Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-09-2017, 16:58   #6
kanna
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 11057 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Dialog kanna & Dhratlach

Sigfried spojrzał na Elsie. Modlitwa? Z myślą, że to i tak mu nie zaszkodzi ukląkł przy dziewczynie i oddał się niemej modlitwie… do Handrich’a.
Kiedy to było zrobione, posłał dziewczynie delikatny uśmiech i powiedział cicho
- Powinniśmy dać mu monetę na opłatę dla Morra… - z tymi słowami zaczął przeszukiwać żołnierza. A nóż ma monetki, lub coś ciekawego? Pensa włożyłby do ust, a reszta jego!
Tak czy inaczej młody szkutnik zamierzał po tym razem z dziewczyną szybko udać się z resztą ferajny z powrotem do osady. Tylko… czy poczeka tę chwilę za nim?
Sig jako wytrawny syn handlarza zawsze wiedział, gdzie ludzie przenoszą i ukrywają pieniądze. Nie mylił się i tym razem. W cholewie buta znalazł schowane dziesięć pensów, zapewne na czarną godzinę.
Chłopak wydobył monety i wsunął zręcznym ruchem w cholewę swojego buta tak by nikt nie dostrzegł co znalazł... za wyjątkiem jednej którą włożył mężczyźnie między wargi mówiąc cicho.
- Niech Morr ma Ciebie w opiece.
Spojrzał za oddalającą się grupką, a potem na Elsie.
- Sprawdzimy juki? Tylko bez nich. Podzielimy się między sobą? - zapytał cicho i optymistycznie.

Elsie też się poniosła, otrzepała kolana, a potem spojrzała na chłopaka. Potrafiła wypatrzeć wiewiórkę na czubku drzewa wśród jesiennych liści a nie dostrzegła by grzebania przy umierającym?
- Sigfriedzie Holzmann - powiedziała. - Najpierw wyjmij pieniądze z buta i oddaj mężczyźnie. A potem zdecyduj, czy wolisz sam opowiedzieć sołtysowi o swoich pomysłach, czy ja mam to zrobić. Pomyślałeś co będzie, jeśli znajdą przy nas jego rzeczy?
- A skąd będą wiedzieli, że rzeczy należą do niego?[/i] - zapytał chłopak z uśmiechem i skierował się w stronę juków - Przecież nie zabierzemy rzeczy oczywiście jawnych. Tak głupi nie jesteśmy, a mu one nie potrzebne, nieprawdaż? Zresztą, pomyśl o tym jak o opłacie za znieczulenie. Poza tym, może dowiemy się czegoś jeszcze o nim, skoro sam mówić nie skory?
Elsie zastanawiała się przez moment.
- No dobrze - powiedziała po chwili. - Sprawdzimy. Może ustalimy, skąd przybył. Ale nic nie będziemy zabierać! - okradanie innych, czy martwych, czy żywych nie mieściło się w systemie wartości dziewczyny.
Sigfried puścił dziewczynie oczko.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś wspaniałą i mądrą dziewczyną Elsie. - powiedział po czym przeszedł do oględzin i konia i juków.
- Masz może nożyk? Szkoda by było by to mięsko się zmarnowało… poza tym, spełniliśmy swój obowiązek. Ten człowiek bezpiecznie trafi do ogrodów Morr’a. Na pewno podzieliłby się z nami dobytkiem gdyby mógł mówić.

Spojrzała na chłopaka z ukosa. - Nie bierz mnie pod włos, dobra? Jestem od ciebie starsza o całe 5 miesięcy i wiem, na co cię stać.
Przyklękła przy jukach.
-Mam nożyk, ale go nie dostaniesz. Konia też nie ruszamy. Ktoś go będzie szukał. Dojdzie po śladach do naszej wsi i uzna, że my to zrobiliśmy. Sprawdzimy tylko juki i zabieramy się.
- Wiesz, to i tak nie ma znaczenia, bo Will zabrał ten znaczek ze zbroi, nie? Równie dobrze możemy wziąć co się da, a ciała wrzucić do bagna, niech pochłonie… - powiedział konspiracyjnym głosem Sig - ...nie ma ciał, nie ma problemu, nie? Ten zepsuty napierśnik się przekuje na sztabkę, a zbroję z mieczem ukryje. Z tatkiem sprzedamy i może parę kóz da radę za to kupić! Pomyśl, je wszystko, mleko, mięso i skórę daje… o ile łatwiej będzie przetrwać zimę!
- I nie rób ze mnie potwora… - nachmurzył się trochę chłopak - ...ktoś musi myśleć o dobru osady, nie?
- Will odniesie ryngraf jak tylko pokaże go sołtysowi - Elsie wydawała się być granitowo pewna swoich słów. - A my nie będziemy nikogo okradać!
Przyjrzała się węzłom ma jukach, aby móc je potem odtworzyć. Rozwiązała rzemyk i zajrzała do środka.
- Kradzież jest wtedy kiedy ktoś na tym straci i poczuje się źle. - powiedział karcąco młody Holzmann spoglądając na Elsie, a potem na juki - On się tak nie poczuje, bo nie żyje. To nie kradzież, to dbanie o dobrobyt naszej osady. Musimy myśleć o nadchodzącej zimie!
- Zapewniam cię, twój ojciec poczuł by się źle, gdyby ktoś okradł twoje zwłoki. I nie chcemy zostawić śladów, pamiętaj.
- Mój tatko byłby dumny, gdyby wiedział, że myślę trzeźwo o zapewnieniu dobrobytu osadzie. Zresztą, nie znamy jego rodziny, więc nie zaniesiemy im tego co ma. Równie dobrze możemy zabrać co jest i odprawić prowizoryczny pogrzeb w bagnie.

Elsie nie wydawała się przekonana.
-Sprawdźmy najpierw, co tam ma - zdecydowała.
Sigfried przybliżył się do dziewczyny tak, że praktycznie stał ledwie cale od niej i spoglądał na juki.

Ledwie otwarli pierwszy juk, dopadł ich stęchły zapach zepsutego jedzenia. Przyjrzeli się dokładniej. Były tam dwa czerstwe już chleby i na wpół zgniła połeć czerwonego mięsa. I coś, co zainteresowało ich zdecydowanie bardziej - tuba na zwoje z emblematem herbu, który widzieli wcześniej na ryngrafie. Zaciekawiony Sig otworzył i drugi juk, tutaj jednak nie dostrzegł nic godnego uwagi - były tam tylko przemoczone skórzane buty.
Elsie wyciągnęła tubę i otworzyła ją.
W tubie znalazła dwa zwoje - oba zapieczętowane czerwonym woskiem, w którym odbity był herb.
- Mogę sprawdzić co tam pisze. Potem zaniesiemy sołtysowi, a on po zapoznaniu się je spali i brak dowodów, a może dowiemy się co południowcy chcą w naszych stronach. - powiedział młody Holzmann.
Dziewczyna cofnęła rękę, a potem włożyła zwoje na powrót do tuby. Tą umieściła w swojej sakwie. Wszelkie dokumenty traktowała zawsze z dużą atencją i szacunkiem. Może dlatego, że nieczęsto miała z nimi styczność.
- - Nie wolno łamać pieczęci - powiedziała stanowczo. - Tego nie da się już cofnąć. Wracamy, mieliśmy się nie rozdzielać a ich już nie widać… Sołtys zdecyduje, co zrobić. - poszła w stronę wioski, za oddalającą się grupą.

Sigfried uśmiechnął się szeroko w duchu. Elsie przejrzała na oczy, a to znaczyło, że… chwycił co nieco z dobytku truposza. Po tym, a trwało to dłuższą chwilę, ruszył za dziewczyną. Dom rodzinny stał po drodze, więc złoży swoje zdobycze w swoim pokoju. Potem je przehandluje. Znaczy się gdzieś po tym, jak spotka się z sołtysem.


Wypatrująca Willa dziewczyna nie spojrzała, co robi Sig. Była pewna, że idzie za nią. Już i tak za dużo czasu tutaj spędzili…Rodzice będą niezadowoleni, nie lubili, jak znikała na tak długo. Choć miała już prawie 16 lat, ciągle traktowali ją jak dziecko, a Elsie nawet się nie buntowała, Rozumiała, ze powinna pomagać rodzicom po tym, jak najstarszy brat się wyniósł się w dół Debu. Średni – Ulrik – niby został, ale jakby go nie było: pływał z flisakami, ale jak twierdził tatko „nie dla uczciwej pacy, ale zabawiania innych pieśniami i zwodzenia dziewek”. Nie przeszkadzało to Elsie ubóstwiać brata. Ona uważała pisanie ballad i granie na każdym instrumencie za uczciwa pracę. Co jednak ważniejsze – po tym, jak tatko zrozumiał, ze synowie nie pójdą w jego ślady, zaczął na poważnie wdrażać Elsie w umiejętności potrzebne łowcom. Miała przez to dwa razy więc pracy, bo z domowych obowiązków nie została zwolniona, ciągle pomagała matce w zbieraniu ziół i chadzała z nią do porodów … Dziś i za długo zbawiła ze znajomymi. Rodzice będą się złościć.
Przyśpieszyła, przeskakując zgrabnie z jednej kępy suchszego gruntu na następna. Była lekka i zwinna. Miała smukłą sylwetkę, ładnie ukształtowaną, roześmiane oczy i okrągła buzię. Mogła się podobać i gdyby bardziej się przyłożyła do dbania o swój wygląd – założyła sukienkę, upięła i wyszczotkowała porządnie włosy, byłaby piękna, jak jej matka kiedyś. Ona jednak wolała donaszać portki po braciach. Znów przeskoczyła, nie widziała powodu, alby niszczyć wysokie, porządne buty – prezent od ojca, podobnie jak długi łuk - brodzeniem w bagnie. Chciała dogonić Willa i oddać mu tubę dokumentami, żeby to on porozmawiał z sołtysem.. Tatko nie byłby zadowolony, gdyby się dowiedział, ze Elsie zabrała coś nie swojego. Nawet w słusznym celu. By bardzo zasadniczy w tych sprawach a rękę miał ciężką – bracia nieraz się o tym przekonali. Elsie była posłuszna i pracowita, a do tego najmłodsza, nie było powodu, aby się na nią złościć.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline