Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-08-2018, 19:16   #2
PanDwarf
 
PanDwarf's Avatar
 
Reputacja: 5559 PanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputacjęPanDwarf ma wspaniałą reputację


Krasnolud był mocno zszokowany zachowaniem tej grupy straceńców, miał świadomość że człeczyny są ignorantami ale elf i krasnolud do tego chroniący plugastwa chaosu. To już mu się nie mieściło we łbie. Rasy które każdym swym tchnieniem dawaly odpór chaosowi od pokoleń nim człeczyna jakikolwiek postawił nogę na tej ziemi. Pokolenia żywotów poświęcone. Wracał z wieściami do Thana bo konsekwencje ich czynów będą dramatyczne. Nie miał szans ich dogonić ani sam stanąć przeciw całej twierdzy.
Przeprawa przez rzekę zajęła Kyanowi więcej czasu niż się spodziewał. Było już ciemno, woda mętna, zaś prąd silny. Wybór padł na to, żeby przenocować i następnego dnia spróbować sforsować rzekę. O świcie przedarł się na drugi brzeg i niedługo później na swej drodze napotkał oddział krasnoludzkich piechurów ciągnących ze sobą ciężki sprzęt – parową czołgopodobną machinę, służącą do forsowania rzek i tworzenia tymczasowych mostów, po których może przejechać pozostały ciężki sprzęt. Mieli ze sobą też dwa działa burzowe i jedno organowe, wszystkie trzy ciągnięte były przez woły. Krasnoludy pochodziły z twierdzy Khazad Hradan. Wśród tylu rodaków dość łatwo wypatrzyć można było kilku ludzi... Jakąś czarownicę, która przedstawiła się jako Katarina oraz norsmenkę o niebieskich oczach i blond włosach, sprawiającą wrażenie biegłej wojowniczki, a także kilka innych osób.

- Kyan Thravarsson? - naprzeciw Kyana wyszedł dowódca krasnoludzkiego oddziału, Mistrz Wojny Doran Gromowładny.- Dotarły do nas wieści, że grupa w towarzystwie której podróżowałeś, ma przy sobie plugawy artefakt. Głupcy nie wiedzą w jakie tarapaty zostali wciągnięci, o ile jeszcze żyją. Kultystka, którą dostarczyliście Fimburssonowi zaczęła wreszcie śpiewać i tym razem nie mamy wątpliwości, że mówiła prawdę. Artefakt trzeba zniszczyć, zaś kultystów zgładzić. Czas rozpalić w Scharmbeck stosy! Jesteś z nami, kuzynie? Poprowadzisz nas?

Kyan skinął głową formalnie, zapytany retorycznie o jego persone.
- Bądź pozdrowiony Doranie Gromowładny niechoj twoj topór lśni tok mocno jok twój honor, bo zaiste coraz rzadszom rzeczom owy jezd - skwitował kwaśno spoglądając w oczy Dorana.
- Niestety... juze wiedzom co niosom, ale poczne rzecz od poczomku, po krotce bo czas nas goni. Gdyśmy przez tyn nurt… - wskazał rwącą rzekę -...przeprawiali siem, zaskoczyli nos kultysci i demoniszcza z jakimś plugawym czarokletom. Dostali tęgiego łupnia i tedy tyn coły ich człek Karl z Scharmbeck, wygodoł siem ży posiada artefakt chaosu. Jakom ksiemge magiom przepelnionom i temu plugastwa te go ścigajom. Gdy zagrożenie odparliśmy, domagałem siem by oddał artefakt i by go zniszczyć. Jednakoż owy postanowil chronić go swym życiem i oremżem - zamilkł na chwilę Kyan po czym wyrwało mu się z gardzieli - Gnida… Gdy siem z nim starłem. jego towarzysz zarzucił sieć na mnie i uszli wszyscy nim żem siem wyswobodził, do siedliszcza o którym wspominosz. Słabowite człeczyny... tok podatne na podszepty chaosu. Co bardziej przykre khazad, ktoren był w tej kompanii Durak chciał paktowac i w kompromisy z nimi wchodzić, miast zniszczyć chwast chaosu i jak trza jego obrońcę. Co mnie smuci jesio bordzij - mocno zmarkotniał mówiąc to Kyan.

Spojrzał po szeregach khazadów, analizując ich liczbę i uzbrojenie pobieżnie. Krasnoludów było około pięćdziesięciu, zaś trzon ich sił składał się w dużej mierze z wojowników, podstawowej formacji tej rasy. Byli tam też ciężko zbrojni żelaźni rębacze, czyli elita wśród krasnoludzkich wojaków uzbrojona w pełne zbroje płytowe z gromrilu, ciężkie tarcze i runiczne topory oraz młoty, ale nie było ich więcej niż pół tuzina. W szeregach było całkiem sporo inżynierów, uzbrojonych w broń palną, ale głównym zadaniem było operowanie ciężkim sprzętem. Tak więc były to siły przygotowane do agresywnego szturmu, zdolne przełamać nawet najcięższe linie oporu przeciwnika dzięki działom i potężnym orężom oraz pancerzom.
- Trzo nom siem spieszyć, nim co tom parszywom ksiegom zdziałać siem im uda - stwierdził Kyan.
Mistrz Wojny Doran Gromowładny uważnie wysłuchał słów Kyana, następnie przeniósł spojrzenie w stronę piaszczystego brzegu rzeki Sonne, gdzie jego żołnierze wraz z inżynierami szykowali machinę parową do sforsowania przeszkody terenowej.
- Zaiste smutne wieści przynosisz, przyjacielu. Smutne dla nas wszystkich. Wobec Karla Lehmana wydany został wyrok egzekucji, która zostanie wykonana na miejscu. Krasnoludowi zaś każę ino wypisać list żelazny. Po wykonaniu swoich należności wobec Khazid Grentaz i thana Hareka Fimburssona, będzie mieć obowiązek stawienia się przed królem Alrikiem Ranulfssonem. Byłbym wdzięczny, gdybyś doprowadził go przed oblicze władcy Karak Hirn, kuzynie z Karaz Ankor.
Kyan pokiwał głową z wolna
- Zajmijmy siem tym potem Mistrzu Wojny, obaczym kto żyw wyjdzie z nadchodzomcej bitwy, a komu kres jezd pisany. Może los… bomdź działo organowe…- usmiechnął się paskudnie - ...zapłatę im samoistnie za chronienie chaosu przyniesie. Pojmiemy wszystkich pozostałych przy żywocie z tej hałastry i tedy zadecydujemy cóż z nimi poczynić - podrapał się po brodzie z zastanowieniem. - Cała ta eskorta Lehmana wyglomda jak zastraszone kundle podatne na manipulacje. Jednakoż głupota nie jezd ich żadnom tarczom, jeśli by nam siem nie udało zlikwidować tego zagrożenio, kto wie ile istnień przez tych imbecyli ucierpi - przez jego twarz przemknął grymas pogardy.- Co do Karla wyrok zapadł winc jego łeb zleci niczym głaz ze stoku. Przypieczemtował swój los.

- Harek Fimbursson zadecyduje o ich losie - odparł Mistrz Wojny. – To mądry krasnolud, będzie wiedział co z nimi zrobić. W Karak Hirn stosowane jest osobne prawo wobec cudzoziemców i wygnańców. Być może wam, mieszkańcom Karaz Ankor, może się to wydać kuriozalne, ale dzięki temu dziś to królestwo jest najprężniej rozwijającym się spośród wszystkich krasnoludzkich nacyj. Nie izolujemy się od świata, wręcz przeciwnie...
Następnie Doran nakazał swoim ludziom odpalenie maszyny parowej i utworzenie tymczasowego mostu. Potężna machina wjechała na sam środek rzeki, a przez jej wysoki grzbiet przeprowadzone zostały wzmocnione żelazem bale, po których mógł przejechać pozostały ciężki sprzęt.
- Według informacji dostarczonych nam niegdyś przez zwiadowców, zamek w Scharmbeck znajduje się na wzgórzu, do którego prowadzi tylko jedna droga. Nie uda się nam go otoczyć, ale to nawet i lepiej, bowiem kultyści też nie zdołają uciec przez rzekę, która okala fortyfikacje z drugiej strony. Działa burzowe powalą mury w mgnieniu oka, zaś organowe strącą obrońców na blankach. Wyrobimy trzy wyłomy, przez które wleją się nasze oddziały. Ty pokierujesz jednym oddziałem, który uderzy od północy, Astrid wedrze się od południa – wskazał wymownym ruchem głowy blondwłosą norsmenkę, która na tarczy wymalowane miała godło Karak Hirn i nosiła oficerskie sygnety. - Ja uderzę u boku żelaznych rębaczy przez bramy. Ty i Astrid dostaniecie też flary, sygnalizujące miejsce do uderzenia dla żyrobombera, który w ciągu godziny opuści Khazad Hradan. Uważajcie jeno, bo to potężna broń, która zniszczy wszystko w dużym obszarze rażenia.

Kyan spojrzal nieufnie na ludzi.
- Wincyj człeczyn… świetnie… - odrzekł ironicznie - ...jeśli jednok darzycie ich zaufaniem takoż podważać tego praw nie mam. - skwitował
Oparł dłoń na zatkniętym za pas młocie i obserwował jak powstaje tymczasowy most
– Brzmi to jok plan! Watpie by Sługusy Boga Nienawiści chowali siem po salach tego zamczyska. Gdy szał przepełni ich serca i zaleje nienawiść Malalici przestaną dbać o swe żywota bendom chcieli przelewać krasnoludzkom krew. Somdze iż wydadzom nam otwarta bitwe gdy siem przebijemy, winc może być cinżko z użytkiem flar. Ale czos pokaże.Użyje ich w ostateczności bomdz jeśli zamknom siem za wewnętrznym murem.
Przepłukał usta butelką spirytusu i podał go Doranowi
- Jok to powiada Władca Twierdzy Rogu “ Jesteśmy synami Grungniego, samotnie jesteśmy twardzi jak kamienie, zjednoczeni jesteśmy silni jak góra” zmiażdżmy skurwieli. - obtarł rękawem pysk.
- Aye! - Odparł Doran, po czym z uśmiechem na twarzy przyjął butelkę gorzałki. - -Zetrzemy ten marny zamek w pył. Wykurzymy tych kundli ze wszystkich ich nor, a później ogniem i toporem potraktujemy! Odczują na sobie gniew dawi!

Następnie obaj zaczęli spoglądać jak khazady zaczynają się przeprawiać przez rzekę.Doran spojrzał z ukosa na Kyana
– Twa kolczuga lepsze czasy już widziała… – skwitował krótko
Kyan spojrzał na siebie na poszarpaną kolczugę, porozrywana kurtę
– Aye, prawda to nie raz jednak uchroniła mnie przed znacznie gorszym losem… – odparł
– Zaradzimy cuś temu… - Doran skinął na swego przybocznego, któremu wyszeptał parę słów na ucho. Po czym krasnolud zniknął by po chwili powrócić ze zbroją kolczą i elementami skórzanej zbroi w dłoniach rzucił ją u stóp Kyana.
Doran uśmiechnął się
– Zrzuć te wysłużone łachmany, przyda ci się z tego co przeczuwam w nadchodzącej bitwie coś czemu możesz zawierzyć i zdaj memu przybocznemu kolczugę, się przetopi. Podaj no tego cienkuszu tymczasem co tam trzymasz w beczułce potrzymam ci ją. – uśmiechnął się łapczywie.
Thravarsson odtroczył beczułkę i podał ją dowódcy – Zachowaj Doranie, w ramach skromnej podzięki w tych warunkach odwdzięczyć się bardzij ni mom jok – odparł krasnolud

Kyan powoli zaczął ściągać z siebie opancerzenie, hełm, kolczugę, kurtę skórzaną, nogawice.
Co ukazało ile doświadczyło jego ciało przez lata jego żywota, spojrzał na niektóre blizny przypominając sobie skąd się wzięły. Były niczym mapa przez jego życie…

Permanentny stan zagrożenia, pościgu i kolejnych potyczek utwardził go od czasu, gdy patrolował podziemne labirynty tuneli pod Karak Azul w Zaciężnych Oddziałach pod dowództwem Talina Torrunssona. Przysadzista sylwetka znacznie się poszerzyła, plecy stały się grubsze i szersze, ramiona już nie tak użylone stały się masywne i nabite, nogi także poszerzyły swój obwód to wszystko powodowało, iż zaokrąglony brzuszek nie dominował już aż tak bardzo w całej sylwetce, a on sam zaczynał przypominać toczący się po chodnikach krasnoludzkich kopalń wóz z węglem. Do tego szerokie stopy i wielkie jak bochny chleba łapy uwydatniały zalety jego rasy, która była stworzona do ciężkiej roboty. Kopali tunele bez wytchnienia od świtu do zmierzchu, przy czym zmuszeni byli targać urobek często znacznie przekraczający ich własną wagę. Krasnolud jak brał się za robotę to zapierdalał jak dyliżans bez ustanku i wytchnienia aż plan nie został wykonany. Gruba skóra, jaką posiadali umożliwiała im życie w mroźnych Górach Krańca Świata, gdzie zima była sroga, a burze śnieżne czymś naturalnym. Nie raz przyszło łamać brodę na graniczących z szaleństwem mrozach. Musieli tacy być… by przetrwać, życie krasnoluda to nie hasanie po łąkach, sranie pod krzaczek i podcieranie się pachnącymi listkami jednak to żadne akurat nowum.

Droga wojownika i walka najczęściej z przeważającą siłą wroga szybko hartowała ducha i ciało, a czasem nawet i to nie było wystarczające by uchronić od przedwczesnych odwiedzin Gazula.
Wielu tęgich wojów, jako żywo machało teraz wesoło kuflami piwska w Salach Przodków opowiadając o swych dokonaniach. On sam nie raz nie dwa spoglądał w oczy śmierci, o czym świadczyło jego ciało pokryte plagą blizn. Prawy Bok zdobiła blizna po przygodzie z pułapką, zaostrzony pień przeszedł na wylot, pamiątkę pozostawiwszy po sobie do końca jego dni. Troszkę wyżej na tym samym boku w połowie żeber ciągnęła się gruba na dwa palce poszarpana blizna po otrzymanym ciosie toporem od Orczego Czempiona, pamiętał to bardzo dobrze z żeber po otrzymaniu tego ciosu mógł sobie układać domino. Jednak to było nic… Lewy bok od biodra do pachy był jedną wielką siecią pomarszczonej tkanki bliznowatej, to zacz pamiątką była po podstępnym i skrytym ataku Thaggoraków z klanu Eshin w tunelach przy górskiej rzece. Przedziwny niby szklany zatruty sztylet, który po wbiciu i przeciągnięciu nim, rozprysł się orając cały bok na mięsistą krwawą miazgę.Prawą stronę szczęki jego zdobiła gruba na palec blizna ciągnąca się od ust do ucha, z tej strony brak było trzech zębów tylko hełm płytowy wtedy uratował go przed o wiele gorszym losem. Jego broda po tej stronie nie miała być już nigdy pełna, co bolało go bardziej niż mrugający ochoczo Gazul zapraszający do wspólnej drogi…Ot! Taka była cena…
Kyan wciągnął na siebie nową kurtę skórzaną, przypiął nogawice, następnie założył pełną zbroje kolczą. Poruszał powoli ramionami pozwalając się jej ułożyć na jego ciele należycie. Przypiął pas z młotem i zarzucił tarczę i osadził hełm na głowie. Był gotów zanieść pożogę chaosytom.





Gdy wkroczyli do wioski Kyan szedł po prawicy Dorana ponuro spoglądając po zapadłej wiosce
– Nigdy nie zrozumiem jak cokolwiek co mo mózg dwie remce i dwie nogi wybiera taki los. Słabowite człeczyny.Wyglomdali jakby mieli siem poszczać od spojrzenia na własny cień.Czosem.. Należy żyć, kiedy żyć się godzi i umrzeć, gdy godzi się umrzeć. - wymamrotał

Zbliżyli się do warowni, gdy namiot dowódcy stanął na swym miejscu ,zebrali się w nim na naradę. Owa była krótka i treściwa nie wymagająca dyskusji.
Plan był prosty, Kyan obserwował jaką masakrę z warowni robią cuda inżynieryjne jego pobratymców i pękał z dumy. Widok walących się murów, okrzyków agonii, wybuchających bomb aż wywoływały dreszcze wzdłuż kręgosłupa khazada.

Odwrócił się i ruszył dobywając młota w prawicę i zsuwając tarczę na lewe ramię. Uderzył młotem w tarczę i spojrzał na swój oddział weteranów
- Synowie Grungniego! Pokażmy tym chaosyckim ścierwom ży ni topór czyni krasnoluda! Niech skosztują i poczują furii Grimnira, która drzemie w waszych ramionach ! Zróbmy ze sługusami chaosu to co czynimy najlepiej!! Zdepczmy i zmiażdżmy! - ryknął

Następnie zaintonował Pieśń Wojenna khazadów i ruszył wraz z oddziałem na swoje pozycje

- Do boju bracia moi, w szeregu stańmy razem.
Topór chwyćmy mocniej, wrogowi śmierć nieśmy szybką.
Patrzmy z czym walczyć nam przyszło.
Spójrzmy śmierci prosto w oczy.
Nie bójcie się bracia!
Śmierć dziś żniwo swe zbierze!

Hej, Hej, topory wznieśmy do góry.
Hej, hej, wspomnijmy nasze rodzinne góry.
Hej, hej, wrogowi śmierć zadajmy.
Hej, hej, poległych braci pomścijmy.

Ten kto na drodze naszej staje.
Ten kto śmie nas przeklnąć i obrazić.
Temu topór ciśmnijmy w mordę.
Niech ścierwo jego glebę splami.
Nie bójcie się bracia!
Śmierć dziś żniwo swe zbierze!

Hej, hej, topory wznieśmy do góry.
Hej, hej, wspomnijmy nasze rodzinne góry.
Hej, hej, wrogowi śmierć zadajmy.
Hej, hej, poległych braci pomścijmy.

Gdy z wojny wrócimy do domu.
Żony nasze w progu zwycięzców witać będą.
Poległych na tarczach wniesiemy.
W dalszą drogę w chwale i radości wyprawimy.
Nie bójcie się bracia!
Śmierć dziś żniwo swe zebrała!

Hej, hej, topory wznieśmy do góry.
Hej, hej, wspomnijmy nasze rodzinne góry.
Hej, hej, wrogowi śmierć zadajmy.
Hej, hej, poległych braci pomścijmy.



 
__________________
# Kyan Thravarsson - #Saga Kapłanów Żelaza by Vix -> #W objęciach mrozu by Kenshi -> #Nie wszystko złoto, co się świeci by Warlock
# Thravar Griddsson R.I.P. - #Żądza Zemsty by Warlock
PanDwarf jest offline