Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 14-05-2018, 14:22   #5
Marrrt
 
Marrrt's Avatar
 
Reputacja: 12716 Marrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputacjęMarrrt ma wspaniałą reputację
Wschodnie pogórze Hortorum było ziemią równie jałową, co zachodnie. Możnaby dziwić się w nieskończoność o co dwa bodaj największe mocarstwa toczą tu od wieków wojny. Żwir, piach i skały, na których jedyne co może wyrosnąć to kępy suchych traw i ostrokrzewów. Nie dziwował się jednak nikt, bo stal jaką kuto z wydobywanych we wzgórz metali znana była jak świat długi i szeroki, a i thoertiańscy i rusmanamscy rzemieślnicy prześcigali się w jej obróbce tworząc dzieła, które nawet Ianvs Accipiter potrafił docenić. Sam Yarakan miał podobnież kilku znanych mistrzów metalurgii i legionista ciekaw był, czy będzie mu dane zobaczyć taki zakład. Tymczasem jednak pozostawało mu liczyć dni wędrówki urozmaicone pomaganiem Cedmonowi przy opiece nad zagonem i obserwowaniem Zahiji, która od pamiętnej nocy wyglądała słabo i do sił zdawała się wracać dość powoli. Cokolwiek wymyśliła, odbiło się to na jej zdrowiu i nie mogło ujść niczyjej uwadze. Jedyne jednak co legionista mógł na razie zrobić to pilnować by wiedźma piła wodę i nie spadła z konia. Pierwszego dnia wędrówki mimo stanowczego sprzeciwu zwyczajnie wsadził ją na siodło Resiny i jechali razem.
- Daj spokój - mruknął gdy zaczęła się wzbraniać.
Drugiego już obwiązał ją i przymocował do siodła jej dzianeta, żeby się trzymała. Potem uznał, że da sobie radę sama.
Saadiego jednak ani to co wymyśliła, ani kierunek ich wędrówki zdawały się nie interesować. Nie odzywał się i nie dawał o sobie znaku życia. Jakby wiedział, że zemsta już mu nie ucieknie i nic jej nie powstrzyma. Co o ironio, w jakiś sposób uspokajało legionistę.

***

Przy powitaniu jakie zgotowała im yarakańska gwardia, nie odzywał się. Cedmon i Zahija mogli tu najwięcej wskórać, a jego słowa mogły tylko zaszkodzić. Zatrzymał więc konia obok wiedźmy i strzepnąwszy z blach pustynny kurz, ciekawie przyglądał się uzbrojeniu żołnierzy. Zapewne stanowili niecodzienną czwórkę podróżnych, ale zgadywał, że nie za wielu rusamanamskich mężów będzie bez nijakiej obawy wchodzić w drogę wiedźmie krwi, która za obstawę ma thoerskiego legionistę. W najgorszym razie okażą ciało młodego szejka, które choć już nadpsute i wyczuwalne nosem, nadal książęce rysy twarzy dla poddanych przecież rozpoznawalne, nosiło. Może trzeba było dać Enki z jeden dzień, żeby go choć trochę spreparowała… Choć nie sądził by Ghaghanka marzyła o balsamowaniu trupa.
 
__________________
"Beer is proof that God loves us and wants us to be happy"
Benjamin Franklin
Marrrt jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem