Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-07-2018, 08:48   #2
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Skryte częściowo za chmurami słońce raziło Leitha w oczy. To było to samo słońce, które kiedyś wypalało mu grzbiet podczas marszy ludzkiej piechoty. Doprawdy, zadziwiające jak bardzo mężczyzna odwykł od niego przez ostatnich dziesięć lat, które spędził pracując jako niewolnik w kopalniach Dworu Ziemi.


Stał teraz na placu, do którego prowadziły ścieżki z jaskiń, gdzie prowadzono prace wydobywcze. Bywał tu czasem podczas załadunków wydobytej rudy na specjalne wozy, ciągnięte potem przez pomniejszych Skrzydlatych nie po ostrych stokach górskich, bo ta droga była zabójcza nawet dla pojedynczych podróżnych, którzy nie umieli latać, lecz w górę, w niebo. Tam zazwyczaj Byron - książę Dworu Ziemi lub jego towarzyszka - Asarah, dzięki swojej potędze magicznej tworzył międzywymiarowe korytarze między punktem załadunku a Miastem Ziemi. Jednak nawet przy ich potędze, ściany korytarza były zazwyczaj labilne i dlatego transport musiał odbywać się na całkowicie wolnej przestrzeni, jaką było niebo.
- Wciąż trzymają to gówno tu... - mruknął cicho jeden z niewolników, a Leith od razu wiedział co ma na myśli. Porządna drewniana konstrukcja z metalowymi wspornikami, stanowiła połączenie dyb, pręgierza i koła tortur. Oczywiście, służyła do karania niewolników, choć nie tylko. Leith nieraz widział jak bez powodu właściwie wyciągany jest z jaskini jakiś świeżak, którego tyłek zwrócił uwagę strażników obozu. Wracał taki zwykle dopiero nad ranem zamknięty w sobie lub rozbity, kwilący niby dziecko. W tym drugim przypadku Leith już wiedział, że z takiego górnika nic nie będzie i przeznaczanie dlań racji żywnościowych stanowi marnotrawstwo. Zwykle więc on lub inny ze “starej gwardii” więźniów w geście miłosierdzia skręcał kark takiego kurczaka. Taka szybka śmierć była dużo lepsza niż śmierć głodowa lub męczeńska z powodu rozprutej dupy.

Tych, którzy przetrwali piekło górniczego obozu ustawiono teraz w rzędach po pięciu więźniów - sami śmiertelni i jeden bękart. Co więcej, Leith został postawiony w pierwszym rzędzie, pośrodku kolumny - jak dowódca - ot kolejny świetny żarcik naczelnika kopalni - Jednorękiego Fina.
Mieli zostać uwolnieni i bezpiecznie przetransportowani do przejścia w murze, by wrócić do krainy ludzi. Nikt jednak nie okazywał entuzjazmu. Może byli zbyt zmęczeni? A może wciąż nie czuli tej wolności, gdy z klifu skalnego obserwowały ich zimne oczy Byrona i Asarahy. Tych dwoje za nic miało sobie chłodne, górskie powietrze. Ich szaty nawet nie skrywały klejnotów na piersiach - granatowego u mężczyzny i soczysto pomarańczowego u kobiety. Stali tam na górze - piękni, wyniośli i ... potężni. Sam fakt, że ich skrzydła były teraz niewidoczne, skryte osnową magii, której bękart nie potrafił z siebie wykrzesać przy największym wysiłku woli świadczył o tym, jak wielka jest między nimi przepaść. I to mimo tylu lat walk, pracy oraz wyrzeczeń, w których hartowały się ciało i duch Leitha.


Włodarz krainy osobiście postanowił doglądać oswobodzenia niewolników. Czyżby spodziewał się jakichś kłopotów? Jakby na życzenie nad głowami niewolników otworzył się magiczny portal. Wyskoczyła z niego niewielka, czarnowłosa Skrzydlata, która wylądowała zaledwie kilka kroków przed Leithem. Ten jako jeden z niewielu nie cofnął się w tył.
Srebrzyste oczy zmierzyły sylwetkę bękarta, a on sam poczuł, jakoby właśnie stał się tą upatrzoną sztuką ze stada, którą drapieżnik zamierza rozerwać na strzępy. Skrzydlata ubrana była w czarno-czerwony, obcisły strój, który podkreślał jej szczupłą sylwetkę oraz intensywnie szkarłatny kamień tkwiący w jej piersi, stanowiący jakby idealną ozdobę jej dekoltu. Na takim odzieniu plamy krwi z pewnością nie były zbyt widoczne...


Byron i Asarah wylądowali miękko zaraz obok. Twarz księcia nie zdradzała emocji, jednak na obliczu jego partnerki pojawił się grymas niezadowolenia, co wyraźnie jeszcze bardziej ucieszyło nowoprzybyłą. Mimo to jasnowłosa skłoniła się z galanterią.
- Księżna Tula, jak miło. Nie spodziewaliśmy się twoich odwiedzin, pani. - powiedziała z fałszywym szacunkiem.

Księżna Tula!
Leith znał to miano - nosiła je pani Dworu Wiatru. I choć nigdy wcześniej nie spotkał jej osobiście, wiele słyszał zarówno o jej pomysłowych wynalazkach, jak i kreatywnym... podejściu do uciech cielesnych. Wśród śmiertelnych krążyły pogłoski o przyjęciach, wyprawianych przez księżną, które zmieniały się w najbardziej wyuzdane orgie i seanse tortur, mające na celu sprostać wybujałym fantazjom długowiecznych istot, znudzonych zwykłymi podnietami. Podobno po każdym takim przyjęciu trzeba było uzupełnić skład śmiertelnej służby dworu nawet o połowę.

- Z tego, co mi wiadomo, nie muszę mieć zaproszenia, by odwiedzić ziemię mego sojusznika. - Odparła czarnowłosa.
- Jesteś tu zawsze mile widziana - paparł ją spokojnie Byron, a Asarah spojrzała chmurnie na partnera.
- Obawiam się jednak, że będziesz rozczarowana - kontynuowała jasnowłosa - Zamierzamy uwolnić niewolników tak, jak zostało ustalone w traktacie, nie tak jak... - urwała, bo opanowany zazwyczaj książę Dworu Ziemi zgromił ją wzrokiem. Tymczasem Tula roześmiała się perliście.
- Och, nie wątpię. Ja już uwolniłam moich niewolników. Są wolni jak nigdy przedtem. - Powiedziała z wesołością w głosie. I choć była mniejsza o głowę od Asarahy, wydawało się, że na dźwięk jej głosu jasnowłosa jakby się skuliła. Nawet na twarzy Byrona pojawiło się coś w rodzaju... zmieszania.

- Słyszałam jednak o pewnym... ciekawym egzemplarzu na twoim dworze, mój drogi Byronie - mówiła dalej Tula, a jej wzrok znów zwrócił się w stronę Leitha. Srebrzyste oczy świdrowały strzępy jego jestestwa, które jakiś kapłan mógłby górnolotnie nazwać duszą.
- Ciekawi mnie kto spłodził tego bękarta... podobno nawet ma jakąś magię. To prawda, chłopcze? - zwróciła się teraz bezpośrednio do niego - Pokażesz mi swojego... swój kamyczek?


 

Ostatnio edytowane przez Mira : 23-07-2018 o 08:14. Powód: literówki
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem