| ~Przydałaby się jakaś ofiara przebłagalna dla Beshaby ~.pomyślał posępnie gnom, który choć czcił wszakże przede wszystkim gnomi panteon, to włączył do niego kilka z ludzkich bóstw. Beshaba była jednym z nich. ~Że też musiałem trafić na uczonego. ~myślał Volstagh uśmiechając się fałszywie. - Widać od razu, że osoba kulturalna. Może mnie zapoznasz z tym zacnym Panem? –zapytał gadatliwy kruk. -To jest Honoriusz de Balzin, uczony tak jak ja. A to Purchawek, kruk należący do mnie, Irbina de Harrauzer z Mirabaru.- Wywierając nacisk na poszczególne słowa Volstagh przekazał wyraźne przesłanie krukowi. Dla Purchawka nie było w tym nic nowego. Dobrze znał swego pana. - Właśnie, mam pecha służyć Irbinowi de Harrauzer.. Największemu pechowcowi jakiego znam.- odparł posępnie kruk.- A może ty szukasz chowańca , inteligentnego, z dużym bagażem doświadczeń... - Wcinaj krakersy i nie gadaj głupot, my uczeni mamy wiele spraw do omówienia. - burknął Volstagh. - A co do naszej rozmowy..- rzekł Volstagh. - Chętnie omówiłbym z panem aspekty mojego odkrycia. Niestety, obowiązek dyplomaty przed przyjemnością uczonego. Byłby pan tak łaskaw i opowiedział o najważniejszych personach na tym przyjęciu. Nie chciałbym popełnić jakiejkolwiek gafy , która mogłaby wywołać dyplomatyczne spięcia. Zapewne wiesz drogi Honoriuszu, jak drażliwi bywają arystokraci, zwłaszcza na swoim punkcie.
Po tych słowach gnom skupił się na słuchaniu i zapamiętaniu słów Honoriusza.
__________________ "Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości. |