Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 07-06-2018, 11:56   #1
Carnal Grief
Konto usunięte
 
Carnal Grief's Avatar
 
Reputacja: 3244 Carnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputację
[Warhammer 2ed.] Niemartwi


4. Backertag,
Erntezeit, Czas Zbiorów,
Siegfriedhof, Wielkie Księstwo Stirlandu,
2532 rok wg KI.



Położone nad rzeką Stir w pobliżu Lasu Głodu, Siegfriedhof było miasteczkiem należącym do Zakonu Rycerzy Kruka, morryckich wojowników zakonnych, poświęcających życie niszczeniu nieumarłych. Klasztor wybudowany z czarnego kamienia górował nad miastem, umiejscowiony kilka kilometrów od niego, gdzie trzymał straż nad granicą z Sylvanią od wschodu. Podobnie, jak bliźniaczy klasztor w Essen, opactwo pod wezwaniem św. Edelberta Czujnego wysyłało agentów do Sylvanii, aby zdobywali informacje, które można było wykorzystać przeciwko książętom wampirów. To właśnie na ten temat miasteczko huczało od kilku dni.

Siedząc w karczmie "Uśmiech Morra", słyszeliście plotki na temat powstającej w Sylvanii armii nieumarłych, która miała maszerować w stronę Imperium. Z tego względu wysłano tam nawet niemal wszystkich rycerzy Kruka, którzy mieli rozbić bandy ożywieńców i wrócić do klasztoru w ciągu dwóch tygodni. Ponoć niumarli maszerowali aż od sylvańskiego miasta Nachthafen w kierunku Lasu Głodu, jednak nikt nie był w stanie potwierdzić ani zaprzeczyć tym informacjom. Pewnym było, że rycerze wyjechali na nieprzychylne im tereny, co mogło oznacać, że coś jednak się dzieje.

Wy natomiast raczyliście się dobrą strawą i piwem już trzeci dzień z rzędu, zastanawiając się, co począć dalej. Trakty co prawda nigdy nie były bezpieczne, ale ostatnio napadów zwierzoludzi i bandytów było w okolicy więcej, niż zwykle. Jeśli doszłyby do tego ataki nieumarłych, wyłaniałby się obraz dość nieciekawego miejsca, które lepiej omijać szerokim łukiem. Choć z drugiej strony, kto normalny zatrzymuje się w mieście, które graniczy z Sylvanią, a przez okno karczmy można zobaczyć ścianę owianego złą sławą Lasu Głodu? Znaliście się zaledwie od tygodnia i choć dzieliło was odmienne podejście do życia i własne sprawy, za którymi każde z was podążało, to było wiadomo, że w tych niespokojnych czasach lepiej trzymać się razem.

A zbieraniną byliście naprawdę niecodzienną i nie dziwiło, że mieszkańcy miasteczka podeszli do was z ogromnym dystansem i wręcz chłodem. W miejscu, gdzie w większość mieszkali ludzie, a krępi mężczyźni pracowali przy wyrębie lasu, lub łowili ryby, widok trójki elfów musiał być czymś niecodziennym. Dużo uprzejmiej traktowano kapłankę Morra i rycerza, który jej towarzyszył, jednak mimo wszystko w powietrzu czuć było nieufność i podejrzliwość. Tak, jakby za każdym razem oczy tubylców były zwrócone w waszą stronę, wyglądając najmniejszego fałszywego ruchu.

Dzisiejszego przedpołudnia jednak, oczy wasze i gości gospody zwróciły się ku starszemu, żylastemu mężczyźnie o siwych włosach, który wpadł do karczmy, jakby goniło go stado ogarów Chaosu. Zdyszany i przerażony, zatrzasnął za sobą drzwi i oparł się o nie, próbując ryglować je własnym ciałem.
- Ludzie! Żywe trupy z grobów wstały! Mówię wam! Z naszego cmentarza! Nasi pomarli najbliżsi! Idą w stronę miasteczka! - Krzyczał, łapiąc ciężko oddech.
Przez chwilę w głównej sali nastała konsternacja, a potem przetoczył się po niej ryk śmiechu. Śmiali się dosłownie wszyscy, oprócz was, nieco zaskoczonych takim zachowaniem tubylców.
- Daj spokój, Otto, znowu żeś popił i ci się wydaje! - rzucił ktoś, zanosząc się od śmiechu.
- Już my znamy te twoje historyjki, stary alkoholiku. Może jeszcze Sigmara widziałeś, co? - Zawtórował mu inny.
- Skończ już pierdolić, bo i tak nikt ci nie uwierzy! - Warknął potężnie zbudowany, brodaty drwal.
- Powinieneś już przestać kopać te doły dla naszych bliskich, bo ci szkodzi przebywanie z trupami! - Krzyknęła jakaś kobieta.
- To jest prawda, naprawdę prawda! - Odburknął siwowłosy mężczyzna, który był chyba tutejszym grabarzem. Tak przynajmniej wynikało z tego, co mówili inni. - Musimy coś zrobić, zanim dotrą do miasteczka!

Przetoczył wzrokiem po izbie i jego spojrzenie zatrzymało się nagle na Elsie i Haraldzie. Chyba szybko przyszło mu do głowy, kim owe persony są, gdyż prześlizgnął się szybko między stołami zajmowanymi przez roześmianych gości i prawie uklęknął przed kapłanką i rycerzem.
- Wy mi uwierzycie! Musicie! Trupy idą do miasteczka, jeśli jakoś ich nie powstrzymamy, będzie źle! Proszę, uwierzcie mi! Musicie coś zrobić! Ledwo im uciekłem! - Gadał jak nakręcony, z determinacją w głosie, patrząc to na Morrytów, to na elfy, Żara i Dietera.
Z informacji, które słyszeliście w karczmie wynikało, że nieumarli byli wciąż daleko i oddział Rycerzy Kruka został już wysłany, by ich spacyfikować na sylvańskiej ziemi. Z drugiej strony, nie wyglądało, by stary, roztrzęsiony grabarz kłamał.
 

Ostatnio edytowane przez Carnal Grief : 07-06-2018 o 13:17.
Carnal Grief jest offline