Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 13-04-2018, 08:59   #8
Moshanta
 
Moshanta's Avatar
 
Młoda akolitka była nieco przytłoczona i speszona waszą otwartością i nawet nie oponowała, gdy Gwenda pociągnęła ją za dłoń do stołu, po czym zaprezentowała jej krótki fragment swego nowego utworu.
- Bardzo ładne, naprawdę - rzuciła cichym głosem. - Za wino, czy mleko podziękuję. Chciałabym jak najszybciej wrócić z państwem do świątyni. Moja przełożona nie lubi przeciągającego się oczekiwania.
Nie powiedziała wam wprost, byście się pospieszyli, ale aluzja była aż nadto wyczuwalna. Zabraliście więc wszystko, co było wam potrzebne i w końcu wyszliście na ciepłe, letnie powietrze przesiąknięte znajomym zapachem ryb i morza.


Chociaż był dopiero poranek, ulice już były gwarne i zatłoczone. Mieszkańcy Korvosy spieszyli do swoich zajęć, zajęci rozmowami i momentami trzeba było lawirować w tłumie, by nikogo nie potrącić. Niejednemu ciężko było się odnaleźć w tym tyglu kulturowym i rasowym, dlatego wielu przyjezdnych z małych miasteczek czy wsi Korvosa po prostu przytłaczała i tłamsiła.

Świątynia Abadara znajdowała się niemal w centrum dzielnicy North Point, więc na miejsce dotarliście po niemal dwóch kwadransach powolnego przedzierania się przez tłumy przechodniów. Budynek był ogromny i robił kolosalne wrażenie nawet na tubylcach, zwłaszcza, że łączył ze sobą funkcje świątyni oraz... głównego banku miasta. To tutaj można było się pomodlić do Pana Pierwszej Krypty i jednocześnie zaciągnąć kredyt, wykupić skrzynkę depozytową lub otworzyć rachunek oszczędnościowy.

Pod świątynią, w strzeżonej, wyłożonej ołowiem komnacie, mieściła się mennica, produkująca wszystkie monety wydane przez miasto. Jak widać kapłani umieli jednocześnie zadbać o interesy swoje i innych. Do budynku weszliście bocznym wejściem i zostaliście poprowadzeni szerokim, wykonanym w marmurze korytarzem pełnym pięknych dywanów i obrazów. Po łukowatych schodach dostaliście się na piętro, gdzie akolitka zatrzymała was przed solidnymi, zdobionymi drzwiami, zapukała i zniknęła za nimi na kilka chwil. Gdy ponownie je otworzyła, zaprosiła was do środka, jednocześnie zostawiając sam na sam z kobietą, która siedziała w fotelu za biurkiem zastawionym jakimiś księgami.


Nieznajoma uśmiechnęła się nieznacznie na wasz widok, a jej oliwkowa skóra i ciemne włosy zdradzały południowe pochodzenie. Miała na sobie długą, fioletową suknię z głębokim dekoltem, szyję oplatała jej złota obręcz, a na jej czole dostrzec można było złotą tiarę.
- Dziękuję za przybycie, rozgośćcie się. - Wskazała smukłą dłonią na obite skórą fotele. Jej melodyjny, pewny siebie głos odbijał się od kamiennych ścian pokoju. - Nazywam się Wen Histani, jestem prałatką regionalnego oddziału Kościoła Adabara, a wy zostaliście wybrani do wypełnienia zadania najwyższej wagi. Zadania, które musi pozostać w ścisłej tajemnicy.

Powiodła po was spojrzeniem, jakby upewniając się, czy dobrze ją zrozumieliście, po czym kontynuowała.
- Niespełna miesiąc temu, z jednej z naszych krypt został skradziony przedmiot. Włamanie było zuchwałym pokazem magii wpływającej na umysły - wszyscy strażnicy zostali nakłonieni do poddania się i otwarcia krypty, pozwalając złodziejowi po prostu wejść do środka i wziąć to, po co przyszedł. Pewnie sami byśmy sobie poradzili jakimś sposobem z włamywaczem, gdyby nie fakt, że skradzionym przedmiotem okazał się starożytny, potężny artekfakt, znany jako Miecz Żądzy, jeden z zestawu przeklętych mieczy, znanych jako Siedem ostrzy Grzechu. I o ile sam w sobie nie stanowi wielkiego zagrożenia, po kradzieży doszły nas słuchy o kolejnych włamaniach, tym razem do rządowych zbrojowni oraz prywatnych kolekcji szlachciców i mędrców. Naturalnie, ludzie nie chcą rozmawiać o tym, co zaszło, ale wierzymy, że złodziej jest na tyle głupi, że spróbuje połączyć ze sobą wszystkie siedem ostrzy. To nie może się zdarzyć. - Kapłanka zawinęła opadający kosmyk włosów za ucho.

- Prowadziliśmy krótkie dochodzenie i udało nam się dowiedzieć, że wszelkie ścieżki prowadzące od tych włamań wiodą do jednej kobiety - potężnej czarodziejki o imieniu Tirana. Zaszyła się gdzieś w Kaer Maga, mieście morderców i złodziei i tam ślad po niej się urwał. I choć nie wiemy do końca, co planuje, to jeśli chce połączyć ze sobą moc wszystkich mieczy, stanie się właścicielką niepowstrzymywalnej potęgi. Cała Varisia będzie zagrożona... Miasta będą płonąć, rzeki zamienią się we wrzątek, a kościoły upadną... - mruknęła ponuro. - Tu wchodzicie wy. Oferujemy wam dziesięć tysięcy sztuk złota do podziału za zlokalizowanie, zlikwidowanie Tirany i odzyskanie Miecza Żądzy, tak samo innych, które wpadną wam w ręce. Ja i moi przełożeni słyszeliśmy o waszych sukcesach w Korvosie i okolicach, dlatego uważamy, że będziecie najlepszym wyborem do tego zadania. Co wy na to? Jakieś pytania?
Wen obrzuciła was zaciekawionym spojrzeniem.

 
Moshanta jest offline