Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 28-08-2018, 19:08   #4
waydack
 
waydack's Avatar
 
Stygs nie miał w zwyczaju brać długich zleceń. A już na pewno nie tak nudnych jak eksortowanie kupieckiej łodzi. Na rzekach rzadko grasowały groźne bandy, o wiele łatwiej było spotkać rzezimieszków w górach lub na leśnych traktach. Ale skoro i tak lada dzień miał ruszyć na wschód, równie dobrze mógł do Nenlast dotrzeć na łodzi. Gdy wkroczył do biura niziołka, nie musiał nawet za wiele mówić. Sam wygląd wystarczał by podsunąć mu do ręki umowę. Był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o oczach szarych jak popiół. Twarz okalały drobne szramy a nos przecinała głęboka blizna. Gęstej jasnej brody, nie powstydziłby się nawet krasnolud. Zgodnie z plemiennym zwyczajem boki głowy nosił wygolone, zostawiajac za na czubku bujną czuprynę. Największe wrażenie jednak musiał robić wielki dwuręczny topór zawieszony za plecami. Potężna, szeroka głownia, co dzień z namaszczeniem szlifowana i czyszczona, nawet w zamkniętym pomieszczeniu zdawała się mienić żywym blaskiem. Na pasie z boku zawiesił mniejszy toporek do rzucania, a po drugiej stronie nosił zwiniętą sieć.

Uczesanie, broń i ubiór od razu zdradzały z kim ma do czynienia przyszły chlebodawca. Synów Burzy kupcom nie trzeba było przedstawiać, każdy kto prowadził interesy w Dolinie, choć raz skorzystał z ich usług. I rzadko, kiedy tego żałował. Nie byli to zwykli najemnicy, bo najemnik z natury jest przekupny i łatwo zmienia strony. Synowie Burzy po prostu kochali walkę a starość lub śmiertelna choroba była najgorszą hańbą jaka mogła spotkać mężczyzn z ich plemienia.

Wyruszyli drogę w piątkę. Barbarzyńca nie wiedział, czego się spodziewać po swoich towarzyszach, nie sądził jednak by niziołek najął do pracy letniaków. Draugdin Draydax, wyglądał na solidnego wojownika, o smokowcach też słyszał wiele dobrego, choć do gadziej gęby Trita trudno się było z początku przyzwyczaić. Największe wrażenie zrobił na nim czarny wilk, towarzyszący elfowi. Piękne, silne zwierze, wręcz stworzone do walki. Kiedy Stygs zapytał Efferila o cenę, ten zbył go uśmiechem.
- A ty byś sprzedał swojego przyjaciela? – usłyszał w odpowiedzi. O wilka towarzyszącego Tritowi już nie pytał, bo pewnie też spotkał by się z odmową.

Podróż mijała im spokojnie. Do czasu gdy Stygs ostrząc przy ognisku twój topór poczuł na twarzy lodowatą wilgoć. Spojrzał w niebo i ujrzał gęsto opadające płaty śniegu. Już od wczoraj dokuczał im przejmujący chłód, ale biały puch w miesiącu Spalonej Trawy? Barbarzyńca całe życie spędził w Dolinie Nentir i nie pamiętał podobnych cudów. W niedługim czasie wzgórza, łąki i lasy pokryły zaspy a im dłużej szli, wydawało się, że zima rośnie w siłę. Nawet przez gruby kożuch i buty z jeleniej skóry mróz szczypał w kości i odbierał chęć do dalszej wędrówki.
- Elf ma rację. To muszą być jakieś czary – skwitował krótko Stygs i splunął w śnieg klnąc paskudnie w plemiennym narzeczu.

Spodziewał się, że może być źle, ale nie aż tak źle. Gdy dotarli w końcu do Felcrest ich oczom ukazały się otwarte wrota, których nikt nie pilnował. A miasto? Miasto opustoszało. Zastali skute lodem i zasypane śniegiem chaty. Większość drzwi znikało pod ciężkimi zaspami, tylko gdzienie z kominów unosił się dym. To trochę uspokoiło barbarzyńcę, ale nie na tyle by co jakiś czas nerwowo zaglądać za plecy. W końcu nad rzeką zauważyli ludzi. Stygs odruchowo sięgnął po swój dwuręczny topór i oparł swobodnie na ramieniu. To zazwyczaj wystarczało, by odebrać śmiałkom ochotę do walki.
Milcząc ruszył za elfem i jego wilkiem w stronę rzeki.
 

Ostatnio edytowane przez waydack : 28-08-2018 o 19:16.
waydack jest offline