Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 30-08-2018, 10:42   #10
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 32877 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Kiedy Mokka przebrała się i ogarnęła, zobaczyła przez wielką witrynę kawiarnii, że na zewnątrz czeka na nią już Rafael. Dziewczyny, które niedawno siedziały przy stoliku i zachwycały się Tomkiem, teraz krążyły wokół niego i nawet nie starając się zachowywać dyskretnie, robiły przystojniakowi zdjęcia. Ten nawet na nie nie spojrzał zza ciemnych okularów, wpatrzony w swój telefon komórkowy.
- No to jest kolega kuzyna. - Ola nawet nie musiała udawać by z jej ust wyrwało się ciężkie westchnienie. Szykowała się kolejna przejażdżka w opryskliwym towarzystwie. - Do zobaczenia za dwa dni. - Wrzuciła na ramię plecak, w którym miała rzeczy na zmianę i ruszyła w kierunku swojego szofera.
Rafael skinął jej głową na powitanie, po czym nie oglądając się czy za nim idzie, ruszył alejką w kierunku mostu. Nie odzywał się. Tymczasem stojące niedaleko nastolatki mordowały wzrokiem Olę - oto drugi przystojniak się koło niej kręcił. A ona nawet nie miała tipsów!
Mokka podbiegła do mężczyzny prawie się z nim zrównując.
- Ciebie też miło widzieć. - Poprawiła plecak na ramieniu rozglądając się po parku. Nie spodziewała się tego, ale jednak po ostatniej przygodzie to miejsce napawało ją niepokojem.
Chłopak nie zareagował. Zatrzymał się dopiero przy swoim luksusowym aucie. Tam otworzył drzwi Aleksandrze, rozglądając się przy tym nieco nerwowo. Ola wsiadła szybko do samochodu, biorąc plecak na kolana i ściskając go nerwowo. Cała ta atmosfera była dziwna… nieprzyjemna.
Trwała jeszcze trochę, nim wyjechał z Opola. Wtedy Rafael przerwał milczenie.
- Masz pomysł, co chciałabyś dziś wieczorem robić?
- Chciałam się spotkać z Lesławem… wypytać o wszystko. - Ola mówiła cicho. To dziwne spotkanie z Tomkiem, ta cała atmosfera podczas spaceru… Niepokoiły ją i stawiały zbliżające się spotkanie w niekorzystnym świetle. Zacisnęła pięści na plecaku. Nie dość, że kłamała swojemu chłopakowi… spłoszyła go. To jeszcze jechała w miejsce, w którym nie do końca chciała być. - Nie chce wam wszystkim przeszkadzać więc pewnie później sobie porysuję.
- Słuchaj... - Rafael westchnął - Chyba źle zaczęliśmy. To przez... No, przez to, że czujemy się zagrożeni, że... oni nas teraz nie będą już potrzebować. Ale po prawdzie, to sprawa każdego z nas. Trzeba się starać i... mieć nadzieję, że nie wywalą nas na bruk. - uśmiechnął się półgębkiem - Załatwię ci spotkanie z Lesławem. Kolacja powinna już na ciebie czekać. I chyba jakieś prezenty na powitanie. Ale nie wiesz tego ode mnie. No i generalnie miej świadomość, że gdy tylko wychodzisz poza pokój, pewnie będziesz śledzona i podsłuchiwana, bo jesteś dla nich nowością. Mają jednak zakaz nagabywać cię w twojej komnacie. Lesław order.
- Czemu mieliby was przestać potrzebować? - To lekko zbiło z tropu Olę. Chyba… chyba wszystkie te wampiry nie planowały nagle posilać się z niej? Poczuła nieprzyjemny dreszcz. Ona na pewno nie planowała się ot tak dać. No i… jakie prezenty? - Dziękuję, że mnie uprzedziłeś.
Rafael roześmiał się, choć wydawał się spięty.
- Oj tak sobie gadam. Zwykłe prezenty. Kosztowne, ale spokojne, nic ponad ludzką miarę. Po prostu je przyjmij i nie zastanawiaj się ile kosztowały. Pieniądze to dla nich nie problem. Im chodzi o to, żeby ci się podobało. Choć... miewają dziwne pomysły…
Ola przez kilka chwil obserwowała mężczyznę z odrobinę niepewną miną. Czemu cokolwiek miałoby się jej podobać? Będzie tu te kilka dni… Choć już nie wie jaką wymówkę znajdzie na pojutrze. Najlepiej byłoby ogarnąć kilkudniowy wyjazd. Tylko… gdzie ona się wtedy podzieje? W końcu westchnęła odwracając wzrok od kierowcy.
- Dobrze choć… nadal nie rozumiem czemu mieliby poświęcać mi tyle uwagi.
Rafael prychnął i przeczesał palcami jednej ręki swoje włosy. Zerknął na Mokkę, po czym wrócił do obserwowania coraz bardziej wyboistej drogi.
- Wiesz, że ta postawa szarej myszki bardziej wkurza niż sprawia, że jesteś niewidoczna? Pytanie brzmi dlaczego nie mieliby ci poświęcać uwagi?
- Nie czuję się szarą myszką. - W głosie Mokki pojawiła się lekka irytacja. To że miała świadomość swojego wyglądu nie oznaczało, że jakoś jej przeszkadzała. Miała przystojnego chłopaka, któremu się podobała, którego… podniecała. To, że widziała różnicę sobą a tą zamkową bandą nie oznaczało, że była szarą myszką, a przynajmniej nie czuła się nią gdy nie musiała takiej udawać przed babcią. Gdyby tylko mogła po prostu żyć po swojemu. Założyć ciuchy ukryte w szafie, nie omijać domów przyjaciółek babci gdy wraca z randki. By… by było trochę jak w Krakowie. Ludzie którzy ją akceptują, świat który nie musi być pod dyktando babci. Gdyby tylko miała pieniądze już by jej tu nie było. Czując, że milczy zbyt długo powróciła do przerwanej wypowiedzi.
- Wiem jakie mam atuty ale prawda jest taka, że jesteście band… grupą przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet. Świadomie nie mówię tu tylko o nich. Wierzę, że gdyby chcieli mogliby sobie sprowadzić do tego zamku każdego i zapewne zapewniłby im więcej atrakcji niż moja osoba. Do tego władowałam się w tarapaty, zab… - Słowo utknęło jej w gardle. Nadal miała problem z przyznaniem się do tego co zrobiła. - Spaliłam ją. W moim świecie pomijając fakt grzechu śmiertelnego, oznacza to więzienie jeśli nie gorzej… a do tego jeszcze ci jej kumple. - Westchnęła ciężko. - Mam kłopoty i mogę je także im i wam przysporzyć. Nie wiem czemu uważają, że tak nie jest… czy tak uważają. Chcę się tego dowiedzieć ale jest tego tyle, że nie wiem od czego zacząć.
Zamyśliła się odchylając głowę i na chwilę przymykając oczy.
- Obawiam się, że gdyby inni się dowiedzieli o tym co zrobiłam, mogłabym się spodziewać co najwyżej ostracyzmu. To, że mi pomogli, zapewnili schronienie to i tak dużo więc skąd ta uwaga, po co ma być mi miło? Bardziej miło...
Rafael chwilę milczał, pokonując cięższy odcinek drogi, po którym pojawiła się przed nimi znajoma budowla zamku.
- Może Lesław zobaczył w tobie coś więcej... coś o czym jeszcze sama nie wiesz... - powiedział cicho, parkując wóz.
Na ganku czekała już na nich Laura w swoim stroju profesjonalnej pokojówki.
- Może… Dzięki wielkie za podwiezienie. - Ola powoli wyszła z auta i podeszła do dziewczyny. - Dobry wieczór.

Rafael odjechał z piskiem opon, zaś Laura tylko skinęła jej głową, dając znać ruchem dłoni, by Mokka za nią podążała. Poprowadziła dziewczynę jednak w prawo - czyli w stronę przeciwną niż gabinet Lesława, w stronę, która z każdym krokiem coraz bardziej kusiła Olę smakowitymi zapachami. Kiedy Laura otworzyła kolejne drzwi, oczom dziewczyny ukazała się uczta - jednoosobowa, ale patrząc na sposób podania, godna 5-gwiazdkowego hotelu.


Służąca uczyniła zapraszający gest ręką, choć na jej twarzy jak zwykle błąkał się subtelny, ledwo uchwytny uśmieszek, którego znaczenie wydawało się niejasne - mógł być zarówno wyrazem uprzejmości, sympatii, jak i ironii. Doprawdy, ta kobieta mogłaby udawać Mona Lisę i jej intrygujący wyraz twarzy.

Mokka przez chwilę przyglądała się wszystkiemu z lekko rozchylonymi ustami, czując jak brak kolacji po pracy zaczyna się odzywać. Niepewnie zerknęła na Laurę.
- To wszystko dla mnie? - W jej głosie pojawiła się obawa. Może jednak ktoś się do niej dołączy. Wątpiła by nawet mimo głodu była w stanie pokonać coś takiego.
Służąca kiwnęła potakująco głową, po czym podeszła do stolika obok i wskazała na napoje - znów większość stanowiła alkohole - drogie alkohole.
- Może… odrobinę wina. Jakiegoś słodszego. - Mokka usiadła przy stole i spojrzała na te wszystkie dania. - Nie chciałabyś się przyłączyć? To naprawdę dużo.
Znów ten dziwny uśmiech i przeczący gest. Laura postawiła przed Olą kieliszek z białym winem, po czym dygnęła i wyszła, zostawiając dziewczynę samą z wystawną kolacją.
Ola rozejrzała się po pomieszczeniu i westchnęła ciężko. Dlaczego to robili? Po co? Jakoś ciężko było jej uwierzyć, że za tą całą gościnnością nic się nie kryło. Gdyby tylko mogła zacząć tą noc od rozmowy z Lesławem. Na myśl o wampirze przeszedł ją znajomy dreszcz, a podbrzuszu znów pojawiło się ciepło. Ostrożnie chwyciła kieliszek i upiła łyk wina. Dobre… bardzo dobre. Wielokrotnie lepsze od tego, co zdarzało się jej pijać w Krakowie. Z ociąganiem zabrała się za posiłek. Nie czuła się jednak swobodnie. Właściwie to z każdym kęsem czuła się bardziej spięta - jakby ktoś... lub coś ją obserwowało. Przestała więc jeść i rozejrzała się nerwowo. Kiedy zaś jej wzrok powrócił do talerza, zobaczyła jak pełza po nim najgorsze robactwo.

Ola odskoczyła od stołu z głośnym piskiem, przewracając przy tym krzesło. Odsunęła się pod najdalszą ścianę zasłaniając usta i starając się powstrzymać odruch wymiotny.
Gdy jadła… nie smakowało robakami. Na pewno nie! Więc skąd ten syf się tu wziął. Wpatrywała się w robactwo mając nadzieję, że to tylko przywidzenia. Skąd to się tu nagle wzięło? Czemu? Podeszła do drzwi zgarniając po drodze plecak. Wyszła na korytarz. Po chwili, wiedziona jakimś dziwnym odruchem zajrzała raz jeszcze do pokoju - jedzenie znów wyglądało apetycznie i nigdzie nie było widać ani jednego robala.

Tymczasem od strony schodów dobiegły odgłosy kroków. Jak się okazało, należących do Karola. Chłopak zamachał wesoło ręką.
- Dobry wieczór. Jakby co, Lesław jest już wolny. - powiedział i odruchowo poprawił kołnierzyk koszuli.
- Fajnie… - Ola jeszcze raz spojrzała na talerze z jedzeniem, ale jakoś wizja tego, że miałaby znów wbić w nie widelec, niezbyt dobrze oddziaływała na jej żołądek. Przeniosła wzrok na chłopaka skupiając się na kilka sekund na jego szyi. Czyżby… stamtąd pił? Zaskoczyło ją to, że sama wizja nie tyle ją przerażała, co ciekawiła. Jakie musiało to być uczucie? Jak komar? Czy… potem swędzi? Z tego co pamiętała nie powinna o to pytać. - Znajdę go w tym pokoju co ostatnio?
- Nie, siedzi na swojej wieży. Chodź, zaprowadzę cię.
 
Aiko jest offline