Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-10-2017, 09:35   #1
Kenshi
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11418 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
[Horror, 18+] Wesołego Halloween


29.10.2016,
miasteczko Devils Lake,
58301 Dakota Północna,
hrabstwo Ramsey,
Stany Zjednoczone



evils Lake było niewielkim, niespełna siedmiotysięcznym miasteczkiem, jakich pełno można było znaleźć na terenie Stanów Zjednoczonych. Mała, hermetyczna społeczność, lokalne tajemnice i zatargi, przy okazji wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich - tak w skrócie można było opisać tę miejscowość, jak i jej podobne. Co wyróżnialo Diabelskie Jezioro spośród innych tego typu mieścin, to fakt, że miasteczko tytułowało się "Salem Północnej Dakoty" i taki napis można było znaleźć na znaku wjazdowym i w kilku charakterystycznych miejscach Devils Lake. I nie było w tym stwierdzeniu przesady, gdyż od początku piętnastego wieku do końca siedemnastego palono tu i poddawano próbie wody kobiety uznane za czarownice. Lokalne archiwa podawały, że w związku z tym procederem, życie miało stracić ponad sto osób. Do tej pory ludzie z miasteczka wierzyli w przeróżne historie i zabobony, włącznie z tym, że las przylegający do Devils Lake oraz niewielkie jezioro nieopodal są nawiedzone przez potępione dusze pomordowanych czarownic szukających zemsty na żywych.

W ostatnich dniach tego typu spekulacje przybrały na sile, gdy w miniony piątek, na terenie pola kukurydzy należącego do nieżyjącego już starego Douglasa znalezioną zwłoki zaginionej przed tygodniem Penny Worthington. Trzydziestolatka pracowała w lokalnej aptece, emanowała zawsze pozytywną energią i nie miała wrogów w miasteczku. Tym bardziej szokujące były okoliczności zbrodni - ciało odnaleziono przebrane za jednego ze strachów na wróble i przymocowane do drewnianego krzyża, a w mieście mówiło się, że sam szeryf Dwyer zszokowany był stanem denatki - ponoć Penny wydłubano oczy i odcięto język, oprócz tego wielu uszkodzeń zwłok dokonało okoliczne ptactwo. Nie odnaleziono żadnych śladów należących do potencjalnego mordercy, co czyniło sprawę jeszcze bardziej tajemniczą i szokującą. Czy zrobił to ktoś lokalny, czy może jakiś przejezdny turysta? W końcu wielu takich odwiedzało Devils Lake, by kupić pamiątki związane z czarownicami i odwiedzić miejsca, w których dokonywano ich egzekucji. Szeryf Dwyer na wszelki wypadek wydał oświadczenie, w którym prosił, by kobiety samotnie nie wracały po zmroku do domu, a właściwie najlepiej by było, gdyby nikt nie szwendał się nocą po miasteczku.

To mogło być o tyle kłopotliwe, że zbliżało się Halloween, jedno z najważniejszych dla Amerykanów świąt, hucznie obchodzone również w Devils Lake. Niewiele osób wiedziało, że zwyczaj ten pochodził bezpośrednio od celtyckiego Samhain, obchodzonego z okazji końca jesieni a początku zimy. Kapłani celtyccy wierzyli, iż w dzień ten zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było przedostać się do świata żywych. Wierzono, że bóg śmierci Samhain sprowadzał wtedy na ziemię dusze osób zmarłych w minionym roku, aby odpokutowały swoje występki. W związku ze śmiercią Penny, miasteczko huczało od plotek, a od niektórych staruszek można było usłyszeć najbardziej niedorzeczne historie, łącznie z tymi, że to mściwe czarownice zamordowały pannę Worthington. Nie zmieniało to faktu, że Devils Lake szykowało się do Halloween, a świadczyć o tym mogły pięknie udekorowane wystawy sklepowe na głównej ulicy. Z jednej strony ludzie odczuwali niepokój, że mogą mieć wśród swoich mordercę, z drugiej, nie potrafili tak po prostu odpuścić corocznej tradycji.




Rylee Carpenter spędzała kolejne leniwe przedpołudnie w sklepie ezoterycznym "Baba Yaga's Broom". Odkąd świętej pamięci babcia zapisała jej w spadku dom i magiczny sklepik z różnościami, stało się to dla młodej kobiety pracą na pełen etat. Zresztą, w miasteczku takim jak Devils Lake, ktoś w jej wieku musiał uważać przejęcie rodzinnego biznesu jako uśmiech losu, gdyż młodzi ludzie zwykle grzebali swoje marzenia o dobrym życiu na kasie w jedynym w miasteczku supermarkecie i tylko nieliczni wyjeżdżali, żeby coś zmienić. Rylee należała do tej części społeczeństwa Devils Lake, która nie miała zamiaru zostawić miasta. Tu czuła się jak w domu, tu zapuściła korzenie. I choć nigdy jakoś specjalnie nie przepadała za szpargałami z babcinego sklepu, to siłą rzeczy, pomagając jej od najmłodszych lat, nauczyła się co nieco o samym asortymencie, jak i prowadzeniu takiego biznesu.

A wybór towaru był całkiem bogaty - od książek o paleniu czarownic na tych terenach, sile umysłu, magii, wróżeniu z kart Tarota, run, zwykłych talii kart, czy o szukaniu inspiracji i wsparcia w taliach anielskich, przez szeroką gamę amuletów i talizmanów - ze srebra, złota, czy innych stopów metali, po karty do wróżenia, świece, kadzidła, świece zapachowe, zioła i herbaty ziołowe, magiczne akcesoria, czyli obrusy, tablice Ouija, puchary, dzienniki magiczne i mnóstwo innych. Zwykle jej klientami byli turyści, choć mieszkańcy również zaopatrywali się w przeróżne towary, dlatego na ruch w interesie nigdy nie narzekała. Niektórzy w Devils Lake mogli jej nawet zazdrościć dziennego utargu.

To był dzień jak co dzień. Obsłużyła kilku turystów, którzy kupili parę książek, wisiorków i świec, a teraz miała chwilę dla siebie. Słuchała indie rocka sączącego się z głośników rozstawionych pod sufitem sklepu i układała pasjansa na telefonie, gdy skrzypiące drzwi oraz dzwoneczek przy nich zaanonsowały nowego gościa. Wyszczerzyła się, widząc uśmiechniętą twarz Luke’a Harmona, swojego narzeczonego, który niósł przed sobą spore, wypełnione czymś pudło.


Młody mężczyzna był wysoki i dość dobrze zbudowany. Zmierzwione włosy, trzydniowy zarost oraz przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu nie pozwalały przejść obok niego obojętnie, przez co w Devils Lake miał swego czasu masę adoratorek. Popchnął nogą drzwi, żeby szybciej się zamknęły i nie wpuszczały do środka zimnego wiatru, po czym podszedł do lady, rzucając pudło na blat.
- Cześć, kochanie, nie przeszkadzam? - Zapytał, obdarowując Rylee czułym pocałunkiem.
Ubrany był typowo dla siebie, czyli w jeansy i niebieską koszulę w kratę. Ale to, jak zawsze pachniał, doprowadzało kobietę do szaleństwa. Uwielbiała te perfumy Armaniego, w które sama go zaopatrywała przy najróżniejszych okazjach.

 
__________________
[i]Don't take life too seriously, nobody gets out alive anyway.[/i]
Kenshi jest offline