Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-04-2007, 11:16   #2
Jonathan
 
Reputacja: 0 Jonathan jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 840
Hermsdorf, małe miasto położone w Wielkim Księstwie Talabekalnd, najdalej wysunięte na południe na starym krasnoludzkim trakcie.

Baron Waldemar von Zützen siedział przy rzeźbionym stole w gabinecie swojej posiadłości górującej nad całym miasteczkiem. Z okna gabinetu rozpościerał się widok na najbliższą okolicę, aż do widocznych na krańcu horyzontu wierzchołków wiekowych sosen Wielkiego Lasu. Baron specjalnie kazał wykuć dodatkowe okno, by móc podziwiać wspaniałe widoki.

Dzisiaj nie miał humoru na podziwianie widoków. Mimo, ze nie było chłodno, naciągnął na plecy skórę z niedźwiedzia. Chłód był wewnątrz jego ciała, opanowywał powoli jego członki. Baron był stary. Stary wiekiem, a wydarzenia jego życia jedynie przygniotły go do podłogi, dodały siwizny na skroniach i zmarszczek na czole. Jeszcze nie tak dawno spodziewał się, że zanim umrze zostawi wszystko swojemu starszemu synowi we władanie. Teraz po Ludgardzie nie został nawet pył. Stanął wśród rycerzy konnicy naprzeciwko wojsk Archaona i poległ na polu chwały. Ciężkie to brzemię dla ojca, by chować własne dziecię.

Waldemar jednak nie uronił jednej łzy. Taki był obowiązek, by służyć i chronić Imperium. A Waldemar miał jeszcze jednego syna, młodszego. Za młodego by go wysłać z wojskiem, więc nie narażony był na niebezpieczeństwa walki z armią chaosu.

Ale teraz, gdy otrzymał ten list… Pojedyncza łza popłynęła po policzku barona, bał się, że straci też drugiego syna. Tak bardzo chciał stać z dala od „wielkiej” polityki, ale teraz „wielka” polityka odnalazła jego.

Baron był zbyt inteligentny, żeby nie odczytać podtekstu listu. Niedoczekanie! Nie pozwoli, aby linia von Zützenów skończyła się na jego osobie.

Do drzwi gabinetu ktoś zapukał. Baron szybko otarł łzę z policzka i ryknął:

- Wejść!

Służący, w liberii oznaczonej rogami Tura, godłem rodu von Zützen, zaanonsował przybycie dwóch z ludzi Barona. Waldemar właśnie na nich czekał.

Weszli wyprostowani, podeszli w kierunku biurka Barona, w pół drogi przez komnatę przyklęknęli na jedno kolano, pozdrawiając Barona.

- Witaj Panie – rzekli, jeden przez drugiego.

Baron uważnie zlustrował swoich popleczników. Nie byli to służący, a ludzie wolni, z własnej woli związani słowem służby dla domu von Zützenów. Wyższy, bogato ubrany, na imię miał Hannibal, a za plecami służba i chłopi wołali na niego „tyka”. Ten z pochodzenia Hochlandczyk służył raczej mamonie i od miecza sprawniej posługiwał się językiem, co w dużym mieście będzie niezbędną sztuką. Niższego wołali Jurgen i był on solą tej ziemi, człowiekiem, dla którego Wielki Las nie stanowił tajemnicy, a sprawne oko ze stu kroków posyłało strzałę prosto w cel.

Baron w ich ręce złożył życie swojego syna i miał nadzieję, że ci dwaj go nie zawiodą.

Odchrząknął, a gdy wstali zaczął mówić.

- Jak wiecie, Książe-Elektor Talabeklandu nie odezwał się po zakończonej wojnie. Nie dał znaku życia, pojawiły się plotki, że zginął. Jeszcze tego nie wiadomo, a sępy już ostrzą sobie dzioby na padlinę. Księżna Krieglitz-Untern knuje, jak przejąć władzę w Prowincji. Ona jest najpotężniejszym kandydatem na to stanowisko. Ale według praw kto inny powinien objąć władzę. Księżna wezwała przedstawicieli wszystkich możniejszych rodów szlacheckich do Talabenheim.

- To pokazuje że za nic ma stolicę w Küsel. Już tutaj widać, że będzie chciała utworzyć nową stolicę dla prowincji, w wolnym mieście Talabenheim. Jestem zmuszony posłać do tego miasta swojego syna, Eryka. Niewysłanie go, to byłoby jawne wystąpienie przeciwko Księżnej. Ale mój syn nie będzie tam jak przedstawiają „gościem”, „głosem w radzie” czy „ambasadorem” on będzie po prostu zakładnikiem.

- Księżna mówi, że przejmują ją sprawy prowincji, że się martwi nieporządkiem i uchodźcami w Prowincji. Ale to tylko słowa. Słowa bez pokrycia.

- Mój syn musi się udać do Talabenheim. Waszym zadaniem będzie strzec go, by nie zdarzył mu się żaden wypadek, żeby go nie zabili „nieznani sprawcy”. By nie wplątał się w wir polityki, żeby go ten wir nie zabił.

- Jednocześnie musicie zebrać informacje, co Księżna knuje, tak by w porę zabezpieczyć się przed Jej posunięciami.

- Dostaniecie dwieście koron na początek, na usadowienie się w mieście. Od kiedy do tego i tak ogromnego miasta nadciągnęły gromady uchodźców z Hochlandu, Stirlandu i Kislevu ceny wzrosły. Bezpieczeństwo zmalało. Żałuję, że nie mogę wysłać z wami więcej ludzi niż tylko dwoje służących.
 
__________________
Make love, zabijanie zostaw profesjonalistom.

Jeśli oni mają na sprzączkach napisane "Gott mit uns", to kto jest po naszej stronie?
Jonathan jest offline