Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-08-2018, 11:10   #5
sunellica
tajniacki blep
 
sunellica's Avatar
 

Liszka była szalenie zadowolona z poprzedniej wyprawy. Wprawdzie nie zarobiła przy tym ani grosza, a być może nawet straciła, ale jej nowy przyjaciel druid z lasu Harken przestał w końcu się uskarżać, że nie ma czasu bo umiera i dziewczyna ma dać mu spokój. Teraz żegnając się życzł jej wspaniałej przygody.
Niziołka więc bardzo szybko rozejrzała się za nowym miejscem do zwiedzenia i nowym zadaniem do wypełnienia. Nie znalazła oczywiście żadnego listu gończego za smokiem, a księżniczki z pobliskich ziem nie ginęły jedna po drugiej, porywane przez magiczne istoty.

„Może to dlatego, że w tej dolinie ciężko było o księżniczki? A smoki to takie duże jaszczurki i nie lubią jak jest im zimno?” myślała sobie dziewczyna, podróżując dziarsko z nowymi towarzyszami, gdy zapisała się do ochrony kupieckiego spływu. Los trochę się do niej uśmiechnął, bo jednym z jej kompanów był smoczy potomek. Wprawdzie daleko miał do prawdziwego smoka, ale jego gadzi pysk, zamiast twarzy, rekompensował całą resztę. Leane musiała się jedynie pilnować, by za dnia nie wgapiać się w niego jak sroka w gnat, bo nie wiadomo czy nie oberwałaby za ciekawskość po głowie. Trit więc dokładnie badany był podczas swojego snu, i nawet jego wilk nie był w stanie odwieść łotrzyczki od tego pomysłu. Kobietka pochylała się nad śpiącym, a może nie?, mężczyzną i z iskierkami fascynacji w ogromnych oczach, podziwiała jego łuski i nietypowy wygląd, za każdym razem wydając ciche i zaskoczone „ooo” gdy kłąbek dymu ulatywał z jego nozdrzy.

Reszta mężczyzn nie była tak ciekawa, ot zwykli ludzie i elfy, jakich widziała w każdym zakątku świata. Widać jednak było, że uważanie słuchała ich opowieści i bardzo chętnie dzieliła się swoimi przeżyciami, ale tylko wtedy gdy była najedzona do syta i wyspana.
Jedynie wielgaśne wilki, które swą posturą przewyższały niziutką Tealeaf, przyprawiały ją o szybsze bicie serca i nasuwały myśli, czy by nie kupić sobie jednego dla siebie, by na nim jeździć. Mogłaby pozwolić odpocząć swoim stopom, które trochę bolały, zwłaszcza, gdy musiała biec, objuczona gorzej niż karawani wielbłąd, za długonogimi podróżnikami.

Lato trwało pełną parą, a słońce radośnie grzało w twarz i wielgaśne uszy Liszki, opalając ją jeszcze mocniej i uwydatniając w ten sposób, dwa białe tatuaże na policzkach - pamiątki z szalonej wyprawy z której niewiele pamiętała prócz potwornego bólu głowy. Niziołka z początku starała się kryć pod czarnym płaszczem z kapturem, obszytym niebieską lamówką, ale szybko spłynęła potem, więc zapakowała go do wielkiego, prawie jak ona sama, plecaka.
Przez kolejne dni wędrowała w dopasowanym stroju podróżnika w niespotykanych odcieniach orzechowego beżu, na który nałożony miała pięknie zrobioną zbroję skórzaną, barwny nocnego nieba, o błyszczących srebrem ćwiekach, wyglądających na tle granatowej skóry, jak gorejące gwiazdy.
W połowie drogi, pogoda jednak się „skichała” i dziewczyna była zmuszona, wyciągnąć sweter, kamizelkę, płaszcz z kożuchem, czapkę, szalik, rękawiczki, dwie pary wełnianych skarpet, nie wspominając o rakietach na buty.
Teraz nie było mowy o bieganiu za resztą. Okrągła jak mały bałwanek Leane, dreptała powoli w zaspach białego śniegu. Mężczyźni gdy stracili ją z oczu w jakiejś zaspie, potrafili ją zlokalizować tylko i wyłącznie za pomocą czubka czarnego, kaptura, który szpiczastym końcem piął się w górę, niczym grot włóczni, a wypchany był futrem czapki uszatki, którą nosiła na głowie.

Gdy cała siódemka, licząc oczywiście czworonogi, dotarła do miasta, Tealeaf rozglądała się spod futer wokoło, wyglądając na nieco zagubioną. Może słabo widziała?
Na pewno była przygłucha i połowy z tego co mówiła reszta nie słyszała, lub nie chciała słyszeć.
Śnieg w środku lata… to dopiero anomalia! I jaka przygoda! Nikt i nic nie uwierzy jej, gdy będzie o tym opowiadać!
Tymczasem grupa ruszyła w kierunku ognisk i koksowników. Niziołka dreptała za resztą, milcząc jak zaklęta, co oznaczało, że jest głodna i zmęczona.
Z licznych opowieści i podań, orientowała się, że gdzieś tutaj… stała kiedyś karczma z pysznymi pampuchami, kobietka, była ciekawa, czy nadal prosperowała.
 
__________________
"Sacre bleu, what is this?
How on earth, could I miss
Such a sweet, little succulent crab"
sunellica jest offline