Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-09-2018, 11:06   #3
waydack
 
waydack's Avatar
 
Reputacja: 16751 waydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputację
Miedziana moneta tańczyła między palcami Hernana, który siedział rozwalony na starym rozprutym fotelu wykładając buty na stół. Pies wezwał ich z rana do gniazdka rozkoszy i teraz wszyscy Serpientes czekali na swojego szefa. Niektórzy wyglądali jakby ściągnięto ich przec chwilą z łóżek, albo wyrwano z ostrej popijawy. Hernan nie miał problemów z porannym wstawaniem, odkąd jako dzieciak trafił do zakonnic i nauczył się systematyczności. Jego dzień zaczynał się o szóstej rano , dłużej spać nie potrafił, nawet gdyby chciał. Do klubu przyszedł rześki i wypoczęty i jedynym pierdolonym problemem były teraz puchnące jaja.

Puchnące jaja, tak nazywał stan, kiedy nic od dłuższego czasu nie zamoczył. Czuł w spodniach nieprzyjemny ucisk, dziwne nabrzmienie, powodujące nerwowy niepokój. Za kurwy płacili tylko słabeusze, a konia waliły pedały a oni nie był ani jednym ani drugim, więc musiał się jeszcze trochę pomęczyć. Problemu by nie było gdyby ta suka nie wykręciła mu takiego numeru. Tak, była jedna taka chica, która wyjątkowo mu się spodobała. Dupeczka jak bułeczka, sterczące cycuszki i sarnie oczęta. Dałby jej dziesiatkę, gdyby nie krzywy nos i końskie zęby. Miała pecha, bo jej padre zbyt często ciągnęło do kart. Kasę pożyczył od Ramirezów, a kiedy braci przymknęli, staruszek uznał, że dług jest nieważny. Co prawda Hernan był teraz SV, ale nie zapomniał o poprzedniej ekipie. Dla Ramona zrobiłby wszystko, to jak wszystko zrobiłby dla Psa i reszty chłopaków. Dlatego zgodził się przycisnąć pryka i zmusić do płacenia. I to wtedy poznał Juanitę. Staruch okazał się gołodupcem, dlatego to córka stała się walutą. Od tego czasu Henran regularnie dupczył tą zjawiskową piękność, choć na początku wkurwiało go, że leży jak kłoda. Przez kilka tygodni nie było problemu puchnących jaj. Gdy tylko naszła go ochota, jechał odebrać kolejną część długu. Tak miało być i przedwczoraj. Spodziewał się, że przyjmnie go w tej zajebistej prześwitującej sukience, kupionej na urodziny w sex shopie. Kiedy wszedł do sypialni, ta głupia kurwa chwyciła za żyletkę i zaczęła się ciąć. Krew sikała po ścianach, nowa koszula Hernana nadawała się do wyrzucenia. Żeby ją uspokoić musiał przyjebać suce z liścia. Powiązał nadgarstki szmatami i zawiózł pod szpital. Nie wiedział czy przeżyła, a nawet jeśli Hernan nie miał zamiaru na razie zadawać się z wariatką. Mogła mu przecież odgryźć kutasa. Na szczęście dziewczyny pracujące na kamerkach zawsze dawały chętnie i po spotkaniu z Psem, Hernan w końcu sobie ulży. Tak przynajmniej myślał, do czasu dopóki ich szef nie opowiedział im o tym co spotkało chłopaków od braci Uccoz.

Przekładając monetę między palcami słuchał z rosnącą fascynacją. Był pod wrażeniem bezczelności z jaką załatwiono członków kartelu. Odkąd pamiętał, Mezaltan trzęśli Sinaloa i familia Uccoz. A jednak ktoś odważył się im napluć prosto w ryj w ich własnym gnieździe. Hernan miał dziwne przeczucie, że to dopiero początek grubszej afery. Wojny? Czemu nie. Nic tak nie hartowało charakteru jak wojna. Najłatwiej wtedy oddzielić ziarno od plew. Wspiąć się po drabinie, zdobyć szacunek i respekt. Władzę, kasę, dupeczki. Ale łatwo też skończyć w piachu, dlatego część świadomości Hermana Selcado podpowiadała mu, że nie warto ruszać tego gówna. Przeczekać z boku aż kurz opadnie a trupami zajmą się sępy. Mężczyzna szybko wypędził te myśli z głowy. Przecież właśnie na taki moment czekał odkąd trafił do SV, prawda? Dość już miał latania po dzielnicach, straszenia świadków i nieprzekupnych gliniarzy. Mógł w końcu pokazać, że nazwisko Selcado coś znaczy w tym mieście. Trzeba było tylko dowiedzieć się, kto zaczął tą wojnę.

Kartel był dobrym tropem. Właściwie Hernan nie wyobrażał sobie, żeby ktoś inny odważył się zadrzeć z Sinaola. Pytanie kto? Los Zetas? A może jednak Juarez? Próbował sobie przypomnieć czy ma tam jakieś wtyki, nikt nie przychodził mu do głowy. Pozostawało iść więc za sugestią psa i rozmówić się z tymi skurwysynami od El Manivela.
- Alfredo ma rację – odezwał się obracając monetę w palcach– El Manivela to szajbus, jak weźmiemy go w spytki wkurwi się i nic nie powie choćbyśmy go ćwiartowali żywcem. Urenilos kasy od nas nie weźmie, a nawet jeśli, to tyle nie mamy. Proponuję zabrać go na pogawędkę a wcześniej sprawdzić czy ma jakąś familię, tu na miejscu. Ktoś chętny? – rzucił pytaniem w stronę companeros. Niektórzy już wiedzieli na co go stać, jak daleko w stanie jest się posunąć, żeby złamać człowieka. Liczył się nawet z tym, że niektórzy z braci nie popierają jego metod. Nie każdy zniesie widok dziecka, któremu przykłada się nóż do gardła. Co prawda żadnego jeszcze nie zabił, ale kiedyś zmuszony był przeciąć gówniarzowi ścięgno Achillesa, żeby zmusić starego do wycofania zeznań. Nie ma takiej twierdzy, której nie zdobyli by bolszewicy, mawiał Stalin i Herman lubił myśleć o sobie w podobny sposób. Każdego można złamać, ale potrzeba do tego odpowiedniej osoby. I na szczęście „Serpientes Varientes” taką osobę posiadali.
 
waydack jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem