U mnie w Starachowicach grają dopiero teraz, ale to nie powód, żebym nie mógł podzielić się swoimi przemyśleniami. Wydaje mi się niewłaściwym twierdząc, że ta część jest lepsza bądź gorsza od innych. Podobała mi się, a jakże. Nie chcę się jednak powtarzać i postaram się tego nie robić, ale nie wspomnieć o genialnej muzyce. Ahh, ta pozytywka! Scenografia, kostiumy i aktorzy trzymają poziom poprzednich części. Sceny na morzu były wspaniałe. Jeśli wczuć się w klimat całej serii, Elizabeth z mieczem wcale nie przeszkadza. Co prawda mowa wygłoszona do piratów o wolności, braterstwie i innych takich była nieco przegięciem. Mankamentem całej serii było pewne koloryzowanie samych piratów. Przedstawiono ich jako takich trochę drani, którzy bardzo szczycą się byciem piratem, jakby to była co najmniej jakaś elita. Cały ten kodeks, bractwo pirackie, prześladowania tychże (jacy to oni biedni) i to, że każdy jest, albo przynajmniej chce być piratem, jest większym przegięciem niż rosnąca Kalisto, walcząca panna Turner, czy cały pokład Latającego Holendra. Nawiasem mówiąc te sprawy wydają mi się nieźle pasujące do filmu. Te dwie sprawy kładą cień dobrze nam znanego, nowego Hollywoodu. Co mi jeszcze nie odpowiadało. Motyw kilku Sparowów, w zasadzie nie wiem czemu on służył, a małe Jacki szepczące dużemu coś na uszy...

No i faktycznie miało sie to wrażenie, że twórcy za bardzo pomieszali gatunki, do tego pewnie miał to być film "dla wszystkich". No nic.
Nie wydaje mi się realna kontynuacja, głównie przez scenę po napisach, dziejącą się przecież 10 lat później. Poza tym takie "otwarte zakończenie" filmu, obecnie kojarzy się z furtką do tworzenia kolejnych części. Według mnie nie mogło być inaczej. Czego się spodziewaliście, że Jack osiądzie w Tortudze i założy rodzinkę dla klasycznego happy endu? Ostatnia kwestia, wiele osób zarzuca nowym piratom niejasność fabuły. Wynika to z prostego faktu, że sporo scen z filmu zostało wyciętych żeby nie trwał za długo. Pewnie wersja na DVD rozwiąże większość z nich. Lecz póki takiej nie uświadczymy, może mi ktoś wyjaśni o co chodziło z tymi dziewięcioma talarami. Skoro okazały się one jakimiś rupieciami, aktualnie posiadanymi w kieszeni, dlaczego w takim razie chłopiec na początku filmu ściskał srebrnego talara i co takowe robiły na biurku u Becketa?