Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-05-2018, 06:53   #2
Zell
 
Zell's Avatar
 
Reputacja: 5371 Zell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputacjęZell ma wspaniałą reputację
The life of the dead is placed in the memory of the living. ~Cicero



Inverness, Szkocja
.29 listopada 2017, 01:36



On tam był.

Nie, nie on - to. To tam było. Czekało. Wiedziało, że powróci, jak i ono powróciło.
Czy da się zabić martwego? Czy da się zniszczyć to, co nie ma formy?
Wszystko ma swój koniec. Musi spróbować i z tym wygrać.
Choćby i tylko dla nich. Dla tych, którzy polegli.
Dla tych, o których wciąż myśli.
Dla potrzeby zagaszenia,
rozpalonej iskry lodu.

Zdawał się nie czuć zimna przeszywającego kości nieświadomych przechodniów. Nie był wszak jak oni - ogrzany luksusem ślepej egzystencji. Nie obchodziła go niewygoda, mróz czy zasypujący oczy śnieg. Nic z tych rzeczy nie mogło zamrozić pewności jego kroków, ugasić płomienia ducha, wpędzić w pułapkę wątpliwości. Condotierre dawno poznał swoją drogę; znał każdy kamień, każdy wystający konar, oplatające nogi sidła, parzący płomień nieba oraz wszelkie dzikie zwierzęta. Nic z tego nie było mu straszne i zachwiać nie mogło wiary, gdy podążał za Światłem wskazującym kierunek...

...jaki zatraciłby, gdyby odwrócił oczy od miłosiernego ciepła Jego blasku.

Condotierre nie odwracał wzroku, zawsze poszukiwał Światła. Próbował je dostrzec nawet w największej ciemności, nie ustając w rozpędzaniu jej potępienia wiarą, słowem oraz czynem; łaską lub ostrzem.

Nieświadome życie zostało wywrócone, gdy jako młody Gwardzista Szwajcarski spojrzał w oczy samemu Piekłu, ale rodzaj Otchłani jakiej paszcza rozwarła się w Katedrze Świętego Andrzeja... był czymś, czego David Reitnauer nigdy wcześniej nie zaznał.





Lodowaty wiatr wpędził do środka Katedry okruchy szalejącego na zewnątrz śniegu, które zaczęły obsypywać posadzkę białym osadem. Gwardzista nie zamknął drzwi, nie ochronił wnętrza przed lodem i mrozem; obawiał się pozostać zamknięty z diabłem, którego leże winno znajdować się w Piekle, nie zaś w Domu Bożym... o ile Katedra wciąż gościła w sobie Boga.

Półmrok zalewał nawę główną, przelewając się między ławami dla wiernych ustawionych w idealnych rzędach, okrywając ściany i przywołując gęstą ciemność w każdy niezajęty zakamarek świątyni, oddalony od chorowicie bladej poświaty, jaka wyzierała wraz z lodem zza rozbitych witraży. Nie płonęły świece, nic nie ogrzewało przepastnego pomieszczenia, w którym każdy krok rozbrzmiewał głuchym echem. Condotierre powoli stawiał każdy krok, idąc w kierunku jedynego blasku kuszącego ciepłem; w kierunku klęcznika, na którym wtedy to klęczało.

Ale teraz postać nie klęczała.

Okryta była tym samym habitem, kaptur zakrywał jej głowę. Patrzyła wprost na obłupany ołtarz z marmuru, na którym stała jedyna świeca, osadzona w misternie zdobionym złotym świeczniku.

Gardien mon...

Słowa rozeszły się echem po Katedrze, mrożąc Gwardzistę niczym wiatr wpadający do środka. Postawił jeden krok w kierunku postaci, której głos był tak mu znajomy, że aż nierealny...

Gdy osoba zdjęła kaptur i odwróciwszy się wyciągnęła dłoń ku niemu, David zobaczył twarz, jakiej nie miał nadziei zobaczyć już więcej i choć była to ona, ta sama niezrozumiała kobieta, choć właśnie tak ją zapamiętał...

Guarde Suisse...

...tym razem po jej policzkach spływała krew...

Ne me laisse pas seul.

...będąca łzami ronionymi przez umęczone oczy, które widziały zbyt wiele.





Old High Church, Inverness
.29 listopada 2017, 22:54




Rozbrzmiewające echem w kościelnej przestrzeni niedostępnej dla wiernych miarowe kroki rozchodziły się wojskowym dźwiękiem. Nieruchome oczy świętych spoglądające z witraży oraz rzeźb, zdawały się mierzyć Davida oceniającym spojrzeniem... a może to była źle zinterpretowana łaska? Condotierre nie umiał określić, tak jak nie umiał zapomnieć.

Czy można zapomnieć?

Mógł spodziewać się przesłuchania w celu złożenia raportu z wydarzeń, jakie przeżył tylko on. W końcu zginął także Inkwizytor... Stowarzyszenie Leopolda nie mogło przejść obojętnie wobec takiej straty, ale jakiś cichy głosik zadawał pytanie - czy mogli w takim razie przejść obojętnie wobec śmierci mniej ważnych członków? Nie, to niemożliwe. Nie mógł tym zawracać sobie głowy. On przeżył, a rozpacz...

Ne me laisse pas seul.

David zmrużył oczy, chcąc odegnać od siebie słowa nocnej mary. Wytworu wyobraźni powstałego z połączenia dwóch przeszłych zdarzeń. Rozumiał czemu świeższe z nich wciąż pobrzmiewało echem. Minęło wszak ledwie kilka dni... pięć może? Czas zdawał się nie mieć znaczenia w tym wypadku.

Czemu widział kobietę, która uciekała przed nieistniejącą zjawą? Czemu te słowa zapadły mu tak w pamięć? Wszak tylko raz wypowiedziała to zdanie, tuż przed ich rozejściem się, niedługo przed jej zniknięciem; ucieczką raczej? Przed czym?
Przed niejasnym wyobrażeniem.

Czy to miało jakieś znaczenie?

Prawie machinalnie otworzył ciężkie drzwi, aby znaleźć się w relatywnie niewielkim pomieszczeniu kościelnym, którego lokalizacji nie był nawet pewien, choć przekazano mu trasę jaką musi się udać, aby przekazać scenariusz wydarzeń jakich był czynnym uczestnikiem w Katedrze Świętego Andrzeja, gdzie też poniósł śmierć jeden z Inkwizytorów. Jedyne co naprawdę wiedział David, to była przynależność osoby, jaka miała rozmowę przeprowadzić, a która to przynależność mogła wielu niepokoić. Kto w końcu poszukiwałby rozmowy z Cenzorem?

Pod ścianą, niedaleko wejścia, stał oparty młody mężczyzna (może nawet równie młody co David?), którego spojrzenie utkwione było w gorejących czerwienią trzech zniczach, jakie znajdowały swe miejsce poniżej witraża oświetlonego jarzeniówkami znajdującymi się za wyobrażeniem sceny Sądu Ostatecznego. Wydawało się, iż nie zareagował na wejście Davida, ale ten szybko zorientował się, iż jego uwaga jest najwyraźniej ostra niczym ostrze broni, jaką posiadał Condotierre. Nie poruszywszy się ani o milimetr ni spojrzawszy na Davida, wskazał mu gestem dłoni ustawiony na uboczu konfesjonał, którego wejście dla spowiednika było zakryte brązowym, gęstym materiałem.

Mężczyzna wpatrzony w znicze nie opuścił dłoni póki nowoprzybyły nie ruszył w stronę konfesjonału. David rozumiał, że musi przyjąć wymuszone zaproszenie. Mógł podejrzewać co teraz się zdarzy, ale...

...czy naprawdę spodziewał się tego dokładnie?



- In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti.

Delikatne słowa dobyły się z wnętrza konfesjonału, gdy David ukląkł jak do spowiedzi, a trzeszczący cicho klęcznik dał sygnał jego obecności. Condotierre nie był w stanie określić tożsamości osoby na miejscu spowiednika, prócz jej rangi Censora... o ile w ogóle zechciałby spróbować zerwać tajemnicę spowiedzi - ale czy ta spowiedź miała takie same prawa co boska?

- Dominus sit in corde et labiis tuis, Condotierre...

Kolejne zdanie dotarło do uszu mężczyzny, w momencie gdy ten zauważył niewielki modlitewnik w zacienionej przestrzeni drewnianego parapetu konfesjonału, oprawiony w ciemną skórę, na której środku znajdował się wygrawerowany krzyż lecz nim zdołał się zastanowić nad tym, posłyszał końcówkę zdania.

...et anima tua veritatem revelet.

...zaś ostatniemu słowu towarzyszył odgłos zamykania ciężkich drzwi pomieszczenia.

 

Ostatnio edytowane przez Zell : 16-05-2018 o 07:15.
Zell jest offline