Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-04-2017, 21:15   #6
Goel
 
Goel's Avatar
 
Reputacja: 2085 Goel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputacjęGoel ma wspaniałą reputację
Czy było coś piękniejszego dla koczownika niż przyjemna twardość końskiego grzbietu, lubo uciskająca męskość przyszłego atamana? Zdecydowanie tak - posiadanie branki na owym grzbiecie, oczywiście! Choć przyznać trzeba było, że nie jeden junak (i nie jedna branka) stracili życie w takim miłosnym cwale po stepie Ziem Trolli... Nasz Ungoł chwilowo jednak zaspokoił swoją chuć i przyjemność niebywałą czerpał z możności podróżowania na końskim grzbiecie - wszak z kislevską fantazją rzucił groszem i miast jucznego konia pozwolił sobie na prawdziwego wierzchowca! A był to nie byle jaki wierzchowiec - czy uściślając, byle jaki w oczach drużynników, jednak nie w mniemaniu Atanaja. Bo wszak był to czystej (prawie) krwi kilevski kucyk stepowy - małe, muskularne zwierze nieprzywykłe do kawaleryjskich szarż, za to zwrotne, wytrzymałe i niebywale krnąbrne. Z początku uznał za właściwym nazwać go dumnym imieniem, Matyj-Toł - jednak po kąśliwych uwagach Ragnara na temat ułożenia "wierzchowca" koczowniczk zgodził się skrócić imię "rumaka" do Ma-Toł.

Gdy więc zatrzymali się przy bramie, Atanaj ściągnął wodze dosiadanego przezeń na oklep konika, rzekłszy do niego:
- Nu kaj lyziesz, pjerszejeronie ciapaty!

Konik stanął posłusznie, by za chwilę chwycić za koszulę zsiadającego jeźdźca i tak szarpnąwszy głową, że Chudy o mały włos nie wylądował na tyłku w pyle gościńca. To byłaby dopiero krotochwila: koczownik układany przez swojego konia, ha! Zamierzywszy się jak do ciosu "na odlew" na zwierzaka, Atanaj wymamrotał przez zęby kilka przekleństw w rodzimym narzeczu, po czym dołączył do reszty drużyny ciągnąc nieposłusznego zwierzaka za uzdę:

- Nu i szto, kawaleryja? Duraki wpuścić nas nie chcą, a? A tfa, psia jucha ich ... - gadał to do siebie, to do towarzyszy; nawyku tego nabył po spędzaniu czasu u Ady. Wreszcie zwrócił się do elfki:

- Nu diewoczka, szto probliem dielasz? Pokarzżje lica, nasza krasawica, i bez prioblem będzie, a?

W głębi duszy nie wierzył, by elfka dała się namówić - ale czemu nie podroczyć się przed pójście spać? A pewnie i tak przyjdzie im wcisnąć w łapy żołdaków po kilka monet i jako tacy wejść do miasta. Co zaś będzie dalej - okaże się!
 
Goel jest offline