Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 20-06-2018, 18:28   #1
Baird
 
Baird's Avatar
 
Reputacja: 5178 Baird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputacjęBaird ma wspaniałą reputację
Kampania: Man - o'- War Część I: Na północnych wodach.



Rozdział I
21 Vorhexen 2625, Erengrad
Karczma "Łupinka", to mała pinta estalijskiego pochodzenia, która do Erengradu trafiła jakieś trzydzieści lat temu, Łupinka od tamtej pory na stałe była zakotwiczona w zatoce miejskiej w doku numer 46. Lokal szybko stał się popularny w Tileańskich Kwaterach wśród żeglarzy, podróżników i wędrownych mistrzów rzemiosła. Wasza trójka własnie podpisała kontrakty z kapitanem Czarnovskym. Bertha i Bardin przeczytali w nich, że kapitan bierze ich na statek w stopniach oficerskich za co będą otrzymywać udziały warte jedną część łupów. Gorok nie mógł tego z oczywistych powodów przeczytać, ale zaufał słowu brodatego człowieka i też postawił krzyżyk w wyznaczonym miejscu. Oprócz waszej trójki przy dużym, bukowym stole z Czarnovskym zasiadała trójka postaci; człowiek, niziołek i elf, którzy również zostali oficerami u Czarnovskyego.
Kapitan Czarnovsky zebrał podpisane dokumenty i wsadził je do skórzanej torby wiszącej na oparciu drewnianego krzesła, po czym usiadł na szczycie stołu. Po swojej prawej miał panów, wszystkie kobiety w załodze zasiadały po lewej. W Łupince było tłoczno i głośno, jednak żadne z was nie miało problemów z usłyszeniem słów kapitana.
Czarnovsky: To więc formalne, witajcie w załodze Visly. Cieszy mnie to, że tak szybko udało mi się zebrać oficerów i załogę. Statek jest gotowy do drogi, musimy tylko zatrzymać się w Chebokov po zapasy jedzenia na dalszą drogę. Od czasów tej cholernej wojny z krasnoludami ceny żywności w dużych miastach poszybowały w górę...
Kapitan miał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał mu mężczyzna w turbanie.
Wim: Nie wiedziałem, że jest pan takim hipokrytą kapitanie, czy nie opuszcza pan portu by zarobić na tej cholernej wojnie?
Dziwak z pomalowaną twarzą usiadł naprzeciw kapitana na drugim końcu stołu.
Czarnovsky: Van Der Werde, nie jestem hipokrytą, nie lubię przepłacać i dlatego prowiant zakupimy w Chebokov. Panie, panowie, pan Wim Van Der Werde reprezentuje Kompanię Handlową i będzie nam towarzyszył, aż do Bretonni. Wspólnicy Wima dobrze zapłacili za jego bezpieczną podróż i liczę, że wszyscy przyłożymy rękę do tego, aby dotrzymano warunków tej umowy zwłaszcza, że jest on moim długoletnim przyjacielem.
Wim: Kapitanie, jestem tylko skromnym kupcem z Marienburga i moje życie jest warte tyle co życie każdego innego członka załogi.
Siedząca naprzeciw Bardina, elfka Fanriel podniosła rękę i zapytała jakby była w szkolnej ławce.
Fanriel: Przepraszam kapitanie, jeśli mogę spytać. Czy nie powinniśmy kierować się na zachód? Po co płynąć na północ? Do tego jeszcze zimą. Nie to żebym kwestionowała pański autorytet, po prostu wydaje mi się, że bardziej opłaca nam się płynąć w tamtym kierunku, zwłaszcza, że wypływamy przed innymi okrętami.
Kapitan Czarnovsky popatrzył na elfkę marszcząc brwi, w szczęce przeżuł fajkę i odpowiedział poważnym tonem. Gdy Czarnovsky mówił z ust buchał mu dym.
Czarnovsky: Panienko. Nie muszę Ci się tłumaczyć.
Widząc zaistniałą sytuację nowy kwatermistrz postanowił załagodzić spór między nawigatorem i kapitanem.
Koniczynka: Ty długoucha! Nie marudź. Kapitański ma rację przyrobimy, a i tak wyprzedzimy wszystkich frajerów w tym wyścigu, że latem będziemy się pluskać na plażach Estali.
Fanriel: Przepraszam Kapitanie i ciebie niziołku. Nie chciałam nikogo urazić swoim pytanie, po prostu od jakiegoś czasu złe wiatry zawiewają z północy i przeraża mnie myśl o walce z maruderami chaosu.
Tileańczyk siedzący obok Goroka roześmiał się głośno.
Silvio: Maruderzy Chaosu? Signora, to legendy, mity jak minotaury.
Wim: Śmiem się nie zgodzić. Znam arabskiego szlachcica, który miał jednego minotaura w swojej menażerii. Panna Fanriel nie ma się jednak czego obawiać na północy. Sarlowie do których płyniemy to partnerzy handlowi Kompanii. Jarl Eryk jest nowoczesnym człowiekiem, który nad mroczne potęgi stawia potęgę pieniądza.
Kupiec roześmiał się radośnie.
Fanriel: Dziękuję, uspokoiło mnie to trochę.
Elfka skłoniła lekko głową zarumieniona.
Czarnovsky: Dobra starczy tego pierdzielenia, ktoś ma jeszcze jakieś inteligenckie pytania? Bo jak nie to proponuję wypić kolejkę. Od jutra już nie popijemy.


 
__________________
Man-o'-War Część I

Ostatnio edytowane przez Baird : 27-06-2018 o 00:59.
Baird jest offline