśród zebranych gości. Czuliście się w pewien sposób wyjątkowi z tego powodu, że mogliście uczestniczyć w królewskiej uroczystości na dworze Cormyrskim wśród takiej elity. Były tu najznamienitsze osoby z całego Leśnego Królestwa, oraz wielu posłów. Ze średniej szlachty było niewielu przedstawicieli, i z tego co udało wam się podsłuchać, każdy był czymś zasłużony dla kraju. Zebrani zaczynali się już powoli niecierpliwić. W pewnym momencie usłyszeliście z jednej strony donośny głos herolda
- Zacni Panowie i Szlachetne Panie, Szanowni goście, pragnę was wszystkich przeprosić w imieniu księcia za opóźnienie jakie nastąpiło. Dwadzieścia minut różnicy mam nadzieję nie zrobi państwu różnicy. Jeszcze raz bardzo przepraszam i proszę o cierpliwość, zapewniam że bal będzie wyśmienity.

Wróciliście do rozmów z gośćmi i przysłuchiwaniu się prowadzonym dyskusjom. A było czego słuchać, znamienici politycy, artyści, wynalazcy, słowem cała śmietanka towarzyska znalazła się na zamku.


Splamiony

Zszedłeś na dół na dziedziniec. Jednak nie było tam już Garthona, przeszedłeś cały dziedziniec, spytałeś strażników, ale nie zostało po nim ani śladu. Może to było twoje przewidzenie? Nie, takie rzeczy Ci się nie zdarzają. On gdzieś tutaj się kręci. Szukając go trafiłeś na placyk przed ogrodem gdzie zebrała się największa liczba gości. Próbowałeś w tym tłumie wypatrzyć Kupczyka, ale nic z tego. Zapadł się jak kamień w wodę.



__________________________________________________ ____________




Przechadzaliście się po ogrodzie, jedni rozmawiając z gośćmi inni poszukując swoich „znajomych”. W pewnym momencie usłyszeliście wysoki czysty dźwięk dzwonka, który rozlegał się po całym ogrodzie.

- Szanowni Państwo jestem I Adiutant Kasztelan Knivor Dereuzyn i pragnę zaprosić Was wszystkich tutaj zebranych do sali balowej. Książę jest gotów. Zatem proszę za mną. –

Głos kasztelana był czysty i donośny, usłyszeli go nawet Ci, którzy stali w dużej odległości gdzieś w ogrodzie. Pierwszy Adiutant poprowadził zebranych gości szerokimi schodami wprost do sali balowej.



__________________________________________________ _____________________

Splamiony

Ciągle wypatrywałeś Kupczyka, musiał gdzieś tutaj być, a jednak nie byłeś w stanie go dojrzeć. Zauważyłeś, że strażnicy Cię obserwują, nic dziwnego, byłeś jednym z nielicznych gości z bronią. W pewnym momencie ujrzałeś hrabinę Mallereusse i pannę Latilien
- Witaj Leekanie, słyszałam, że Latilien udało się wyciągnąć Ciebie na miasto. Bardzo słusznie, zawsze twierdziłam, że Suzail jest jedną z najwspanialszych stolic. Widzieliście budynki Wielkiej Biblioteki i Akademii Muzycznej? Zaiste majstersztyk architektury, a Ty co o nich myślisz? –

Latilien mrugnęła do Ciebie i uśmiechnęła się, całkiem naturalnie jak na arystokratkę przyzwyczajoną do dworskiej etykiety. Pytanie hrabiny niezbyt Cię interesowało. Twoja uwaga z poszukiwania Kupczyka zwróciła się na postać Latilien ubranej w zwiewną żółtą suknię z jedwabiście lekkiej tkaniny. Z suknią wspaniale grały jej złote włosy w tym momencie spięte na głowie okryte złotą siateczką. Odsłoniętą, powabną szyję zdobiły dwa kolczyki z białych pereł oraz delikatna złota kolia w elfie wzory.
__________________________________________________ ________________________





Wielkie drzwi zostały otwarte i goście zaczęli wchodzić na salę balową. Mała orkiestra już grała klasyczną, uroczystą muzykę. Wraz z tłumem ludzi weszliście do ogromnej sali. Z jednej strony okna wyglądały na miasto, z drugiej ogromny taras skierowany był w stronę jeziora. Wysoka sala była wszędzie ozdobiona purpurową i złotą barwą. Naprzeciw wielkich drewnianych drzwi stał na podwyższeniu stół okryty złotym obrusem, mogący pomieścić około dziesięciu osób. Po środku stały dwa wyższe krzesła, na jednym siedziała już namiestniczka Alusair Obarskyr. Na przeciwległej ścianie do tarasu stał jeden długi rząd stołów przykrytych na fioletowo. Blaty aż uginały się od zastawy, apetycznie pachnąca dziczyzna, dzbany miodu i wina, egzotyczne owoce i inne potrawy których nawet nie znaliście. Wszystko było oświetlone ogromną liczbą świec, na stole, na ścianach i z sufitu zwisających. Po prawej stronie książęcego stołu na scenie stała orkiestra, złożona z sześciu muzyków ubranych w purpurowo złote stroje. Służba zaczęła rozmieszczać gości po stołach. Jedynie poselstwa zostały przy wejściu.
Zostaliście usadowieni w nieznacznej odległości od książęcego stołu hrabina Mallereuse i Latilien, za nią towarzyszący Leekan Arrouzer, a następnie Everon Dynaal. Po chwili gdy większość gości się usadowiła wszedł książę, a muzyka ucichła. Młody mężczyzna, średniego wzrostu, ubrany w ciemno granatowy mundur oficerski pełen insygniów. Z twarzy był to młodzieniec zadbany, o bladej cerze z długimi włosami spiętymi w warkocz, jak każdy oficer Purpurowych Smoków.

- Pragnę powitać gorąco wszystkich zebranych. Cieszę się, że tak licznie przybyliście na moje urodziny. Wiem oczywiście, że jest to dzień ważniejszy niż tylko obchody kolejnego roku mojego życia. Dziś wchodzę w wiek dorosły, co za tym idzie za dwa lata założę królewską koronę i wezmę za żonę damę którą uznam za stosowną do zadania królowej. Może nawet dziś znajdę tą jedną, a jeśli nie to zapewne poznam kilka kandydatek. Ten wieczór ma być przepełniony radością i zabawą, dzisiaj pokażę wam jak Cormyr podejmuje gości i mam nadzieję, że przybędziecie też za dwa lata kiedy będę mógł wam pokazać jak przyjmuje królewski Cormyr. Zapewniam was, że nie pożałujecie że przybyliście tak długą drogę na mój zamek. Zatem zaczynajmy niech gra muzyka, niech Suzail się bawi! –


Książę przemawiał szczerze i serdecznie, a w ostatnie słowa wybrzmiały z energią. Zaraz po nich z tarasu rozległy się wystrzały małych armat obwieszczające stolicy, że książę rozpoczyna zabawę. Na niebie nad Suzail rozkwitły magiczne ognie, w kolorach złota i purpury rzecz jasna. Przez kilka chwil niebo okryły fajerwerki różnych rodzajów, aż na końcu usłyszeliście większy huk, a nad Cormyrską stolicą światła ułożyły ogromnego purpurowego smoka w złotej tarczy, godło państwa. Książę zaczął przyjmować poselstwa. Kolejno podchodzili do niego delegaci z najodleglejszych krajów, przedstawiający mu swoje dary. Grupa złotych elfów w lśniących muślinowych strojach, powabnymi ruchami zbliżyła się do księcia. Wszystkie oczy były zwrócone na te piękne istoty. Poseł odezwał się do księcia, ale nie mogliście tego usłyszeć. Dwa pozostałe elfy wystrzeliły w powietrze magiczne światła, z których powstały dwie fontanny tryskające iluzoryczną złotą wodą. Rozległy się fanfary, a poseł złożył na ręce księcia czarną szkatułę ze złotymi zdobieniami. Książe ukłonił się i podziękował, po czym przyjął kolejne poselstwo. Reszta przybyłych była równie zadziwiająca co elfy z Narrust. Książę dostał między innymi, klatkę z przepięknym ptakiem co śpiewał tak, że muzycy przy nim nie chcieli wracać do swoich instrumentów, pelerynę całą zrobioną z duritu alaudyzjańskiego o charakterystycznej zielonej barwie i znanego ze swoich magicznych właściwości, gnomiej roboty purpurowy kirys wysadzany najszlachetniejszymi kamieniami. Muzycy grali, a do stołów zasiadali posłowie. Miejsce obok Everona zajął krasnolud w czarno zielonym surducie, z jednym okiem zasłoniętym zieloną jedwabną szarfą. Miejsce obok hrabiny Mallereuse zajął Elaraldur.

Volstagh

Wszedłeś na salę, która przygniotła Cię swoim wystrojem. Zdałeś sobie sprawę, że nie dane Ci było nigdy gościć na takiej uroczystości. Wokół nigdzie nie było żadnych trefnisiów, ani błaznów. Nie wiedziałeś co masz zrobić kiedy służba rozsadzała gości. Stałeś przez chwilę oniemiały wśród posłów aż podszedł do Ciebie jeden ze służących

- Czy mam przyjemność z szanownym Panem Irbinem De Harrauzerem? Wysłannikiem z Mirabar, odznaczonym orderem Złotej Kanwy w Luskan za wynalezienie nadwiernika kwazynowego molchynu-dwanaście?
- Aa... tak – tylko tyle zdążyłeś wydukać słysząc niezrozumiałe dla Ciebie nazwy. Lokaj najwyraźniej był wyuczony na pamięć i musiał się co najmniej trochę znać na tym o czym mówi, przynajmniej takie robił wrażenie.
- Myśleliśmy, że już pan nie przyjedzie. Słyszeliśmy o problemach z karawaną na Trakcie Handlu. Proszę za mną –

Byłeś z jednej strony zmieszany, a z drugiej strony cieszyłeś się że mogłeś uczestniczyć w takiej uroczystości jako pełnoprawny gość. Nawet nie jako gnomi trefniś, ale jako posłaniec z dalekiego północnego Mirabar. Zasiadłeś na miejscu wskazanym przez służącego. Na prawo od Ciebie siedziało trzech krasnoludów w czarno zielonych surdutach, a na lewo jakiś starszy mężczyzna w okularach, wyglądający na jakiegoś uczonego.

Splamiony

Jeszcze kilka razy próbowałeś wypatrywać Kupczyka, ale w sali wcale nie było to łatwiejsze. Po pierwsze piękno wystroju przytłumiło Cię, a po drugie, panienka Latilien której towarzyszyłeś wyglądała jeszcze piękniej w tym świetle. Siadła po twojej prawicy, od strony książęcego stołu. Po twojej lewej siadł wielki wzrostem mężczyzna w ciemnych szatach kapłańskich.

- Jak Ci się podoba Leekanie? Ja znajduję to wyśmienite. Ach te ognie były zaprawdę zdumiewające, jestem pewna że jakiś mag musiał maczać palce przy tym smoku na końcu!

Evereon

Byłeś zachwycony tym co zobaczyłeś. Warto było zapłacić taką sumę za dostanie się w to miejsce. Ale przecież nie przybyłeś tutaj na uroczystość... Wyciągnąłeś z kieszeni list i wąchałeś. Jednak twój nos był pobudzony tymi wszystkimi zapachami przepysznych potraw. Nalałeś sobie od razu miodu. Mhm, wyśmienity lipcowy półtorak, nalany na dereni i borówce. Dawno nie piłeś takiego, istne arcydzieło miodosytnictwa. Zacząłeś się rozglądać wkoło, obok Ciebie z lewej siedział krasnolud z długą szarą brodą spiętą w warkoczyki, zajadający już pieczeń zajęczą. Po raz pierwszy raz widziałeś krasnoluda jedzącego w tak kulturalny sposób, zgodnie ze wszystkimi wymogami etykiety. Po twojej prawej natomiast siedział jakiś podejrzany jegomość, lekkiej budowy, z twarzą zakrytą maską.

Elaraldur

Kiedy przeszli wszyscy posłowie nastała kolej na Ciebie. Podszedłeś do książęcego stołu i ukłoniłeś się nisko. Książę dał znak głową abyś się wyprostował.

- To jest nowy nadworny minstrel Elaraldur L’Chean, muzyk wielkiej klasy. – poinformował Azouna kasztelan Dereuzyn.
- Racz zatem powitać Cię w naszych prograch Elaraldurze z Wybrzeża. Rad jestem, że artysta taki jak Ty będzie na naszym dworze. Mam nadzieję, że twój dzisiejszy występ pokaże nam twoje umiejętności
- Dziękuje Ci Panie. Czuję się zaszczycony mogąc Ci grać w twoje osiemnaste urodziny książę. –


Z tymi słowami skłoniłeś się, na co książę odpowiedział skinieniem głowy i uśmiechem. Jego osoba wydała Ci się bardzo sympatyczną i przyjazną, nie podobną do innych arystokratów wysokiego rodu, którzy gardzili osobami niższej rangi. Udałeś się na swoje miejsce gdzie posadził Cię służący. Usiadłeś pomiędzy jakąś starszą hrabianką w zielonej sukni, a jednym ze złotych elfów, którzy jako pierwsi składali dar na ręce księcia.
 

Ostatnio edytowane przez Diakonis : 06-01-2007 o 20:48. Powód: kolejny wpis
Diakonis jest offline