Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-09-2018, 23:57   #9
Mag
 
Mag's Avatar
 
Reputacja: 67833 Mag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputacjęMag ma wspaniałą reputację
W pierwszej chwili Heather ogarnęła panika i pierwotny strach o własne życie, bo nagły atak nie był czymś czego spodziewała się, będąc w sypialni w domu swojego partnera. Dusząc się odruchowo sięgnęła rękami do kabla od jakiegoś sprzętu elektrycznego. Szarpała się, aż udało jej się opanować myśli na tyle, by działać zamiast dać się zamordować. Gorączkowo przywołała z pamięci metody samoobrony wyćwiczone w policji. Musiała działać błyskawicznie. Wpierw Tapping przekręciła się całym ciałem na bok, tak by dusząca ją "lina" zamiast uciskać jej bezpośrednio krtań, znalazła się z głównym naciskiem na boku jej szyi. Następnie zamierzała pochwycić w obie dłonie tą dłoń napastnika w której kierunku się odwróciła. Dalszymi krokami było uderzenie atakującego w podbródek szczytem własnej głowy, by zrobić sobie miejsce na cios pięścią w podbródek.
Wyszkolonej w sztuce samoobrony kobiecie się poszczęściło i udało jej się wykonać wszystkie ruchy niezbędne, by obronić się przed uduszeniem. Przez przekręcenie się na bok, ucisk kabla nieco się zmniejszył, chociaż nadal był znaczny i czuła, jak wbija jej się w skórę. Udało jej się również uderzyć napastnika głową w podbródek, tak że aż usłyszała głośne stuknięcie jego zębów i okrzyk. Pod wpływem jej niespodziewanego uderzenia atakujący upadł jednak, pociągając ją kablem za sobą, na podłogę. Leżała tuż na nim, a kabel wzmocnił swój nacisk, wpijając się brutalnie w jej kark.
Już nie duszona, Heather patrzyła wprost na twarz napastnika, którym okazał się ku jej ogromnemu zdziwieniu....Robert.

- Co do kurwy... - syknęła Tapping i zapewne by oniemiała na ten widok, ale buzująca adrenalina robiła swoje. Z resztą policjantka za dużo naczytała się akt morderstw wykonanych w afekcie, przez bliską osobę jak mąż, czy narzeczony. W głowie zaświtała jej myśl, że mógł dowiedzieć się o tym co przed nim ukrywała i teraz się mścił. Kobieta zaczęła okładać mężczyznę łokciami, pięściami i kolanami jak popadnie, tylko pobieżnie starając się celować w jego krocze, żołądek i podbródek.
Niestety ciosy jakie Heather zadawała swojemu partnerowi na niewiele się zdały. Tak jak ona, on również działał pod wpływem ogromnej ilości adrenaliny i gdy tylko pierwszy szok po zdemaskowaniu go minął, całą siłą swojego ciała przewalił ją na plecy. Jego silne ręce chwyciły za szyję policjantki, uciskając ją ze wszystkich sił. Tapping powoli czuła, jak traci siły na dalszą walkę. A to mogła być jej zguba. Mężczyzna dodatkowo siedział na jej brzuchu, mocno go uciskając swoim ciałem, a obezwładniona kobieta kompletnie nie mogła złapać tchu.
Heather sięgnęła dłonią do jego szyi by chwytając za jego grdykę, móc wbić z całych sił w jego krtań swoje długie paznokcie, wymalowane na pastelowy odcień seledynowego. Pięścią drugiej ręki starała się uderzyć go w nos. Wierzgała przy tym nogami, starając się zrzucić mężczyznę z siebie.
Kobiecie udało się wbić swoje ostre paznokcie w szyję napastnika. Poczuła, jak z łatwością przebijają się przez jego skórę, lecz od razu po tym mężczyzna krzyknął donośnie i przewalił się na bok. Heather natychmiast korzystając z okazji zerwała się na równe nogi i odbiegła od niego, by nabrać bezpiecznego dystansu. Mężczyzna również zdążył w tym momencie wstać i teraz oboje patrzyli sobie prosto w oczy. Patrzył na nią, wściekle mrużąc oczy które wyraźnie połyskiwały w ciemności morderczym blaskiem. Z wykrzywioną twarzą, lekko pochylony, przypominał w tej pozycji bardziej jakieś zwierze szykujące się do ataku niż człowieka.

Heather łapała oddech, gorączkowo szukając rozwiąznia tej sytuacji. Stanęła w lekkim rozkroku, tak by jej środek ciężkości znajdował się niżej. Coś czuła, że ucieczka nie była opcją, cokolwiek strzeliło Robertowi do głowy z pewnością sprawi, że będzie ją gonił, albo nawet sięgnie po broń. Zdecydowanie musiała go obezwładnić i wezwać wsparcie.
- O co ci kurwa chodzi?! - syknęła do mężczyzny, wykazując się jakimś strzępem chęci zrozumienia tej sytuacji. Liczyła też że jeśli się na nią rzuci to będzie mogła użyć technik samoobrony do założenia mu dźwigni na rękę, bo wtedy byłaby okazja go w miarę łatwo obezwładnić.
- D...dowiedziałem się! Wszystko wiem! Wy chcecie mnie zniszczyć! Wszystkie! Ale nieeee...ja Robert Campbell nie pozwolę na to, żeby jakieś dziwki niszczyły mi życie! - wykrzyczał prosto w jej stronę, z takim zaangażowaniem że aż pluł na prawo i lewo. Niespodziewanie wyprostował się i dostał jakichś dziwnych drgawek. Wyglądało to jak jakiś rodzaj padaczki. Wszystkie jego mięśnie napięły się jednocześnie, żyły wyszły mu na skroniach a gałki oczne wywróciły się do góry. Drgał tak przez krótką chwilę, aż w końcu zdołał się opanować. Z białymi w całości oczami uśmiechnął się do niej i powolnym krokiem podszedł do szafki która stała obok. Wyciągnął z niej spokojnie scyzoryk i pistolet, których najprawdopodobniej chciał użyć. Po tym jednak, zamiast zacząć mierzyć do Heather, czy też rzucić się na nią z ostrzem w dłoni, wsadził scyzoryk do ust, rozcinając je sobie na podobieństwo “glasgow smile”. Wpatrzony tak w kobietę, z brutalnie poszerzonym ostrzem uśmiechem który obficie krwawił, wymierzył sobie bronią prosto w skroń i pomachał do swojej dziewczyny, zupełnie tak jak zakapturzona postać jaką widziała za krzakiem w jego ogrodzie.
Broń wystrzeliła, a krew dzikim strumieniem trysnęła na białą pościel łóżka, w którym dziś mieli spędzić upojną noc. Mężczyzna padł jak długi na ziemię, a broń wylądowała u stóp Tapping.

Policjantka zamarła. Dopiero po dłuższej chwili, gdy zaczęło jej się kręcić w głowie, zdała sobie sprawę, że przez cały ten czas wstrzymywała oddech. Była w szoku i nie nawet mruganie wymagało od niej dużego wysiłku. Przez ten czas tylko patrzyła jak czarna kałuża krwi powiększa się na jasnej wykładzinie sypialni.
Dopiero jak jej organizm w końcu odblokował się zrobiła krok w przód, do Roberta. Nie był to pierwszy trup samobójcy, który odebrał sobie życie strzałem w głowę, jakiego widziała na oczy. Jednak tym razem po raz pierwszy od dawna poczuła jak zbiera jej się na wymioty. Złapała ręką usta starając się powstrzymać. Pustkę jaką do tej pory miała w głowie zaczął wypełniać przejmujący żal.
- Boże... - syknęła, choć wierząca nie była. Oczy zaszkliły jej się od łez. Trwała tak chyba całą wieczność, aż w końcu zebrała się w sobie na tyle, by pomyśleć o zadzwonieniu po pomoc. Nerwowo rozejrzała się za swoim telefonem. Leżał na szafce nocnej obok łóżka. Trzęsącymi się rękami z trudem pochwyciła aparat i zadzwoniła na posterunek. Musiała wezwać pomoc. I niczego nie dotykać.

Po wykonaniu telefonu w którym Heather drżącym głosem opowiedziała co się stało, bardzo szybko usłyszała dźwięk syren nadjeżdżającej karetki oraz radiowozu. Gdy funkcjonariusze w asyście ratowników weszli do środka, byli równie zszokowani jak kobieta. Szybko jednak zabrali się za wykonywanie swojej roboty. Lekarz z karetki pogotowia stwierdził zgon Roberta, natomiast policja wezwała techników, by zabezpieczyli całe mieszkanie. Od razu po tym, zabrali ją na komendę, by w spokojniejszych okolicznościach zebrać zeznania. Przez całą drogę czuła, jak zerkali na nią przez lusterko w aucie. Była w końcu zastępczynią szeryfa, a cała sprawa wyglądała na dosyć śliską.

Poprowadzili ją do pokoju przesłuchań.


Tam czekał już na nią wcześniej poinformowany o całej sprawie Dick Halloran, miejscowy szeryf i jakby nie było, jej przełożony, który nie miał zbyt dobrej opinii na komisariacie. Niemal wszyscy współpracownicy Heather określali go jako “wrednego kutasa” i w istocie trudno się było z nimi nie zgodzić.
Posadzona naprzeciwko niego, czuła się jak przestępca. Mężczyzna patrzył na nią spod byka. Jego brzuch napierał na ciasną koszulę tak, jakby zaraz miała eksplodować.
- I co Tapping? Nie spodziewałem się że kiedyś będziemy rozmawiać w tym miejscu - powiedział prześmiewczo.
Heather była tak nieludzko wykończona, że miała ochotę oprzeć się czołem o blat stołu i zasnąć. Nie pozwoliła sobie jednak na to i dzielnie trzymała pion. Miała świadomość jak to wszystko wygląda, w końcu to z jej broni padł strzał, więc będą zarówno jego jak i jej odciski palców. Ale to nie był koniec w liście dowodowej, bo były jeszcze ślady prochu na dłoni tego kto strzelił. A będzie on wyraźny na ręku Roberta... Denata. Natomiast jej dłonie były czyste, bo dawno nie używała pistoletu, nawet na strzelnicę nie miała kiedy pójść... Były też rozpryski krwi, jej zasiniona szyja...

Rozpacz już się w niej wypaliła, zostawiając zimną logikę. Przy życiu trzymała ją tylko mocna kawa podana przez jednego z jej podwładnych, zaraz po przybyciu na komisariat. Wciąż była ubrana w tą cholerną czerwoną sukienkę, tylko buty były zupełnie nie do pary, bo były to czarne trampki. Miała też duży czarny płaszcz, co w tej chwili było jak wybawienie, bo mogła się nim szczelnie okryć i nie musieć patrzeć na plamy krwi na sukience.
Spojrzała na przełożonego, gdy ten pojechał swoim wątpliwym poczuciem humoru. Można było o nim powiedzieć tyle, że imię miał adekwatne do charakteru. Heather nie miała siły się z nim wykłócać, więc sięgnęła po kubek i dopiła do końca kawę przeciągając swoje myślenie.
- Mężczyzna z którym się spotykam od ponad roku rzucił się na mnie i próbował mnie udusić kablem… - syknęła zachrypniętym głosem. - A kiedy to mu się nie udało wziął broń i strzelił sobie w łeb - wzdrygnęła się, bo po samych tych słowach przeszedł ją zimny dreszcz - Nie, nie spodziewałam się, że tak się dzisiejszy dzień skończy… - po tym spuściła wzrok i wbiła spojrzenie w kubek. Dostała go od podwładnych na swoje urodziny.


Mężczyzna patrzył na nią z prześmiewczym niedowierzaniem na twarzy.
- Chcesz mi powiedzieć… - odchrząknął - Że facet próbował cię zajebać i zamiast dokończyć dzieła po prostu popełnił przy tobie samobójstwo? Tapping, czy ty siebie słyszysz? - zapytał i zbliżył się do niej tak blisko, że czuła zapach wypitej przez niego kawy w jego oddechu. - Albo to jakieś pieprzone nieporozumienie, albo doskonale przygotowana zbrodnia.
Uniosła spojrzenie na szefa. "Gdybym miała kogoś zamordować to na pewno zrobiłabym to porządnie i nie dzwoniła po policję" przeszło jej przez myśl.
- Zachowywał się niepoczytalnie - rzuciła nie zrażona jego nastawieniem, rozcierając sobie obolałą szyję i zamknęła oczy. Wyobraźnią wróciła do tamtej chwili. - Kiedy uwolniłam się po tym jak owinął mi kabel wokół szyi, to rzucił się na mnie i przewrócił. Na podłodze dusił mnie rękami. Uderzyłam go w nos, ale puścił mnie dopiero, gdy wbiłam mu paznokcie w szyję. Odskoczył ode mnie, a ja wstałam i uskoczyłam jak najdalej od niego. Wtedy on sięgnął po moją torebkę, wyciągnął scyzoryk i pistolet - opowiadała powoli, tak żeby nagranie na taśmie wyraźnie utrwaliło jej zeznania. - Zaczął coś pieprzyć, że my niszczymy mu życie. Zapewne miał na myśli mnie i swoją byłą żonę - dodała dla wyjaśnienia.

- Po tym myślałam, że do mnie strzeli... Ale on rozciął sobie twarz, a po tym palnął sobie w łeb - na koniec odstawiła kubek i przetarła dłońmi twarz, rozmazując sobie bardziej makijaż.
Halloran patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Wokół zapanowała całkowita cisza, przy której nawet Heather poczuła się lekko zmieszana.
- Sprawdzimy to. Do wyjaśnienia sprawy zawieszam cię w twoich obowiązkach. Spluwa jest już zabezpieczona, więc pozostaje ci jeszcze oddać odznakę. Masz ją przy sobie?
- Nie - odparła krótko i zgodnie z prawdą, bo jej legitymacja spoczywała w szufladzie komody w jej mieszkaniu.
- W takim razie pozwolę sobie zapewnić ci darmową podwózkę do twojego domu w moim towarzystwie. - odparł.
Heather podniosła na wpół obecne spojrzenie na przełożonego. W tym momencie było jej tak wszystko jedno, że było jej daleko do sprzeciwienia się ofercie dostarczenia jej pod drzwi mieszkania. Jedyne już o czym marzyła w tej chwili to wziąć prysznic, łyknąć coś na uspokojenie i wszystko to popić burbonem dla dobrego snu.

Pokiwała więc głową i wstała z krzesła.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram sobie jako: Sybill, Irya, Alice, Marion, Meredith, Venora, Arnika, Sol i Fierce!
prowadzę: GATE - Paris
Mag jest offline