Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 15-05-2018, 17:34   #10
Leoncoeur
 
Leoncoeur's Avatar
 


Patrząc na Monikę wciąż czuł ten strach będący echem dzikiego przerażenia, którego doświadczył spotkawszy nieznajomą przy nocnym klubie. Wracająca jasność myśli kierowała go ku wspomnieniom. Kiedy ostatnio się tak bał?
Czy to było wtedy gdy zrozumiał co uczynił mu król Harald zwany Surowym?
Nie… tamto przerażenie wynikało z logicznej oceny swej sytuacji i jej konsekwencji, a groza temu towarzysząca choć przeszywała do szpiku kości nie oddziaływała tak strasznym zatraceniem się w dzikiej, bezrozumnej panice.
Takiej jak tej nocy.

- Leif - odezwał się unosząc głowę i prześlizgując się wzrokiem po sylwetce i twarzy wampirzycy. - Jestem, Leif. - Wypowiadanie na głos własnego imienia dodawało oparcia psychice podnoszącej się ze zgliszcz jakie stanowiła jeszcze przed kilkoma chwilami.

Spróbował wstać starając się nie zgnieść szczurów kłębiących się przy nim. Poczuł jak t-shirt i jeansy lepią się do jego ciała oblepione od wewnątrz krwią, przesiąkającą przez materiał na zewnątrz.
- Ja… sam nie wiem… Poczułem coś, potem nic nie pamiętam - skłamał.
- Kolejny w tym mieście widzi rzeczy których nie ma - nosferatka spojrzała w niebo odrobinę zniesmaczona. - Albo udajecie, jak reszta. Jeden czort zresztą. Uważaj na szczury, są pamiętliwe.
- Są - zgodził się prostując sylwetkę. - Nie uczyniłbym im krzywdy, prędzej ludziom. One to czują, a Ty to wiesz, prawda?
- Żem się dowiedziała… kiedyś. Ale… To prawo natury. Tylko nie warto być bezmyślnym - wzruszyła ramionami ciągle głaszcząc szczura leżącego na jej dłoni.

Zmiana tematu na szczury była na rękę staremu wampirowi, zatem fakt iż ciągnęło go ku temu co wciąż odzywało się zimnymi ukłuciami strachu, wydawał się być ciężkim paradoksem. Monika była jednak nosferatu, a oni byli mistrzami wiedzy o tym co dzieje się w miastach.
Z jednej strony pytanie o dziewczynę, której śmierci chciała Freya nie miało sensu. To było duże miasto, a Leif nie miał nic poza pobieżnym wyglądem, nawet nie wiedząc czy nie jest to maska przybrana przez tę istotę. Kim, lub czymkolwiek by była. Z drugiej strony spytać nie wadziło, a choćby i reakcja Moniki mogła być jakąś odpowiedzią.
- Nastolatka ubierająca się na sportowo, ładna rumiana twarz oznaczona piegami i okolona burzą rudych loków. - Leif patrzył uważnie na wampirzycę. - I oczy. Ciemny błękit kryjący w sobie grozę. Kojarzysz taką Moniko?
- Możem widziała. Mogłabym kuzynów popytać. Ja sem długo w mieście nie jest. Pewny, że to nie zwidy? Pół Camarilli się tu prześciga który bardziej szalony…
- Wiem, byłem w elizjum… - Wampir wspomniał “księcia”. - Szukam dwóch osób, valborga i tej dziewczyny, sam chciałem z małymi braćmi się rozmówić - zerknał na szczury popiskujące na ziemi - ale skoro to twoi przyjaciele, może powinienem ciebie prosić o przysługę?
- Valbrh? Ja nie znaju… Szczury, myśli, żm brzydka, to tylko ze szczyrami się bratam, he? Te tu przylazły czując krew. Ale wszystko w tym mieście ładni krwi już - nosferatka zamyśliła się. - Ale winny przysługę mi żeś jest. Bom powinna cię wyssać do duszy. Gdyby moi wiedzieli, nie miałabym nieżycia.
I zaśmiała się, śmiechem nie przystającym do potwornej formy. Śmiechem może kiedyś pięknej dziewczyny.
- Wyssać? - Leif zdziwił się. - To tu można ‘do duszy’ innych wysysać?
- Kto może, ten może. Trzeba być w odpowiednim porządku. Stary że sruchniały i szalony. Nowy zdobywa miasto. Tam trzeba. Musimy być silni aby chronić świat.
- Jakąż chcesz przysługę, za swojąż wielką wspaniałomyślność? - stary wampir uśmiechnął się lekko, kącikiem ust.
-Ja żem uważam, że ironia nie jest potrzebna. Odezwę się nic wielkiego. Podpytam. Musimy czerpać informacje, nie wszystko da się wyśledzić. I żem chyba nie chciała. Lubię plotkować - mrugnęła okiem.
- Odwdzięczę się jakoś za informacje o tej dziewczynie. A kimże są ci “Twoi”?
- Żem nie będe ganiała za zjawą. Ale jak się czego dowiem… Wolisz mi puścić SMSa czy szczura?
Zapytała badawczo wyciągając z kieszeni różowy telefon w celu podania numeru.
- Szczura, ale nie zawadzi telefon. - Leif mruknął wyciągając smartfona. - Te małe chłopaki i dziewczyny kiepsko radzą sobie z abstrakcją. Co nie? - spytał raczej nie Monikę, bo spojrzał w dół i zapiszczał po szczurzemu.
Po tym gdy wymienili się numerami, Monika zaśmiała się.
- Staryś, prawda? Wystarczy kartę im przykleić. Teraz wszyscy już czytają. Pytałeś o moich. Kuzyn jest Mój - położyła nacisk na to - oraz reszta klanu. No i mój jest Sabat, ale to żeś widział, mniej.

Sabat…
Domyślał się lekko od ‘wysysania do duszy’.
Leif miał w dupie całą tą wojnę Camarilli z Sabatem, tych drugich uważając za zbyt chaotycznych i niepotrzebnie brutalnych. Niby mu nie wadzili, ale przez ostatnie trzy tygodnie ścinał się z nimi wielokrotnie, jako że bruździli sobie nawzajem w pewnych interesach. To dlatego nawiązywał kontakty z Camarillą.
- Sabat… - powiedział na głos i zmrużył oczy. - Przekaż swoim… - w jego głosie znać było mocniejszy pomruk niż zwykle - że nie mam zamiaru wchodzić wam w drogę. Nie interesuje mnie to co mają z tymi szaleńcami z Elizjum.
- Zrozumiałam. Ale uważaj, ci szaleńcy są mniej szaleni niż myślisz. Chce czego jeszcze?
- Odpocząć. - Wampiry nie odczuwały fizycznego zmęczenia, ale panika i ucieczka znużyły go psychicznie. - Mówisz, że lubisz plotkować… - zerknął na obrzydliwą sabatnicę. - Jeżeli nie spieszysz się nigdzie, to chętnie poplotkuję nim czas będzie by iść.
- Prawdę mówiąc, żem trochę zajęta. Jutro?
- Czemu nie, bywaj Moniko.

Leif tylko przez chwilę patrzył za nosferatką znikającą w mroku, po czym przykucnął z powrotem w miejscu w którym się ocknął. Potoczył wzrokiem po gryzoniach, ale zdawał sobie sprawę jak ciężko mu będzie znaleźć Valborga poprzez te zwierzęta. Nie miał żadnych cech charakterystycznych, żadnych informacji o oprawcy Lillehammer, które mógłby przekazać.
Coś jednak przyszło mu do głowy.
- No maluchy… mam prośbę - powiedział raczej do samego siebie niż do nie rozumiejących ludzkiej mowy szczurów. - Wyczuwacie śmierć w takich jak ja, co? - pogłaskał jednego z większych osobników po grzbiecie. Zwierzęta zwykle lgnęły do starego wampira, inaczej niż względem innych nieumarłych. - Poszukajcie mi ich, sprawdźcie gdzie są…i Ilu. - Uśmiechnął się do siebie i pisnął głośno zwracając na siebie uwagę gryzoni.

Po czym sięgnął po moc krwi.

Sięgnął do darów bogów danych wraz z nieśmiertelnością Canarlowi przez Odyna i Freyę, które ten przekazywał swym potomkom, einherjar. Wykorzystując tę moc, Leif wślizgiwał się w zwierzęce umysły szczurów starając się nakłonić je do spełnienia jego próśb.



Było niedługo przed świtem, gdy wampir dotarł do miejsca biwaku nieopodal skoczni narciarskiej. Nawet o tej porze, gdy ulice były puste nie byłoby bezpiecznie chodzić otwarcie w jego stanie, charakteryzującym się mocno okrwawionym ubraniem.
On na szczęście nie musiał się tym martwić.

Gdy był już blisko kampera z krzaków wyprysnął ciemny kształt.
Klommander podbiegł do wampira i mrucząc otarł się o jego nogę. Pomruk ten zresztą był zduszony, bo maine-coon trzymał w pyszczku upolowaną zdobycz.
Leifa zawsze ciekawiło czemu akurat wiewiórki. Nie myszy, szczury czy inne stworzenia, a fetysz na rude kity… Kiedyś w końcu spytał kota wprost, na co ten dał mentalna odpowiedź znacząca coś w stylu lubienia wyzwania. Zaiste, w skali trudności nadrzewne polowanie na wiewiórki stało zdecydowanie wyżej niż uganianie się po ziemi za marnymi ryjówkami.

Drzwi do kampera były zamknięte, co Leifa nie dziwiło. To wciąż był kraj Nord-Vegr, ale coraz większe rzesze imigrantów z południa sprawiały, że dla młodej dziewczyny spanie na uboczu w otwartym samochodzie nie było pomysłem z listy najlepszych na jakie można wpaść.
Nie chciał jej budzić, zresztą i tak nie zamierzał spać w wozie.
Kamper był Hannah, jemu starczał namiot.

Nim wzeszło słońce jaźń wampira pogrążyła się w dziennym śnie.


 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"

Ostatnio edytowane przez Leoncoeur : 04-07-2018 o 18:08.
Leoncoeur jest offline