Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-07-2018, 12:38   #2
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Ola czuła jak nieprzyjemne dreszcze przechodzą jej po plecach. To… to musiała być jakaś paranoja. Babcia zawsze wyolbrzymiała, prawda? Mokka przyspieszyła krok, jednocześnie ściszając odrobinę muzykę.

- To tylko twoja wyobraźnia… - Szepnęła. Jednak zarówno dziwne uczucie jak i gęsia skórka nie chciały przejść. Wzięła kilka głębszych oddechów starając się uspokoić, a gdy nie dało to satysfakcjonującego efektu zaczęła biec, ściskając w dłoni niewielką torebkę, w której był discman.

Jeszcze jakieś pół kilometra i będzie na moście, a potem to już oświetlone uliczki między domami Pasieki... Skręciła w główną alejkę, która miała doprowadzić ją do mostu, gdy zobaczyła, że ktoś jedzie z naprzeciwka na rowerze. Co ciekawe, gdy znaleźli się na tej samej alejce obcy - ogolony prawie na łyso mężczyzna zszedł z roweru i prowadząc go powoli zaczął iść w stronę, z której Aleksandra nadchodziła. Wzrok miał ponury, twarz młodą, ale jakąś taką bladą.

Ola zwolniła, odwlekając nieuniknione spotkanie. Minie go… to pewnie jakiś zwykły spacerowicz. Tylko czemu zszedł z roweru? Przygryzła wargę. Minie go i ucieknie. Czuła jak serce przyspiesza zrównując się z tempem jej kroków.
Rowerzysta nie patrzył na nią, głowę miał spuszczoną, a jednak czuła, że jej się przygląda. Czuła na sobie jego wzrok, czuła jak bardzo jest napięty... i po prawdzie nie wiedziała jak to możliwe, że tyle czuje. Czyżby ponosiła ją wyobraźnia? W każdym razie za moment ona i nieznajomy mieli się zrównać, przejść obok siebie wąską, parkową alejką, gdzie nikogo innego nie było…
Ola zbliżając się do mężczyzny powoli zsuwała się ku krawędzi alejki. Starała się z całych sił nie dać po sobie poznać, że się boi, jednak kilka kroków przed spotkaniem nie wytrzymała i puściła się biegiem.
Nie zareagował. Po prostu przebiegła obok i biegła dalej. Miała jednak wrażenie, że obcy przystanął i patrzy teraz za nią, bo nie słyszała chrobotania łańcucha, gdy koła od roweru obracały się.
Dla Oli liczyło się teraz tylko to by jak najszybciej opuścić park i znaleźć się w swoim mieszkaniu. Biegnąc nasłuchiwała pościgu. Z tyłu nie dochodziły jednak żadne odgłosy.
- Ale spid... Pędzi pani jakby panią sam diabeł gonił. - usłyszała nagle głos z boku. Gdy spojrzała w tamtą stronę, gdzie znajdował się opustoszały o tej porze placyk zabaw, na huśtawce dostrzegła młodziutką, chyba jeszcze niedorosłą dziewczynę o krótkich, rudych włosach.
Ola zatrzymała się by złapać oddech. Obecność drugiej kobiety, nawet jeśli była to dziewczynka, odrobinę uspokajała jej skołatane nerwy.
- T...takie miałam wrażenie. - Obejrzała się przez ramię sprawdzając czy mężczyzna ją goni. Nigdzie nie było go jednak widać, co było dość dziwne, bo przecież nie powinna tak szybko stracić go z oczu. Tymczasem huśtawka skrzypnęła. Nastolatka podeszła bliżej.
- Hej, wszystko w porządku? Ktoś panią zaczepiał? Może panią odprowadzić?
- Chyba… też nie powinnaś chodzić sama po nocy. - Ola przez chwilę wpatrywała się w drzewa, po czym uśmiechnęła się do stojącej obok nastolatki. - Nie… to było tylko dziwne wrażenie.
I wtedy to zauważyła - błysk wyjątkowo białych i ostrych zębów w ustach dziewczyny, która nagle rzuciła się Mokkę. Kierowana odruchem blondynka kucnęła, dzięki czemu obca przeskoczyła nad nią. Opadła na cztery kończyny i zawarczała zupełnie jak zwierzę, a jej oczy zalśniły złocistym blaskiem. Spojrzała wściekle na Aleksandrę i właśnie szykowała się do kolejnego skoku.



- Jeśli zaczniesz uciekać, po tobie. Jest szybsza, silniejsza, ale też i dużo głupsza w tej formie. Musisz ją przechytrzyć. - Nie wiadomo skąd dobiegał męski głos.
Odcięta Ola zaczęła się wycofywać w kierunku placu zabaw, przygotowując się na to by znów uchylić się przed bestią.
- Co.. co to? Jak?! - Spanikowana zerknęła szukając osłony. Stanęła za huśtawką, na której do tej pory bujała się “nastolatka”.
Dziewczyna zaryczała i rzuciła się za nią. Faktycznie nie zachowywała się rozumnie, nie omijała przeszkód, a tratowała je. Zerwała łańcuch huśtawki jednym uderzeniem ręki, czy właściwie łapy z ostrymi pazurami, w którą przeistoczyła się jej kończyna.
Ola rzuciła się w kierunku kolejnej osłony. Tym razem trafiło na bogu ducha winną ślizgawkę. Musiała to bydle w czymś zamknąć, tylko w czym?
- Nie ucieknieeesz... - głos, który wydobywał się obecnie z gardła dziewczyny bardziej przypominał gulgotanie niż mowę - A ja nie chcę cię zabić... tylko trochę... krwi... troszeczkę... nie uciekaj... bo mogę... stracić kontrolę...
I nie czekając na odpowiedź potwór znów skoczył w stronę Oli, tym razem jednym susem wskazując na szczyt ślizgawki.
Ola przerażona wskoczyła pod ślizgawkę, starając się schylić na tyle by uniknąć ewentualnego ataku pazurami. Co niby miało znaczyć, że chce jej krwi? Rozejrzała się szukając mężczyzny, którego głos słyszała.
- Drabinki. - usłyszała jego głos, ale wciąż go nie widziała.
Ola zerknęła w kierunku zbioru pospawanych rurek inspirowanych trzepakiem. Dystans, który w świetle dnia… i w towarzystwie dzieci, a nie krzyżówki nastolatki i piranii… wydawałby się nieznaczny, teraz przypominał trasę do Wrocławia. Wypowiedziała słowo, za które babcia odesłałaby ją do spowiedzi i za karę karmiła tydzień wątróbką, po czym rzuciła się biegiem we wskazanym kierunku. Słyszała za sobą odgłosy pogoni, warczenie, kłapanie zębami i... poczuła ból gdy pazury rozorały jej łydkę, kiedy siłą rozpędu wpadła do środka konstrukcji. Co dalej? potwora stała po drugiej stronie uśmiechając się szpetnie i oblizując posokę z pazurów. Szykowała się do ostatecznego ataku. Ola jęknęła z bólu. Nagle dotarło do niej, że to dzieje się naprawdę. Nie rąbnęła się w głowę gdzieś po drodze i nie zapadła w dziwny… potwornie nieprzyjemny sen. Wydobyła z torebki do połowy opróżniony kałamarz z ecoliną. Teraz żałowała tej godziny spędzonej, podczas spaceru do pracy, na rysowaniu. Chlusnęła resztką gęstej cieczy w kolorze sepii w twarz, przeciskającego się między szczebelkami potwora i zaczęła się czołgać na drugą stronę, konstrukcji… byle jak najdalej od tego bydlaka.
Przeciwniczka zawyła i zaczęła się miotać, lecz bynajmniej nie zamierzała puścić ofiary - nawet jeśli była teraz oślepiona.
- Masz dezodorant i zapalniczkę? - usłyszała ten sam męski głos.
Ola spróbowała kopnąć łapę potwora, by ten puścił jej nogę.
- M… mam zapałki! - Pospiesznie wydobyła z torby niewielki pojemnik z dezodorantem i zaczęła szukać pudełeczka z resztką zapałek, które znalazło się w torbie tylko dlatego, że miała ją z sobą ostatnio na cmentarzu.
- Szkoda, że nie hubkę i krzesiwo - usłyszała głos... chyba od strony drzew, po czym coś błysnęło nad nią, uderzyło w powierzchnię drabinek, wydając metaliczny dźwięk, a następnie upadło koło Mokki. Zapalniczka!
Tymczasem potworze udało się znaleźć otwór, przez który mogła się przecisnąć, by dostać się do środka konstrukcji.
- Zaaaaabiję... powoli... boleśnie... - warczała, jedną łapą wciąż trzymając się za oczy, a drugą machając przed sobą, by “namierzyć” dziewczynę.
Ola wpatrywała się w bestię ściskając w jednej dłoni dezodorant, a w drugiej zapalniczkę. Była tylko jedna rzecz, która przychodziła jej do głowy jeśli chodzi o zastosowanie takich dwóch przedmiotów, ale… nie była przyzwoita, ba była bardzo niegrzeczna. Widziała huliganów, którzy podpalali tak różne rzeczy. Rzeczy… Podniosła wzrok na bestię i zobaczyła rząd ostrych zębów, niebezpiecznie blisko swojego ciała.
- T..to tylko sen…. to nie może być prawda. - Wcisnęła przycisk dezodorantu wypuszczając z niego strumień w kierunku atakującej ją bestii, i podpaliła ją darowaną zapalniczką. Poczwara wydarła się przeraźliwie. Zdecydowanie była łatwopalna jak wiązka starych patyków od razu cała zajęła się ogniem. Tylko że to uczyniło ją jeszcze bardziej niebezpieczną, kiedy pędziła wprost na Mokkę. Ola wygramoliła się spod drabinek i spróbowała uskoczyć z drogi oszalałej bestii, licząc na to, że tusz wystarczająco ją oślepił. Ruszyła biegiem w kierunku jakiejś osłony, wybierając na cel kolejną ze znajdujących się na placu atrakcji. Na szczęście ogień działał szybko. Maszkara upadła na piasek i tam wierzgając, zamieniła się w krótkim czasie w kupkę popiołu.
 
Aiko jest offline