Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-07-2007, 11:06   #14
Chrapek
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1166 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny
W poprzednim odcinku:
Czołgiści wraz z pomocą Twinky'ego Winky'ego pokonują Kawowego Borostwora. Następnie obserwują spadający fortepian Chopina, po czym dają się złapać obergruppenfuhrerowi Lepperowi który wywozi ich na dołek. W celi znajdują najaranego Chrystusa, wraz z którym po zamordowaniu Bożydara Klossa, komendanta obozu, zwiewają.

A teraz kontynuacja:


- Kurde - Chomik wdał się ze sobą w rozmyślenia nad swoim żywotem i wcale mu się one nie spodobały - Kurde, zatrzymajmy się trochę bo mi pikawa stanie.
Już dwie godziny marszobiegu wykonanego z Jezusem na plecach dzieliły ich od obozu w Majdanku. Teraz zaś, kiedy znaleźli się na przyjemnej polanie oświetlanej przez blade światło księżyca Chomik z radością wyciągnął na trawie swoje kopyta.
- Nooo - ulga rozlała się na jego gryzoniowatej mordzie - Kto chce zajarać? - wyciągnął z kieszeni munduru skręta - Buchnąłem Bożydarowi z biurka!
Może nie uwierzycie drogie dzieci, ale jakoś nikt nie chciał zajarać. Wprawiło to naszego poczciwego Bartłomieja w zakłopotanie albowiem lubił on sprawiać przyjemność oraz dobrą pogodę.
- Jezus, i ty ze mną nie zajarasz? - zapytał się grobowym głosem.
Oczy Chrystusa zafosforyzowały w ciemnościach dziką pożądliwością ale szybko przygasły;
- Nieee - powiedział powoli - Lekarz pozwala mi brać tylko jeden raz...
- A ile już dzisiaj wziąłeś? - ożywił się Filonek.
- Ale w którą rękę? Bo wiesz, w lewą, w prawą, czasem w udo albo i szyję... Kiedyś chciałem sobie zrobić dojście centralne, ale za dużo roboty z tym! No i za dużo krwi... Cholera, jak ja się boję krwi...
- A wiesz co? Może i zajaram! - Żółwik zdruzgotany wyznaniem Chrystusa skierował swoją prawicę ku skrętowi Bartłomieja.

Po godzinie leżeli pokotem na trawie, zrobieni jak wieprze w sosie malinowym.
- I wtedy - Kotecek opowiadał jakąś mało zajmującą historię - Mówię jej, kastrowanie nic Ci nie da, bo ja jestem homokotem! I tak będę obszczywał Ci meble!
Wybuchnęli zdrowym, aryjskim śmiechem.
- Cholera - skrzywił się Chrystus. Chomik spojrzał się na niego pytającym wzrokiem.
- Traumatyczne wspomnienia...
- Opowiadaj, sami swoi przecież tu są - Żółwik z zapamiętaniem próbował sobie przypomnieć gdzie ma łapy. Nie szło mu to wszak zbyt dobrze. Jezus zaś z trudem usiadł na tyłku. Jego twarz nagle spoważniała.
- Mama mi mówiła żebym się nie zadawał z tymi menelami... Jakoś im źle z ryja patrzyło, i mama mówiła że za trzy srebrniki mnie opylą... Nie wierzyłem jej, no bo jak to tak, kumpli z osiedla się nie wsypuje, nie?
Chomik energicznie przytaknął i czknął pod niebiosa.
- Ale mama, jak rzadko kiedy miała tym razem rację - łza pociekła po Jezusowym policzku - I teraz wyobraź sobie, idziesz z chu[morzastym]krzyżem z którego drzazgi wpier[niczają] Ci się w ręce... Skwar, ze 40 pie[kących] stopni a ty idziesz pod tą zaj[efajną] górę i żaden złamany ch[am] nawet nie pomyśli żeby ci pomóc!.. A te poku[szone] konserwy rzymskie co robią? W nagrodę za dojście przy[bijają] cię do tego ... Ech...
Jezus wrócił do pozycji leżącej. Wokół zapanowała cisza i gdzieniegdzie tylko pohukiwała sowa czy swoją skomplikowaną pieśń wyśpiewywał ślimak.
- Wiesz Joszue - zaczął Chomik - To mi przypomina sytuację z Huraganem Lubraniec. Naje[dziesz] im przed meczem - oni przychodzą. Naje[dziesz] im po meczu - przyjdą na następny. No normalnie wytrzymać z pi[sankami] się nie da!..
- Taka syzyfowa praca - dodał tonem mędrca Filonek.
Przez chwilę kontemplowali złożoność życia.

Następnego dnia przez pewien czas się zgubili, bo Jezus powiedział że idzie na stronę, po czym nakryli go dwa pnie dalej przy próbie przegryzienia sobie żył... Po wyperswadowaniu mu tego zgubnego pomysłu, udali się przed siebie.
Ku ich szczęściu (oraz szczęściu ich żołądków) po niedługim, acz barwnym w wydarzenia marszu, ujrzeli przed sobą schludną, zadbaną wioskę. Jezus przybrał pozycję a'la Zbawiciel, Kotecek poprawił wstążki przy uszach, Żółwik założył na nos pozłacane trofiejne okulary które podwędził z jakichś zwłok w komplecie z zegarkiem, a Chomik odbezpieczył pepeszę i przeładował magazynek. Byli gotowi, aby znowu zmierzyć się z nieznanym...

PS dzisiaj stuknął mi kolejny rok szydzia (czyli mam teraz łącznie jakieś 9). Czuję się stary i zużyty, prawie jak Shazza, dlatego dzisiejszy post jest psychodeliczno-filozoficzno-pesymistyczny. Obiecując poprawę, i pozdrawiając życzę wszystkim kolorowych snów i tasiemca uzbrojonego pod choinkę.
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline