Wątek: [VtDA] Burza
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 15-05-2018, 21:19   #1
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 33570 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
[VtDA] Burza

"...Morze huczy, a nawę miecą nawałności.
Raz się zda, jako w przepaść pojźrzeć z wysokości,
A kiedy się zaś wały rozstępują, ani
Miasta widać wielkiego z głębokiej otchłani.
Piasek z wodą się miesza, a w poboczne ławy
Bije szturm niebezpieczny, nawa żadnej sprawy
Nie słucha, ale w morskim rozgniewaniu pływa
Samopas, a mokra śmierć zewsząd się dobywa..."



Danzk po ponad pół wieku powitał Czerdoga mgłą i mrozem. Motława pokryta była, płynącą w stronę Bałtyku, krą i do samego portu musieli wchodzić wolno i ostrożnie. Tomiła stanęła tuż obok opierając się o burtę. Włosy związała ciasno i ukryła pod kapturem długiego płaszcza. Jej bystre spojrzenie przesuwało się po tonącym we mgle wybrzeżu.
- Ponuro. - Mruknęła, choć Czerdog i tak rozpoznał w jej głosie charakterystyczną nutkę zainteresowania, tak typową dla osoby, która po raz pierwszy zawija do jakiegoś portu.

Tzimise sam czuł jakby zdobywał nowy ląd. Miasto, w którym ostatnio bez trudu znaleźć można było drewniane chałupy. Teraz Danzk otulał wysoki mur, a dotychczas zarośnięta wyspa, po drugiej stronie rzeki, była szczelnie pokryta magazynami i spichrzami. Sam port, nawet o tak późnej godzinie i mimo przeszywającego mrozu, oświetlony był licznymi pochodniami. Po wybrzeżu kręciły się straże, a przy bosmanacie, jedynym otwartym na wodę budynku, krzątało się kilka osób. Wzrok Czerdoga odruchowo przesunął się po banderach statków. Coś było nie tak. Ci wszyscy zbrojni. Bystre oko bez trudu wyłapywało charakterystyczne czarne krzyże.
- Nie ma bander Królestwa. - Tomiła jak zwykle zdawała się czytać mu w myślach. Gdy się na niego obejrzała zdawać się mogło, że jej piwne oczy przeszywają go na wylot. - Do tego pełno tu czarnych krzyży.

Słyszał ją, ale myśli Czerdoga płynęły już w innym kierunku. Usłyszał jeszcze tylko parsknięcie kobiety i to jak wydaje polecenia kapitanowi. Statek zwolnił, jednak świat dla Tzimise przemykał jak gdyby gnał pod pełnymi żaglami. Ratusz niemal się nie zmienił. Jego masywna sylweta przytłaczała okoliczną zabudowę. Bez trudu dotarł do znajomej komnaty. Krzyżowo sklepione pomieszczenie było niemal takie jak je zapamiętał. Dębowa podłoga, sufit wymalowany w nocne niebo. Brakowało trzech rzeczy: bogatych kobierców oddających urodę krajobrazów Korony, pięknego, obitego atłasem fotela na lwich nogach oraz księcia. Gdzie się podział ten stary druid Siemomysł? Znalazł go! To musiała być jakaś kamienica, te wysokie okna przesłonięte grubymi tkaninami i drewniane sklepienie. Bez trudu rozpoznał znajome kobierce, tron i mężczyznę na nim. Obok księcia, na niedźwiedziej skórze siedziała jego ukochana córka, Dalebora. Czytała coś na głos, ubrana jak zwykle jedynie w lekką suknię, jej ogniście rude włosy spływały swobodnie po ramionach, opadając na ziemię. Wzrok Siemomysła skierowany był jednak nie na kobietę, lecz przed siebie. Wprost na Czerdoga.
 
Aiko jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem