Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 13-08-2018, 09:39   #7
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 17455 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację


Śniła o ogniu. Lecz to nie wampirzyca na placu zabaw płonęła, lecz ona sama. Była przywiązana do stosu i była naga, a jej bliscy - Tomek, rodzice, przyjaciółki... i oczywiście babcia, patrzyli na nią z nienawiścią.
“Czarownica”
“Wiedźma”
“Nałożnica Złego”
Próbowała im wyjaśnić, że to pomyłka, nieprawda, że wciąż jest sobą. Lecz oni nie słuchali. Chcieli ją spalić żywcem, głusi na płacze i błagania. Czuła już języki ognia na ciele, jak robi jej się gorąco, gdy nagle otulił ją płaszcz utkany jakby z nocy. Stos zniknął. A tuż za swoimi plecami Ola poczuła dotyk chłodnego ciała. Ludzie zamarli z przerażenia, gdy spojrzeli w jasnobłękitne, zimne niczym lód oczy, które ukazały się nad ramieniem dziewczyny. Szponiasta dłoń władczo objęła jedną z jej piersi.
- Mojaaa... - usłyszała szept tuż przy uchu. Szept, od którego jej ciało zapłonęło ponownie.

PUK PUK PUK

Stukanie w drzwi wyrwało Olę z objęć Morfeusza na tyle, że scena ze snu zniknęła.

PUK PUK PUK


Pukanie powtórzyło się.
- Hej śpiochu, to ja, Karol - usłyszała za drzwiami znajomy głos - Robimy śniadanie. Zjesz z nami?
Ola czuła łzy zbierające się pod powiekami. Jej ciało drżało, więc podciągnęła kolana, do piersi i przycisnęła je mocno. Czemu? Czemu śniło się jej coś takiego? Nie była czarownicą. Zabiła jakąś nastolatkę ale… Świadomość tego, że została mordercą, sprawiła że skuliła się jeszcze bardziej. Może… może to przez to co czuła? Dotyk lodowatej dłoni wyrył na jej ciele ślad. Zupełnie jakby sen nadal trwał.
- Z… Zaraz przyjdę. - Starała się by jej głos brzmiał pewnie i spokojnie, choć nieznany jej dotąd gorąc niezbyt pozwalał na zachowanie na rozluźnienie.
- Spoko, dopiero będziemy robić grzanki. Masz kwadrans żeby były gorące. Aha, kuchnia schodami po lewej w dół i dwa razy w prawo. Zreszta poznasz po zapachach. - usłyszała jeszcze, po czym została sama ze swoimi myślami i delikatną łuną słońca, przebijającą się przez zasłony. Ta niesamowita noc skończyła się…
Ola odczekała chwilę i powoli podniosła się z łóżka. Szybko przypomniała sobie o sukience, w której najwyraźniej zasnęła. Teraz i tak kusy strój był podciągnięty i odsłaniał koronkowe majtki, które wczoraj pożyczyła. Szybko poprawiła go, czując że bielizna jest do tego przemoczona po wrażeniach jakie pozostawił na niej dziwny sen. Stała speszona przy łóżku obciągając sukienkę tak by zasłaniała jak najwięcej nóg, mimo iż wtedy widać było więcej jej niewielkich piersi.

Czemu musiał się jej przyśnić on? Czemu… Ścisnęła mocniej uda. Czemu zareagowała na jego dotyk w ten sposób? Powinna czuć obrzydzenie… strach… cokolwiek innego! Gwałtownymi ruchami zdjęła z siebie sukienkę i zrzuciła przemoczone majtki i zamknęła się w łazience by wziąć prysznic. Pozostawione tutaj ubranie, przypominało swym aromatem i stanem o wydarzeniach poprzedniej nocy. Patrząc na nie Ola nabrała pewności, że nie da rady go założyć. Najchętniej wywaliłaby je lub spaliła. Jednak najgorsze było to, że musiała przez to wybrać inną sukienkę z tych, które jej “zaoferowano” i w tym zejść na śniadanie.

Zdecydowała się na coś z cieńszego materiału, za to zasłaniające nieco więcej niż poprzednia kreacja i w kolejny nieprzyzwoitym ciuchu ruszyła na poszukiwanie śniadania.


Faktycznie trafiła łatwo dzięki zapachowi jajecznicy i grzanek. To zadziwiające jak za sprawą zapachu i słońca tajemniczy, prastary dwór stał się zwykłym domem. No, może zwykłym w teorii. W kuchni, pośrodku której stał ogromny stół krzątały się trzy osoby, z których Ola znała tylko Karola. Ogolony chłopak powitał ją znad patelni, szerokim uśmiechem.
- O, jesteś. Poznaj Gosię i Rafaela. - wskazał najpierw na stojącą przy zmywaku dziewczynę, potem na chłopaka, który siedział przy stole i wyjrzał zza gazety. Szlag, kolejny piękniś. Chłopak był w pewnym sensie podobny do Aresa, tyle że wyższy i bardziej umięśniony... aczkolwiek jego twarz była bardziej pospolita. No i brakowało mu uroku wampira.

Małgorzata tymczasem może nie była zbyt piękna ze swoim ostrym nosem, ale stanowiła typowy przykład fit-czterdziestki, o której umięśnionym, wyrzeźbionym ciele Mokka mogła tylko pomarzyć.
- Heja, nie wyglądasz na łowcę wampirów. - powiedziała Gosia, wycierając jakiś półmisek - Najwyżej na obiad... albo nawet nie, przekąskę.
Był to chyba jakiś hermetyczny żarcik, bo cała trójka wybuchnęła śmiechem.
Ola przyglądała się im z lekko rozchylonymi ustami starając się dojść do przyczyny tej nagłej radości. Lesław… poczuła jak na samo wspomnienie mężczyzny przeszły ją ciarki. Wspominał, że ludzie tutaj ich żywią. Czyżby o to chodziło? Zamyślona przyglądała się dziwnej grupce, cały czas stojąc w drzwiach.
- Miło… miło was poznać. - Odezwała się w końcu i spróbowała uśmiechnąć.
- Postaw szklanki na stole. Trzecia półka po lewej. Dla ciebie kawa czy herbata? - Małgorzata zaatakowała ją gromem informacji.
- Ej, przecież to Rafael miał rozstawić szkoło. - zaprotestował Karol, chcąc chyba okazać solidarność z Olą.
- Zestarzejemy się czekając na to. Rafael ją odwiezie do miasta.
- Co?! - poderwał się sam zainteresowany - Ale przecież to Karol miał...
- Karol zrobił większość śniadania, kiedy ty się obijałeś - Gosia spojrzała na przystojniaka z naganą. ten jakby skurczył się i dodał:
- A co jak będę miał zawroty?
-Od dawania dupy nie ma się zawrotów! - warknęła na niego fit 40-cha.
- Użarł mnie potem!
- Ej, ej, może... oszczędzicie Oli szczegółów - Karol starał się ratować sytuację.
- T...to nie problem. - Mokka podeszła do szafki i wydobyła z niej cztery szklanki. - Kawa byłaby super.
Z całych sił starała się nie zerkać w stronę Rafaela. Co znaczyło, że dawał d ..dupy? Słowo niechętnie wpłynęło nawet w jej myślach. Czy… czyżby chłopak był… ge… innej orientacji? OStrożnie ustawiła szklanki na stole, wpatrując się w nie w skupieniu. - Możemy wyjechać za jakiś czas. Mam do pracy na popołudnie.
Rafael spojrzał na nią z wyrzutem znad gazety.
- Dobra! Ale w takim razie chcę deser czekoladowy!
- Wczoraj miałeś.

Po kilku minutach ciągłych docinków, udało się dokończyć przygotowywanie śniadania, które w niedługim czasie dosłownie zniknęło. Mokka zauważyła, że przy tej trójce jadła jak ptaszek - wszyscy oni wciągali naprawdę solidne porcje.
W sumie wszyscy byli od niej więksi, raczej dobrze zbudowani. Pomału zjadała niewielkie kęsy jajecznicy regularnie zerkając na pozostałych.
- Wszyscy żywicie wampiry?
Na to pytanie Karol aż się zakrztusił. Małgorzata spojrzała na Olę taksująco.
- Jesteś nowa, więc powiem to spokojnie, bo może nie wiedziałaś. Nie gadamy o nich bez nich. W sensie możesz wymieniać imiona, mówić że ktoś dawał dupy - Rafael prychnął - ale nie mówimy kim są. Nigdy. A już szczególnie nie mówimy o nich, gdy opuszczamy dwór. I to nie dlatego, że jesteśmy im tacy oddani, wierni itp. Jeśli zagrozisz ich maskaradzie, zabiją cię. Bez wstępów, bez szans. Po prostu jesteś trup. Dlatego trzymaj buzię na kłódkę, lala, dla swojego dobra. Czaisz?
- I tak nikt by mi nie uwierzył. - Mokka wzruszyła ramionami i wróciła do posiłku. Ładny chłopak był chyba kolejną osobą, za którą nie będzie tu przepadała, a już na pewno nie będzie przepadała za określeniem “lala”. - Spytałam bo jesteśmy w dworku i chyba wszyscy tutaj wiedzą o co chodzi.
- Więc chyba łatwo się też domyśleć po co tu jesteśmy. Nawet blondi. - Rafael warknął, po czym wstał - O 12 spotykamy się na parkingu. Pasuje?
- Dobrze… dziękuję. - Ola całkowicie zignorowała jego oburzenie. Doskonale wiedział, że przybyła tu w nocy i nie musiała tego wiedzieć. Odłożyła sztućce na talerz i upiła łyk kawy odruchowo sprawdzając z czego została zaparzona. Podniebienie szybko rozpoznało czystą arabice, ale Ola powstrzymała uśmiech.
- Ja… wczoraj nie było za bardzo jak wypytać… ich. Więc nie wiem co mi wolno a czego nie. - Odezwała się cicho, spoglądając na Karola i Gosię.
- Ojej, biedna sierotka... - mruknął Rafael, nalewając sobie jeszcze kawy i kierując się do wyjścia z jadalni. Tymczasem Małgorzata zaczęła zbierać talerze.
- Jeśli nie pytałaś, to sama sobie jesteś teraz winna. Nie licz na naszą pomoc. W imię czego mielibyśmy ci jej udzielać? Teoretycznie jesteś konkurencją dla każdego z nas, dlatego owszem, pomożemy ci w takim zakresie, do jakiego zostaliśmy zobowiązani, ale sama musisz o siebie zadbać dziewczyno. Wpakowałaś się w niezłe gówno, jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś.
- Dajcie spokój, nie straszcie jej. Karol próbował załagodzić temat, ale nie bardzo miał coś do powiedzenia.
- Nie przejmuj się. - Ola uśmiechnęła się do Karola. - Po prostu nie rozumiem skąd to oburzenie. Ale… jestem przyzwyczajona. - Opuściła wzrok, powracając do sączenia kawy. Mina zirytowanej obrażonej o coś babci, która zagościła w jej głowie, popsuła jej nastrój bardziej niż bulwersacja Rafaela czy dogryzki Gosi. Nie czuła się konkurencją i na ten moment nie planowała nią być… tak samo jak łowcą wampirów.

Po średnio-udanym śniadaniu Aleksandra wróciła do przydzielonego sobie pokoju i tam po chwili wahania przebrała w swoje stare ciuchy. Akurat zdążyła obejrzeć wszystkie papiloty i ozdoby w komnacie, gdy zegar wybił godzinę 12 w południe.
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.

Ostatnio edytowane przez Mira : 22-08-2018 o 07:17.
Mira jest offline