Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-08-2018, 09:47   #5
waydack
 
waydack's Avatar
 
Mówili, nie ma nic lepszego od spacerów, nie ma to jak odpocząć na łonie natury i cieszyć ostatnimi promieniami październikowego słońca. Prawda jednak była taka, że Samuel od jakiegoś czasu nienawidził słońca i najchętniej spędziłby cały dzień w pokoju z zasłoniętymi żaluzjami, grając na konsoli albo oglądając seriale. Tego dnia nie mógł sobie znaleźć miejsca, grę wyłączył po dziesięciu minutach, Netlixa jeszcze szybciej. Do popołudniowego nabożeństwa zostało jeszcze parę godzin. Dziś odprawiał mszę w intencji matki radnego dlatego postanowił, odpuścić sobie drinka. Nie tyle z szacunku dla zmarłej, co z faktu, że na mszę może przyjść parę ważnych osób i lepiej nie zionąć w ich stronę tanią whisky. Chodząc bez celu po pokoju w końcu nie wytrzymał, ściągnął z wieszaka kurtkę, zasznurował buty i wyszedł z plebanii.

Maszerując parkowymi alejkami próbował zająć czymś myśli. Zastanawiał się więc jakie poboczne zadania wykona, gdy zdobędzie osiemnasty poziom w „The Witcher 3: Wild Hunt”, jaki serial obejrzy gdy dokończy drugi sezon „Casa del Papel”. Ale to nie pomagało bo do jego świadomości wciąż przebijała się ta cholerna różdżka, którą znalazł wczoraj na strychu.


Różdżka którą zrobił dla Hannah i która miała być jednym z rekwizytów jej kostiumu wróżki podczas tegorocznego Halloween. Patrząc na różdżkę znów doznał tego okropnego uczucia przerażającej pustki przewracającej wnętrzności na drugą stronę. Dlatego tak rozpaczliwie próbował o niej zapomnieć.

Zmęczony, przysiadł w końcu na ławce. Kiedy znów mimochodem pomyślał o różdżce, zobaczył twarz ślicznej, rezolutnej sześciolatki o długim blond włosach a potem tą samą bladą wychudzoną twarz i głowę pozbawioną włosów. Zaschło mu w gardle. Nie był w stanie dłużej przed tym uciekać. Człowiek może dokonywać niezwykłych czynów, ale własnej głowy nigdy nie uda mu się pokonać. Przynajmniej, dopóki jest trzeźwy.
Nie zauważył kiedy do ławki podszedł czarnoskóry mężczyzna. Dopiero gdy się odezwał, duchowny zwrócił na niego uwagę.
- Piękny dziś dzień, prawda? Będzie miał ojciec coś przeciwko, jeśli się przysiądę? Wydaje mi się że coś księdza trapi. - powiedział spokojnym głosem i nie czekając na odpowiedź, usiadł obok Samuela.
- To prawda, mamy wyjątkowo piękną jesień – odpowiedział nieco speszony ksiądz.

Jak mi nie chcesz sprzedać trawki, lepiej stąd spadaj człowieku

Nie czuł się na siłach rozmawiać, tym bardziej o swoim samopoczuciu.
- Skąd pomysł, że coś mnie trapi? – zapytał uśmiechając się przyjaźnie.
- To widać. - odparł poważnym tonem mężczyzna. - Po latach praktyki człowiek potrafi rozpoznać kogoś kto potrzebuje zwyczajnej rozmowy. Przepraszam, nie przedstawiłem się. Na imię mi Mike McCoughan. Prowadzę swój prywatny gabinet psychologiczny w centrum miasteczka. - powiedział już nie do końca obcy mężczyzna, wyciągając do Samuela rękę w geście powitania.
- Samuel Stone – przedstawił się ksiądz ściskając dłoń – Jeśli szuka pan nowych klientów doktorze, wybrał pan niestety zły adres.
Sam miał nadzieję, że nie zabrzmiało to zbyt opryskliwie. Facet był sympatyczny, ale jego troska o los przypadkowo spotkanego w parku człowieka, była co najmniej podejrzana.
Czarnoskóry mężczyzna zaśmiał się pod nosem.
- Ksiądz niezwykle mi schlebia nazywając mnie doktorem. I rzeczywiście, coś w tym jest. Muszę jednak przyznać że istnieje znacząca różnica, pomiędzy psychologiem a psychiatrą. - odpowiedział uśmiechając się i uniósł do góry palec w geście zaprzeczenia. - A rozmowa z psychologiem przydaje się każdemu. Czasami nawet przydaje się rozmowa z księdzem. To jak Samuel? Możesz to potraktować jako zaproszenie na piwo lub dwa do baru niedaleko stąd.
Oczy Samuela nabrały życia gdy usłyszał słowo „bar”. Po chwili zdał sobie jednak sprawę z absurdalności całej sytuacji. Obcy facet zaczepia go w parku, wypytuje o intymne sprawy i zaprasza na piwo. Coraz mniej mu się podobała ta rozmowa.
- Obawiam się, że księdzu nie przystoi bywać w takich miejscach. Ale dziękuję za zaproszenie - odpowiedział.
Mężczyzna podający się za psychologa wręcz teatralnie posmutniał na twarzy na słowa Samuela.
- Ale jak to? Powinieneś korzystać póki jeszcze możesz ojczulku. - powiedział lekko zmienionym głosem, który mógł nieco zaniepokoić duchownego.
Sam wstał szybko z ławki patrząc z niepokojem na McCoughana.
- Przepraszam, ale muszę już wracać
Odruchowo rozejrzał się dookoła, sprawdzając czy w parku są jacyś inni ludzie. Niestety, w parku nie było nikogo, jak gdyby wszyscy tego dnia zmówili się i mimo pięknego poranka nagle zniknęli z okolicy. Na karku Sama pojawił się zimny pot. Kapłan odwrócił się na pięcie i ruszył alejką, co chwilę rozglądając się nerwowo za siebie.
Stojący w znacznej już odległości od księdza mężczyzna zawołał:
- Dokąd wracać? Przecież mała dziwka Hannah już nie żyje! Bawi się tutaj razem z nami wyśmienicie! Ty też możesz! - wykrzyknął i zaczął śmiać się ze wszystkich sił.
Samuel przystanął, znieruchomiał, odwrócił się. Czy on właśnie powiedział…
Popatrzył na mężczyznę zszokowany. Nie mógł się przesłyszeć, ten czarnuch nazwał jego małą Hannah dziwką. Strach momentalnie zamienił się w furię, dłonie złożyły się w pięści a zęby zazgrzytały o siebie.
- Coś ty kurwa powiedział!? Kim ty jesteś, czego chcesz?
- Przyszedłem żeby wymierzyć sprawiedliwość ojczulku. Nasi bliscy cierpią za nasze grzechy. Hannah również. Cierpi za to że piłeś, zabawiałeś się z dziwkami i za inne rzeczy o których wolałbyś zapomnieć. To ona mnie przysłała żebym zabrał cię do niej! Nie chcesz? Przecież bardzo za nią tęsknisz? Co tydzień ryczysz jak pizda z jej powodu! - po ostatnim wypowiedzianym zdaniu mężczyzna znów ryknął śmiechem, ani trochę nie martwiąc się o to czy ktoś to usłyszy i pojawi się nagle, by sprawdzić co się dzieje.
Samuel był już pewien, że ma do czynienia z wariatem. Nie potrafił jednak znaleźć racjonalnego wytłumaczenia, skąd ten człowiek tyle o nim wie. Nawet jeśli by go śledził, nie mógł przecież zdobyć aż tylu informacji. Słysząc jego szyderczy śmiech, Sam zrobił krok do przodu.
- Zamknij się! – krzyknął – Daj mi spokój, albo dzwonię po gliny!
- Spokojnie, po tym jak z tobą skończę nie będziesz miał sił nawet sięgnąć po telefon. - I w tym momencie stało się coś, czego Samuel nie był w stanie wyjaśnić żadnymi definicjami logiki jakie znał. Dosłownie z sekundy na sekundę twarz czarnoskórego mężczyzny zmieniła się w twarz małej, uroczej, ale ciężko chorej dziewczynki. Tak, to była jego siostrzenica Hannah, przypominająca teraz groteskową karykaturę. Mimo że nadal miała ciało dorosłego mężczyzny, jej twarz pozostawała dziecinna, blada i wyraźnie osłabiona. Uniosła wzrok i spojrzała na swojego wujka.
- To wszystko przez ciebie! - odezwała się głosem małej dziewczynki, tej samej którą pamiętał Samuel. - Przez ciebie umarłam i chcę żebyś ty też to zrobił! - w tej samej chwili groteskowa kreatura zaczęła biec w stronę księdza.
Duchowny widząc jak twarz mężczyzny zmienia się wytrzeszczył oczy. A potem nogi się pod nim ugięły.
- Hannah? - głos ugrzązł mu w gardle. Przez jedną chwilę, która trwała nie krócej jak uderzenie serca miał ochotę podbiec i ją przytulić. Gdy się ocknął z szoku zauważył, że monstrum szarżuje na niego. Wrzasnął przerażony a potem odwrócił się i zaczął biec najszybciej jak potrafił. Musiał wydostać się z parku i dotrzeć do najbliższej ulicy. Jako młody, silny mężczyzna parł ile sił, wyraźnie będąc szybszym od goniącego go potwora. Po kilku sekundach biegu natrafił jednak na wystający kamień, który skutecznie powalił go na ziemię. Ksiądz musiał zbierać się i ruszać dalej i to szybko, gdyż goniące go “coś” było coraz bliżej. Twarz Hannah zmieniła się teraz nie do poznania. Z jej małych ust wystawały próchniejące kły. Gdy potwór otworzył paszczę by coś wykrzyknąć, chlusnął z niej strumień krwi, który zbryzgał fragment ścieżki, którą uciekał kapłan.
Jeszcze rok temu duchowny zapewne wyjąłby z kieszeni krzyżyk i w imię Jezusa Chrystusa kazał demonowi wracać z powrotem do piekła. Problem w tym, że Samuel przestał wierzyć w Jezusa i przestał wierzyć w piekło. Nie miał jednak czasu na teologiczne rozważania, to co się działo na jego oczach było tak niepojęte i tak przerażające, że w głowie miał tylko zwierzęcy strach. Kierował nim teraz pierwotny instynkt przetrwania. Zamiast krzyża z kieszeni wydobył klucze od parafii, zacisnął je w pięści a potem podniósł z ziemi. Szlochając wrzasnął w stronę monstrum.
- Co ja co zrobiłem?! Zostaw mnie w spokoju!
Monstrum zatrzymało się jakieś pięć metrów przed księdzem patrząc wprost na niego. Przez jakieś trzy sekundy trwała kompletna cisza. Słychać było tylko szelest liści wywołany nagłym podmuchem wiatru.
- To przez takich jak ty nie jadłem długo...zbyt długo. Jednak...mam pewien pomysł. - powiedział stwór wyszczerzając kły, których pełno było teraz w ustach małej dziewczynki. - Puszczę cię...i dam ci spokój na jakiś czas jeśli oddasz mi swoje palce. Daj mi 4 palce a pozwolę ci żyć....jeszcze. To będzie nasza mała umowa. Co ty na to? - zasyczał na końcu potwór a z jego paszczy zaczęła kapać ślina zmieszana z krwią.
- Spierdalaj! – usłyszał w odpowiedzi.
Sam otrząsnął się na chwilę z szoku. Znów narastała w nim złość i agresja. Nie mógł znieść tego jak stwór profanuje pamięć Hannah, jak robi z niej potworną karykaturę. Pamięć o ukochanej siostrzenicy dodała mu chwilowej odwagi. Wyprostował się, zaciskając coraz mocniej pieść na kluczach.
- Chcesz mi zabrać palce, no to chodź skurwielu.
- Już idę wujku. - powiedział potwór głosem dorosłego mężczyzny i zaczął powoli zbliżać się do księdza, by po chwili rzucić się na niego z rozdziawioną paszczą, ochlapując jego ubranie śliną i krwią niewiadomego pochodzenia.
Samuel zaczął drzeć się w niebogłosy i młócić pięściami z całych sił.
Niestety, wymachując pięściami na oślep nie zdołał zadać żadnego ciosu potworowi. Ten zaś wręcz przeciwnie. Wbił się swoimi kłami w ramię księdza, powodując u niego ostry ból. Mężczyzna poczuł jak ze świeżej rany wypływa krew i zalewa mu koszulę. Stwór zaś odsunął się nieco i w tym momencie jego dłonie zaczęły wieńczyć długie pazury. Z pewnością nie zwiastowało to dobrego zakończenia dzisiejszego dnia dla zaatakowanego mężczyzny.
Sam klęczał na ziemi trzymając się za zakrwawione ramie. Widząc wysuwające się szpony znów zaszlochał. Po chwili wypuścił z ręki klucze i wyciągnął przed siebie dłoń, zginając jeden kciuk a cztery pozostałe palce trzymając wyprostowane.
Karykatura Hannah wykrzywiła usta w potwornym uśmiechu.
- Taaak...byłam taka głodna wujku! Zawsze potrafiłeś mnie rozweselić! - zapiszczał potwór głosem małej dziewczynki zbliżając się nieco. -Ale za to jak brzydko się do mnie odezwałeś należy Ci się kara. Wezmę całą dłoń.
I w tym momencie Samuel poczuł ból, jakiego nie doznał nigdy w życiu. Rwący i piekący, jak gdyby jego ręka nagle eksplodowała. Przeszedł po nim całym zimny dreszcz i coś co najłatwiej określić jako jakiegoś rodzaju prąd. Będąc nadal w szoku spojrzał na kikut jaki pozostał mu po dłoni, z którego krew obficie tryskała na parkową dróżkę. Stojące nad nim monstrum zaś trzymało w kłach niedawny element jego ciała wgryzając się w niego mocno.
- Dzięki za śniadanko frajerzyku…- wycedził przez zęby stwór i chwilę później zniknął w krzakach, zostawiając krwawiącego księdza na pastwę losu. Samuel osunął się na ziemię i zemdlał.
 
waydack jest offline