Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-12-2017, 18:57   #1
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 61187 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
Jeśli tylko przetrwamy - D&D 3.5ed FR


1 dzień Topnienia 1372 roku rachuby dolin. Calimport

Calimport był niesamowitym miejscem, łączącym dziesiątki kultur, narodowości, ras i przede wszystkim celów. Był jednym z najstarszych stale zamieszkanych miast Faerunu. Jeden z największych w Starym Świecie portów przyciągał gości z całego świata (nie tylko tego morskiego). Każdego dnia w porcie przeładowywano ogromne ilości towarów. A były nimi nie tylko przyprawy, wino klejnoty, drogie płótna czy skóry. Również niewolnicy stanowili sporą część tutejszego handlu. Większość Calishitów opierało swój byt na wymianie dóbr.

-Ruszać dupy i to żwawo wy leniwe ścierwa! Jeśli okręt nie będzie do zachodu słońca załadowany, to nie macie czego szukać na pokładzie! Ej ty! Śmierdzący łachmyto! Masz pracować, a nie opierać się o skrzynie! Jeszcze raz cię zobaczę jak robisz sobie przerwę to dostaniesz piętnaście batów!- ciemnoskóry mężczyzna w jasnej szacie krzyczał w niebogłosy z mostku Ujadania Banshee.
Załoga statku pracowała w pocie czoła. Stawka, którą im obiecano była sowita, a zadanie wydawało się dość proste choć nie do końca bezpieczne...

...Dzień wcześniej

-Po pierwsze!- krzyknął gruby kupiec w przepoconych szatach. -Każdy z was bierze udział w załadunku! Nie ma wyjątków i nie ma miejsca dla słabych! Jeśli bolą cię rączki albo plecki to pakuj dupę w troki i spieprzaj mi sprzed oczu- wskazał przypadkowego osobnika z wielką szramą na twarzy. - Jutro, zanim pierwszy kur zapieje, wyruszamy w kurewsko daleką trasę!- krzyczał głośno i wyraźnie, by każdy dobrze go usłyszał i zrozumiał.
-Za trzy dekadnie docieramy do portu w Mezro, każdy z was bierze udział w rozładunku i ponownym załadunku na miejscu. Następnego dnia wracamy do Calimportu! Żeby była jasność!- podniósł paluch ku przestrodze. -Jak mi się ktoś nie stawi nie będziemy na niego czekać! A to znaczy że będzie w czarnej dupie!- spojrzał uważnie na zebranych.


Silny wiatr z północy oznaczał oficjalnie uznawany w Calimshanie dzień letniego przesilenia. Wiatry miały sprzyjać żaglom ich łajby aż do samego Mezro. Jakby tego było mało, przezorny szlachcic opłacający wyprawę zapłacił ponoć garścią pięknych kamyków kapłankę Talosa, by modliła się każdego dnia żeglugi o bezpieczną podróż.
Na pięknych palmach kwitły kwiaty, a wiecznie wygłodniałe mewy skrzeczały przeraźliwie żebrząc o jakiekolwiek resztki. Pobliskie karczmy wypełnione były tysiącem marynarzy z najróżniejszych rejonów świata.

Można było spotkać handlarzy z dalekiego Cormyru, łowców nagród z Neverwinter. Byli tu nawet uznawani w wielu krainach za złoczyńców Czerwoni magowie z Thay. Do stałej załogi dołączyła grupa piętnastu najemników i śmiałków, którzy mieli zgarnąć sowitą nagrodę za wyznaczone role w wyprawie. Uśmiechnięci i niezrażeni długą przeprawą jeszcze nie podejrzewali co może ich spotkać.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika i Sol!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest offline