| Stirlandczyk trzymał się na uboczu tej osobliwej grupy podróżnych. Gdyby nie to że musi dostać się jak najszybciej na książęcy dwór zapewne nigdy nie przyłączył się do tej ekspedycji. Był wysokim, postawnym mężczyzną o czarnych, długich do ramion prostych włosach. Przenikliwe spojrzenie jego smolisto czarnych oczu, wąskie usta, prosty nos i lekki trzydniowy zarost sprawiały że podobał się niejednej kobiecie. Ubrany był w strój szlachecki z herbem swojego rodu – sporej wielkości sercem na tle stylizowanych anielskich skrzydeł, jednak można było dostrzec że pod ubraniem chroni go zapewne jakiś dobry pancerz. Przy lewym boku dyndał miecz półtoraręczny, a przy pasie znajdowały się dwa pistolety. Mężczyzna szedł równym, prawie że żołnierskim krokiem, dźwigając wypełniony po brzegi plecak. - Przeklęci złodzieje, co za świat! W biały dzień już kradną! - warknął do towarzyszy rozpamiętując kradzież swojego rumaka bojowego. W pewnym sensie był do niego przywiązany i trochę było mu go żal.
Widząc że zbliżają się do jakichś zabudowań, rzucił do nowo poznanych kompanów. - Myślę, że powinniśmy sprawdzić co to za budynek. Jeśli jakaś karczma, to chwała Sigmarowi, już mnie nogi bolą od tego chodzenia.
Po czym ruszył w kierunku majaczących w oddali zabudowań.
__________________ "From the top to the bottom
Bottom to top I stop
At the core I've forgotten
In the middle of my thoughts..." |