Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-09-2017, 18:56   #10
kanna
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 11057 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Dialog kanna & merill

Po odejściu sołtysa, kiedy wszyscy zaczęli sie powoli rozchodzić, Elsie zatrzymała Willa.
- Patrzyłeś, co tam było napisane - stwierdziła. - Powiedz.

Will rozmyslal nad tym czy powinienem powiedzieć o tym co ich dzisiaj spotkało swojemu majstrowi. Tuż za progiem chaty sołtysa poczuł szarpniecie za rękaw koszuli i pytanie Elsie. Mała miała dar obserwacji, to jej musiał przyznać : - Patrzyłem - przyznał po chwili.

Córka łowcy zawsze wydawała mu się miła dziewczyną, więc postanowił podzielić się informacja: - Gdyby nie Heike to doczytalbym więcej - w jego głosie znać było wyrzut pod adresem podobnego do dziewczyny syna rybaka. - To chyba było coś jak jakiś pisemny rozkaz, widziałem niewiele, ale na tyle na ile zdążyłem zauważyć, jakiś graf rozkazuje piechocie dokonać karnej… - tu urwał. - Tylko tyle udało mi się zobaczyć, Elsie - trochę się zaciął pod koniec zdania. Rozmowy z dziewczynami zawsze przychodziły mu z trudnością, nie co jego przyjacielowi Cauchtonowi. Zawsze mu tego zazdrościł.

Elsie nie zauważyła potknięcia Willa. Miała dwóch starszych braci, więc potrafiła rozmawiać z chłopakami. Przez moment rozważała jego słowa. Rozumiała każde z nich, ale nie widziała sensu całości. Może coś źle pojęła? A może chłopak źle przeczytał? Mama twierdziła, że czytanie jest bardzo trudne, a tata - że szkoda tracić czas na uczenie się głupot. Elsie kiedyś próbowała sama, ale słabo jej szło. Pisała litery ze swojego imienia na piasku, w różnej kolejności, ale nie wychodziły słowa, które znała. Więc to czytanie naprawdę było trudne. Lub ona była za mało bystra, żeby je ogarnąć. W przeciwieństwie do Willa.
- Graf to pan, tak? - upewniła się. - Coś każe zrobić wojsku. Coś karnego. Karnego czyli za karę? Czy karnego, że grzecznie się zachowuje? - spojrzała na Willa pytająco.

Czeladnik kowalski przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią: - Tak, chyba tak. Graf to szlachcic jakowyś - nie orientował się specjalnie, bardziej wnioskował. - Myślę, Elsie, że to właśnie to wojsko ma raczej te karę wymierzyć… - sam się swoich słów wystarczył - Powiem Panu Aybarze tym. Jeśli ma zdarzyć się coś złego… lepiej być przygotowanym. Ostatnio skaveny nas zaskoczyły… - w głosie rosłego chłopaka dało się wyczuć nutkę smutku. - Wracasz domu? - zapytał dziewczyny, chata kowala była niedaleko domu Elsie. - Porozmawiamy po drodze? Chciałbym jak najszybciej powiadomić majstra. - On sam zamieszkiwał na poddaszu kuźni od czasu kiedy małżeństwo Aybarow się nim zaopiekowało.

- Wracam - potwierdziła dziewczyna. - Tatko znają się z sołtysem, sołtys go poważa, może mu powie, co w tych pismach było?
Przez chwilę szli w milczeniu.
- Myślisz, że oni tu przyjdą? Z tą kara do nas? Nic złego nie zrobiliśmy. Ale chyba nie powinniśmy byli mu zabierać tych pism.. Choć jak zabraliśmy, to nikt już ich nie przeczyta, prawda? - zastanawiała się gorączkowo.

Will zastanawiał się krótki moment nad odpowiedzią: - Myślę, że to nie ma znaczenia czy zrobiliśmy coś złego czy nie. Myślę, że taki graf to pewnie nawet nie wie o naszym istnieniu. Pozostaje mieć nadzieję, że się mylimy, ale warto się przygotować na najgorsze… - podkręcił głową i powtórzył powiedzonko swojego mistrza kowalskiego: - Strzeżonego Ulryk strzeże, czy jakoś tak mawia Pan Aybara. Sama wiesz, że ciężko się do nas przez bagna dostać. Kto jak kto ale Ty powinnaś o tym wiedzieć najlepiej - uśmiechnął się nieśmiało, próbując podnieść dziewczynę na duchu.
- W sumie … - uśmiechnęła się i trochę odprężyła. - Tylko ja bym nie chciała.. no, normalnie wolę tu żyć . A ty? Zawsze tu będziesz , czy wyjedziesz, jak mój brat i inni?
- Nie wiem…
- przyznał szczerze - kiedy skończę termin u kowala, nic mnie już tu nie będzie trzymać - doszło do niego, że w zasadzie prócz opiekujących się nim małżeństwa kowali nic go w wiosce na bagnach nie trzyma. W zasadzie nie rozmyślał o tym nigdy.

Pokiwała tylko głową. Znowu długą chwilę szli w milczeniu.
Chata rodziców dziewczyny stała nieco na uboczu, w niewielkim oddaleniu od reszty zabudowań.
- Rodzice będą się złościć, że mnie nie ma tyle… Opowiem, co na bagnach znaleźliśmy, może tatko coś poradzi.

Chłopak przytaknął: - Też tak myślę, że Pan Aybara powinien wiedzieć co robić. Byłbym zapomniał - Willowi przypomniało się coś - przekaż ojcu, że zamówione groty do strzał są już gotowe.

Elsie pokiwała głowa i odeszła.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline