Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-07-2017, 20:44   #3
Avitto
 
Reputacja: 27739 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Gdyby kogoś na ulicach Fortenhaf zapytać kto to taki i pokazać na Sveina odparłby zapewne:
- Szczurołap.
Ten ktoś nie skłamałby i nie pomylił się wiele, o czym zresztą świadczył podążający w krok za mężczyzną mały, czarny pies. Tylko czemu nie nosił ze sobą ów jegomość klasycznie tyczki?
Bo konwenanse miał w dupie. Czy może raczej znajdowały się poza obszarem jego zainteresowań. Choć sam zapewne skomentowałby sprawę następująco:
- A na chuj? Nieważne...

Tego dnia gdy u niziołków rozpoczynał się Tydzień Ciast całe Fortenhaf zmieniło się z przytulnej wsi w centrum nagabywania i handlu towarami napływowymi. Każdy wokół biegał z drożdżowcem w dłoni i uśmiechem na twarzy podczas gdy Svein, rasowy realista, zaspokajał pragnienie przy studni.
- Radochę mają! Patrzcie ich. E! Cztery tygodnie do jesieni! Z czego tu się cieszyć - dokończył już pod nosem, niemniej dumny ze swego ogłoszenia.
Krótko gwizdnął na psa, obrócił się na pięcie płynnym ruchem chowając kubek w ubraniu między tunikę i gacnik i ruszył na plac.
Plac w Fortenhaf nie wyróżniał się absolutnie niczym. Z grubsza okrągły spłacheć klepiska otaczały budynki na kamiennej podmurówce. Przebywanie tutaj miało pewną zaletę. Do dowolnego punktu w miasteczku można było stąd dotrzeć w czasie, jaki zajmuje przeczytanie tego zdania. W każdy inny dzień wiatr zamiatałby spękaną glinę pustego placu.
Niemniej, byłoby nieprawdą stwierdzić, że ciągle i ciągle na placu wało tylko nudą. Jedną z nowości w systemie kar ordynowanych przez sierżanta Hebla było zamknięcie w dole znajdującym się w północnej części placu. Sveinowi zdarzało się iść nad dół dla rozrywki, by oddać na skazanego mocz albo obrzucić zbukami. Ludzie na placu czuli się bezpiecznie, odizolowani od skazańca żelazną kratą.

Dziś plac pełen był ludzi. Svein z zadowoleniem zauważył, że poza handlarzami końmi i wózkami odpustowymi wielebnego Herberta pojawiło się także kilku sztukmistrzów. Zaciekawiony skierował się w ich stronę, mijając po drodze wóz kislevczyków.
- Jadźka, nosz psu na but chcesz podnosić cenę. Nikt go nie kupi.
- Kupi, kupi. Moja w tym głowa.
- Toć łon nawet na bat już nie reaguje. Stary jest.
- Zareaguje. Zobaczysz -
odpowiedziała kobieta, wyciągając spod kiecy zalakowaną butelkę kvasu. Gdy Svein ich minął butelkę otworzyła zręcznie nożem i zawartością napoiła nędznego ogiera o zamglonych oczach. Po chwili w zwierzę wstąpiła nowa energia. Na każdy impuls reagował narowiście jak byk na jałówkę.

Tymczasem treser zachęcał wielkiego czarnego niedźwiedzia do tańca przed publicznością. Ciżba z mieszaniną strachu i ekscytacji trzymała się z dala od bestii, którą treser trzymał na grubym łańcuchu w mocarnej dłoni. Młody chłopak pomagał treserowi rzucając zwierzęciu w nagrodę za dobrze wykonane sztuczki małe porcje kurzego mięsa.
- Bojacie się ludzie, ha? My wam pokażemy, że to całkowicie spokojny niedźwiedź jest. Od małego go chowam, a mój syn póki niepostrzożon jeździł na nim jak na koniu! - agitował treser. Dał sygnał młodemu, na co tamten założył na szyję wieniec z fioletowego kwiecia i podszedł do zwierzęcia. Niedźwiedź posłusznie otworzył paszczę i wszyscy mogli dokładnie obejrzeć szeregi ostrych zębów i długie kły. Następnie gawiedź zamarła bez tchu podczas gdy młodzik umieścił całą swą głowę w paszczy bestii.

- Mówię przecie, niemłody ale narowisty! I pan patrzy, jak pod bacikiem chodzi.
Nastąpił trzask, rżenie i tętent kopyt po bruku. Gdy zaskoczony i słaniający się z przepicia ogier rozepchnął ludzi i wbiegł prosto na tresera niedźwiedź nie wytrzymał i odruchowo zawarł szczęki.

W ogólnym rabanie, jaki powstał Svein postanowił nie brać udziału. Znał dobrze zaułki, wiedział gdzie się skierować by zniknąć z pola widzenia. Udał się, zmartwiony całym zajściem, pod mieszkanie Josefa. Staruszek dawno się nie odzywał a jego obecność była jak najbardziej potrzebna i oczekiwana. Szczurołap podjął decyzję, by dostać się do środka. W granicach własnego bezpieczeństwa, które cenił nad wszystko.
 

Ostatnio edytowane przez Avitto : 04-07-2017 o 20:47.
Avitto jest offline