Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 27-11-2017, 18:28   #48
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 643 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
Troll. Troll never changes…

Młody Alaron pracował w pocie czoła w Fabryce Postów. Musiał wyrobić miesięczną normę, a do tej brakowało mu jeszcze dość dużo storytellingu. Zaszył się w swoim boksie, skupiając całkowicie na losach drowa o zapadłej klacie, którego prowadził w swojej sesji. Zamknął oczy, zastanawiając się nad kolejnymi losami nieszczęsnego stworzenia.
Nie zdążył jednak dobrze przymknąć powiek, kiedy znowu zdarzyło się coś, czego się w głębi duszy obawiał najbardziej na świecie. Świat wybuchł feerią barw, a kiedy się uspokoił, Alaron zobaczył Luciano Pavarottiego, który gryzł cebulę i śpiewał znany przebój Krzysztofa Krawczyka - „Parostatkiem”.
Młody forumowicz krzyknął i otworzył oczy. Otaczała go spokojna, kojąca, szara rzeczywistość. Rozejrzał się nerwowo po sąsiednich boksach, ale pozostali, zatopieni w swoich postach, nie zwrócili uwagi na jego drobną niedyspozycję.
„CHWAL MG” – w oczy świecił mu jaskrawo czerwony neon.
Alaron odetchnął, wytarł pot z czoła i powrócił do rozważań, czy lepiej teraz wykonać rzut kostką 1k10 czy 2k6. Kiedy już podjął decyzję, syrena wisząca nad głowami pracujących odezwała się zachrypniętym głosem:
- Koniec pracy! – zarzęziło z głośnika – Posty to reputy. Ilość to jakość. Wzajemna adoracja podstawą społeczeństwa!
Pracujący powtórzyli hasła, po czym odeszli od komputerów i powoli zaczęli wychodzić z fabryki.

Alaron, wracając autobusem do swojego blokhauzu przyglądał się z roztargnieniem mijanym billboardom.
„PRACUJ W FABRYKACH POSTÓW!”
„CHWAL MG!”
„A TY CO DZIŚ ZROBIŁEŚ DLA LAST INN?!”
Potrząsnął głową. Niepokojące wizje zaczynały go nawiedzać coraz częściej i częściej.

- Nie, nie! – Alaron wiercił się rozgorączkowany w mokrej od potu pościeli. Znowu miał koszmary.
Śnił mu się Dziadek Mróz, który po nieudanym zamachu na życie Fuhrera ukrył się w kanałach bunkra w Wilczym Szańcu. Mróz trząsł się ze strachu. Nagle usłyszał odgłos stukającej laski. Ktoś zatrzymał się nad włazem. Usłyszał gęganie po francusku, po czym znienacka pokrywa odsunęła się, a silne łapy SS-manów wywlekły go na zewnątrz. Dziadek Mróz spojrzał w oczy swojemu oprawcy. Hercules Poirot, znany detektyw do wynajęcia, oskarżycielsko wyciągnął palec w stronę sowieckiego świętego.
- To wszystko pana wina, monsieur – powiedział Poirot – Jako Dziadek Mróz wkradł się pan do Wilczego Szańca i żeby zrobić dobre wrażenie, zaczął pan rozdawać prezenty żołnierzom Wehrmachtu. Nikt jednak się nie spodziewał, że w jednym z podarków, zaadresowanym dla Fuhrera znajduje się bomba. Ale ja pana przejrzałem monsieur Mróz! I dzięki mnie pana plan spalił na panewce.
Mały człowieczek przestał się chełpić, a stojący obok SS-man rzucił Dziadka na kolana, po czym przyłożył mu pistolet do skroni.
- Niech żyje Józef Stalin! – zdążył krzyknąć Mróz, po czym jego mózg ubarwił posadzkę bunkra.

- Nie, nie, nie! – Alaron, spocony jak mysz zerwał się z koszmaru. Przez chwilę z rozpaczą trzymał twarz w dłoniach, bujając się to do przodu, to do tyłu, niczym dziecko z chorobą sierocą. Tym razem jednak coś się zmieniło. Koszmar go nie opuszczał, a on sam czuł się jak w transie. Psychodelka rozchodziła się po jego ciele mrowiącym uczuciem ciepła. Tocząc pianę z pyska, dopadł do swojego komputera i w przypływie impulsu skasował Kartę Postaci nad którą tyle pracował. Otworzył nowy plik tekstowy i gorączkowo zaczął pisać:

„Magda Gessler właśnie kręciła kolejny odcinek swojego programu w nowej restauracji. Właśnie kończyła siódme danie, a jej wielki brzuch opierał się o krawędź stołu.
- Buuurp! – powiedziała rezolutnie – Gówno! Absolutne gówno! Nie da się tego ścierwa jeść! – tu splunęła na podłogę, koło stojącego obok pokornie właściciela – Przynieś więcej!
Restaurator gorliwie pokiwał głową, po czym pobiegł do kuchni. Magda odkaszlnęła i uderzyła się w klatę. Coś ją ostatnio pobolewało w piersiach… Tymczasem przed nią pojawił się nowy półmisek. Wzięła z wyrazem obrzydzenia kęs mięsa do ust i nagle się zakrztusiła.
- Ratunku!.. – krzyknęła słabo, pomiędzy atakami kaszlu. Restaurator, razem z kelnerami położyli wstrząsaną spazmami Gessler na stole, który ugiął się pod jej ciężarem.
- Niech ktoś dzwoni po pogotowie! – wydarł się właściciel.
- Ech, heee, arghh – kasłała warszawska celebrytka – Kurwa, co za ból!..
Niespodziewanie jej pierś wybuchła, a ze środka wyjrzała główka znanego kulinarnego globtrotera i smakosza.
- Robert Makłowicz?! – krzyknął właściciel restauracji.
- Dla ciebie Pan Robert Makłowicz, ty carska kongresowa swołoczy! – wydarł się Pan Robert, po czym wziął nóż i worek grysiku i…”


Od drzwi Alarona dobiegł potężny łoskot. Nie zdążył się nawet odwrócić od monitora, kiedy leżał już spętany na ziemi. Dopadła go Moderacja i teraz czekał go smutny los wszystkich nieszczęśników skazanych za psychodelkę.

Wieźli go przez miasto z zasłoniętymi oczami. Po chwili poczuł, że wprowadzają go do środka jakiegoś budynku. Jeden z Moderatorów zdjął mu opaskę z twarzy. Znajdował się w wielkim pomieszczeniu, wyglądającym na dawną salę kinową. Wewnątrz znajdowały się rzędy krzeseł obite czerwonym atłasem oraz wielki, pusty ekran.
- Siadaj – Moderator wskazał mu miejsce, po czym wyszedł. Alaron usiadł niepewnie. Tymczasem światła w pomieszczeniu zgasły, a na ekranie pojawiła się ogromna twarz.
- Witaj w Ministerstwie Postów, Alaronie – odezwał się osobnik.
- Wielki Admin?! – krzyknął młodzieniec – To naprawdę ty?!
- Tak, to ja – osobnik z ekranu podkręcił wąsa – A ty Alaronie, naprawdę mnie zawiodłeś. A miałem wobec ciebie takie wielkie nadzieje. Takie wielkie plany!
- Ja ciebie zawiodłem?! – Alaron był w ciężkim szoku.
- A któż jak nie ty?! Czyż nie zaraziłeś się obrzydliwym wirusem psychodelki?! Kto zaczął smarować posty o Panu Soczewce, albo o Tik-Taku, albo ten obrzydliwy kawałek o atomowym papieżu? Może ja?!
- Ale… To nie byłem ja… To coś we mnie…
- To wszystko twoja wina. To wzięło się z braku dyscypliny umysłowej. Źle ci było w porządnej sesji z elfami? Musiałeś pozwolić, żeby ciemna strona twojej natury wzięła nad tobą górę?
- Wybacz mi proszę Adminie!
- Nie. Każdy ma wolny wybór Alaronie, a ty już wybrałeś. Moderatorzy! Zabrać go na resocjalizację!

Moderatorzy wywlekli wierzgającego forumowicza za szmaty. Przez całą drogę do oddziału resocjalizacji Alaron płakał, żałując swoich obrzydliwych występków. Płakał kiedy zakładali mu na głowę elektrody i płakał kiedy posadzili go na elektrycznym krześle. Płakał także wtedy, kiedy wreszcie włączyli prąd.

Minęło pół roku. Alaron siedział w swoim boksie i zastanawiał się którą sesję w rekrutacjach wybrać. Terapia elektrowstrząsami pomogła mu wrócić na łaskawe łono lastinnowego społeczeństwa. Tymczasem miał już gotową KP postaci, a kwestią do rozstrzygnięcia był tylko dział w którym miał zacząć pisać - łormłotek albo autorskie. Znienacka, głośnik nad jego głową zarzęził ostrzegawczo.
- Dwie minuty nienawiści! – rozległo się sponad jego głowy – Dwie minuty nienawiści z warsztatami psychodelicznymi!
Młodzieniec wbił wzrok w ekran, na którym pojawiły się patologiczne mordy Bogusława Extremala i Waldemara Chrapka, dwóch wywrotowców i zboczeńców, z łbami do cna wyżartymi przez psychodelkę.
- Stop noobowskiemu lobbingowi! Stop złodziejom reput! – rozległ się gęgający głos Extremala. Alaron usłyszał wzburzenie z sąsiednich boksów. Ludzie zaczęli wyć i tupać, nie szczędząc wyzwisk znienawidzonej kreaturze. Ze zdziwieniem spostrzegł, że i on ścisnął nerwowo pięści i zaczął rzucać obelgami w kierunku ekranu.
- Sesje psychodeliczne są tak samo ważne jak sesje z elfami – na ekranie ukazało się zbliżenie przepitego oblicza Waldemara Chrapka. Forumowicze dookoła zaczęli szaleć. Kilka osób łomotało zaciekle pięściami w ekrany monitorów. Nagle, paskudni wywrotowcy zniknęli i zamiast nich pojawiło się kojące, dobrotliwe oblicze Wielkiego Admina.
- Spokojnie, moje dzieci! – odezwał się Wielki Admin – Psychodelka wam nie grozi, jak długo trzymacie się razem i nie dopuścicie do swoich serc i rozumu tych wywrotowych myśli. Dopóki ja i moi Moderatorzy czuwają nad waszym bezpieczeństwem, owocna i bezpieczna przyszłość czeka całe Last Inn!
Oblicze Wielkiego Admina zniknęło, a zamiast niego pojawiły się znane hasła:

Posty to reputy
Ilość to jakość
Wzajemna adoracja podstawą społeczeństwa

Alaron już miał zamiar zabrać się z powrotem do pracy, gdy nagle zobaczył jakieś zamieszanie na końcu hali produkcyjnej. To moderatorzy wywlekali jednego z forumowiczów, który rzucał w ich kierunku głośnymi obelgami. Alaron przez chwilę myślał, że nieborak nie był w stanie otrząsnąć z dwóch minut nienawiści, ale po chwili dotarły do niego jego słowa:
- To wszystko kłamstwa! – krzyczał wyprowadzany nieszczęśnik – Tylko psychodelka was wyzwoli! Tylko w psychodelce znajdziecie prawdę! Ubik! Ubik!!!
Ostatnie słowa pojmanego zniknęły wraz z nim, kiedy Moderatorzy wyciągnęli go za szmaty z hali.
Ubik. Skądś znał to słowo.
Psychodelka wybuchła w jego umyśle wizją Roberta Makłowicza wyskakującego z martwego cielska Magdy Gessler. Uśmiechnął się do własnych myśli. Już się jej więcej nie bał.
Tym razem przyjął ją do swojego serca bez żadnego strachu.

****

Jak widzicie, dzisiaj nie wkleiliśmy kolejnego obrazka. Stało się tak dlatego, że tym postem kończymy swoją przygodę z Warsztatami Psychodelicznymi, które zamykamy historią o dzielnym Alaronie. Mamy nadzieję, że bawiliście się w trakcie ich trwania tak samo dobrze, jak my podczas pisania różnych pokręconych kawałków i czytania Waszych (równie pokręconych) odpowiedzi. Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli w nich udział, tym którzy śledzili zebrane tutaj opowiadania, jak i moderatorom którzy wykazali się dużą dozą cierpliwości i tolerancji dla różnych wybryków natury, które często pojawiały się na łamach Warsztatów .
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"
Extremal jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem