Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-09-2018, 11:56   #9
Amon
 
Amon's Avatar
 
Reputacja: 10091 Amon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputację

Ciszę przerwało głośne mlaskanie bękarta. Leith miał wiele do przetrawienia w głowie aby temu dopomóc należało też jak najwięcej przetrawić w ogóle. Przecież mężczyzna nie mógł być pewien czy jutro też będzie co jeść.
- Przecież was brzydzę - zauważył bękart jedząc palcami jajecznicę i zagryzając ją jakimś mięsem.
Rhysand zakrztusił się popijanym właśnie winem. Odstawił kielich i spojrzał z namysłem na Leitha. Po chwili odezwał się:
- Nie będę ci mówił, że nie, ale... jesteśmy długowieczną rasą. Po kilkudziesięciu... kilkuset latach każdy rodzaj odmiany wydaje się być atrakcyjny. A ty jesteś jeden jedyny w swoim rodzaju. Dlatego właśnie możesz interesować niektóre... em... damy dworu. A nawet dżentelmenów. I oczywiście, jeśli tylko będziesz miał ochotę, korzystaj z ich zaproszeń. Jest to wręcz wskazane, by nie poczuli się urażeni twoją odmową. Odmawiać ci wszak nie wypada wysoko urodzonym, chyba że... - Rhys zaryzykował kolejny łyk wina i uśmiechnął się lisio - Chyba że zostaniesz kochankiem księżniczki. Wtedy nikt prócz niej nie będzie miał prawa cię dotykać bez jej zgody. No i... jest wiele innych korzyści z tym związanych.
Blondyn uśmiechnął się tajemniczo, co jednak, przy takim zalewie informacji zupełnie nie zwróciło uwagi bękarta. To była jego praca? kochać się ze Skrzydlatymi kobietami? i to w dodatku szlachtą?
- O jakiej księżniczce mówisz? O Tuli? bo przecież dla nie pracuję, prawda? - Leith starał się ułożyć wszystkie fakty w głowie między kęsami jedzenia.
Rhys spojrzał na niego jak na idiotę, jakby zastanawiając się czy bękart go podpuszcza. Trwało to jednak dosłownie chwilę, bowiem dość szybko opanował swoją mimikę i znów wyglądał przyjaźnie. Jak dobry wujaszek. Tylko bardzo młody i bardzo przystojny wujaszek.
- Tula jest Księżną Dworu Wiatru. Tylko ona nosi ten tytuł i tylko tak należy ją tytułować. Nie muszę ci chyba przypominać, że każdy którego kamień jest tak intensywnie kolorowy, że stracił przeźroczystość, jest w stanie zetrzeć cię z powierzchni ziemi bez dotykania cię, prawda? Uważaj więc na słowa i czyny. Tu wiele ujdzie płazem, ale gdy trafisz na dwór... za mniejsze przewinienia golono tam samców. Z jakiegoś powodu bowiem Tula lubi patrzeć na ten zabieg.
Mężczyzna urwał i upił porządny łyk wina z kielicha.
- Księżniczka to jej córka. Jedyna. Tula ją kocha, ale cóż... z trudem znosi to, że Revy nie chce żyć tak, jak ona.

Revy... Revy... bękart gdzieś już słyszał to imię. Tylko gdzie?

- Revy jest najwyższym generałem naszych wojsk. - wyjaśnił Rhys.

No tak, z pola bitwy! Kamraci wypowiadali jej imię ściszonym głosem, jakby to było miano samej śmierci. Tylko że z jakichś powodów zakładano, iż nosi je mężczyzna a nie kobieta.

- Jest wspaniałą wojowniczką - zachwycał się Skrzydlatą blondwłosy alfons - I na pewno będzie w stanie docenić twój kunszt w wojaczce. Może nawet dzięki temu nie będziesz jej brzydził…
- Aha… - Leith pokiwał głową. Bękart dokończył dość pośpieszne pożywianie się (co było nawykiem, wszak nigdy nie wiesz kiedy znów zjesz i czy wogóle) wycierając twarz a potem ręce w obrus.
- Nie jestem jednym z was - usprawiedliwił się - Mogę być tutaj pracownikiem, więźniem, czy niewolnikiem, ale to chyba i tak nie robi ze mnie poddanego. Skąd miałbym rozróżniać kto tu jest kim i kogo się boicie? jeśli coś powinienem wiedzieć, po prostu mi powiedz - bękart przestawił pusty już kufel na bok i oparł łapska na brzegach blatu.- to co mam dzisiaj robić?
Rhysand uśmiechnął się szeroko. Pstryknął palcami w powietrzu.
- Oczywiście będziesz się uczył, choć nie ze mną. Dziś będziesz się uczył obsługiwać panie. Poznaj swoją nauczycielkę, lady Kornell.

Najpierw usłyszał stukot obcasów, potem, gdy się obrócił zobaczył pozbawioną skrzydeł jasnowłosą kobietę z umalowanymi krwawą szminką ustami.
[MEDIA]http://s5.ifotos.pl/img/MorUCARCB_qewerhx.jpg[/MEDIA]
Kobieta uśmiechnęła się kocio. Miała na sobie czarny, skórzany ubiór, który normalnie mógłby pełnić funkcję lekkiej zbroi, gdyby nie fakt, że był niezwykle skąpy i nie zasłaniał praktycznie żadnych wrażliwych miejsc na ciele. Wręcz przeciwnie, Leith widział jak mięśnie jej brzucha grają przy każdym kroku, jak jej uda napinają się, jak dorodne piersi podskakują, grożąc opuszczeniem obcisłego skórzanego gorsetu. Kamień na piersi połyskiwał szkarłatnym, matowym blaskiem - ciemniejszym niż te, które Leith widział dotąd u “obsługi” zamtuza. Przy pasie kobieta miała przypięty pejcz, zaś wokół jej nadgarstków obwiązane były grube rzemienie. Lady Kornell stanęła niedaleko stołu i skinęła na bękarta palcem, który po chwili skierowała na podłogę.
- Uklęknij przede mną, psie - rozkazała. Leith był nazywany różnie, przeważnie od jakiegoś mało urodziwego czy dobrze kojarzącego się ptaka lub owada, robaka. Chyba jednak jeszcze nigdy nikt nie nazwał go psem, ba, choćby nawet kundlem. Dla ludzi nazwanie tak mieszańca ze skrzydłami było chyba zbyt pospolite. Jedlak dla skrzydlatych… mógł być psem. Leith nie mógł się cynicznie nie uśmiechnąć - choćby na moment. Mężczyzna podszedł do miejsca jakie wskazywał palec kobiety i uklęknął.

Tak zaczął się jego specyficzny trening pod okiem dominującej i surowej Lady Kornell. Początkowo Bękart mógł mieć wrażenie, że kobieta chce go upokorzyć i chodzi tylko o wyżycie się na nim. Kiedy jednak nadszedł kolejny ranek, a Leith wreszcie mógł odpocząć w swoim pokoju, uzmysłowił sobie jak wiele dowiedział się o niewieścim ciele i sposobach wpływania na nie. Lady traktowała go jak niewolnika - co nie było niczym nowym w zasadzie - jak przedmiot, którego mogła do woli używać. To ona dobierała tempo, sposób i miejsce dotyku... Leith nie miał nic do gadania, a jednak uczył się, przyswajał informacje. Tylko czy naprawdę tego chciał? Zostać chłopcem do zabaw wysoko postawionych Skrzydlatych? Ich sposobem na nudę? Patrząc wstecz na swój żywot, ten stan rzeczy nie wydawał się przynajmniej obecnie jakoś niemiły. “Surowość” Kornelli była “urocza” w porównaniu z ludźmi jakich spotkał w dzieciństwie, wojskiem, wojną czy obozem. Do tego, choć Skrzydlata była oczywiście kolejnym potworem, to przynajmniej należała bo bestii pięknych i do tego ładnie pachnących. Tak, nawet Leith rozumiał, że przypisany jest mu los kociej zabawki. Jednak świadomie czy też nie, Skrzydlaci pozwalali mu się uczyć, a bękart był niczym gąbka na wiedzę. To zdobywanie wiedzy o potworach pozwalało na przetrwanie w tym okropnym świecie, a Leith zamierzał przetrwać wszystko, wszędzie i wszystkich. Tylko tyle.
Przynajmniej na razie.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem