Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-10-2018, 09:01   #10
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16268 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Około południa, gdy drzemał po całonocnym “treningu” ktoś zapukał do drzwi pokoju bękarta. Była to w sumie nowość - miał drzwi, do których ktoś pukał - nie wchodził z buta, nie zamykał go i otwierał, kiedy uznał za słuszne. To Leith decydował czy i kiedy drzwi otworzy. Doprawdy niebywałe! mężczyzna miał sen lekki, że zbudziło by go trzepotanie motylich skrzydeł. Leith zeskoczył z łoża i delikatnie opadł na podłogę, tak by powodować jak najmniej hałasu. Doprawdy, jeśli za drzwiami znajdowałby się człowiek, nie miałby nawet cienia szansu zrozumieć, że bękart skrada się już z drugiej ich strony.
Oczywiście, było mało prawdopodobne, by w drzwi pukał człowiek, a zmysły Skrzydlatych mogły przecież być magiczne. Leith nie widział żadnego racjonalnego powodu by w ogóle się skradać, działał zupełnie instynktownie. Postanowił przylgnąć do ściany po stronie klamki i czekać aż gość wejdzie do środka.
Pukanie powtórzyło się. Chwila ciszy. Potem jeszcze raz. Dopiero po trzech razach ktoś nacisnął na klamkę. Do pokoju niepewnie weszła kobieta. Leith rozpoznał Mrru. Zauważył ją też wcześniej, niż ona zobaczyła jego, toteż dokładnie się jej przyjrzał. Posługując się ludzkimi kategoriami estetycznymi, wszyscy Skrzydlaci, a w szczególności oczywiście kobiety, były piękne. Leith nie zamierzał się z tym kłócić, jednak z racji iż ostatniemi czasy przebywał między niebezpiecznie dużą ilością “Szlachetnych” musiał jakoś sam dla siebie nazwać urodę poszczególnych osób. Wydedukował więc, że Mrru jest piękna inaczej niż Kornell i jeszcze inaczej niż Esmeralda. Mężczyzna wykorzystywał każdy moment jaki pozostawał mu nim kobieta zauważy jego obecność, to była jedyna okazja na wiele rzeczy: Na zobaczenie opanowanej aktorki wtedy gdy nie spodziewa się, że ktoś na nią patrzy, czy choćby wybadanie jak trudno jest zakraść się za Skrzydlatą. Bo to właśnie Leith robił, a że nie miał na sobie jeszcze ubrania, nic nie stopowało jego ruchów. Bękart nie zamierzał kusić szczęścia za bardzo - gdy tylko udało mu się stanąć za plecami Mrru, mężczyzna pchnął nielotnym skrzydłem znajdujące się z kolei za nim drzwi do pokoju, tym sposobem je zatrzaskując. Dziewczyna obejrzała się i spojrzała na niego ze strachem. Błyskawicznie, w mgnieniu oka też dobyła noża, który miała ukryty w fałdach sukni, jak się okazało. Nie zaatakowała jednak. Patrzyła szeroko otwartymi oczami, próbując ocenić zamiary bękarta. Przy całym zajściu nie padł też z jej ust ani jeden dźwięk. Leith wydedukował, że kobieta nie przyszła go zasztyletować, bo gdyby miało tak być, zapewne by nie pukała. Mężczyzna założył nawet, że Mrru się boi, ale to bynajmniej nie zmieniało teraz sytuacji. Stała naprzeciw niego z nożem w ręce, Leith zastygł jak kamień, nie mrugał nawet. Gotowy na unik i atak w każdym momencie.
Bardzo powoli, nie spuszczając oczu z bękarta Mrru schowała nóż, po czym ręką wskazała korytarz. Tak zastygła, by Leith mógł zrozumieć wiadomość, z którą przyszła. Leith nie tylko również nie spuszczał z Mrru oczu, on nie spuszczał nawet z oczu z oczu jej oczu. Wyciągnął powoli przed siebie dłoń i wycelował palcem w postać skrzydlatej, następnie przesunął nim na łóżko… tak gdzie leżały jego spodnie, wtedy bękart wykonał w powietrzu gest chwytania. Następnie znów wskazał kobietę by na końcu skierować, tym razem kciuk we własnym kierunku. W czasie całego tego migania twarz Leitha nawet się nie poruszyła.
Zmarszczyła brwi. Wiedziała przecież, że on potrafi mówić. Stała chwilę i patrzyła na Leitha, jednak kiedy ten się nie ruszył z westchnieniem podeszła do łóżka, by zabrać z niego spodnie. Następnie przyniosła je mężczyźnie z miną bez wyrazu. Który bez wyrazu je przyjął. W tym momencie Leith miał powody przypuszczać, iż Mrru nie umie mówić, to jednak w żaden sposób nie mogło zmienić jego podejścia. Bękart osobiście nie miał potrzeby mówienia, większość zwierząt tego nie robiło, dlaczego on by miał to robić, skoro nie było takiej potrzeby? Jeśli Mrru nie mówiła, nie mogła mu przekazać żadnej skomplikowanej informacji więc wszystko co mogła, musiało polegać na pokazywaniu. On też tak potrafił.
Leith wcisnął się w spodnie wciąż przyglądając się kobiecie, przecież nie powiedziała, by tego na przykład nie robił…
Wyglądała na lekko poirytowaną albo... rozczarowaną takim rozwojem wydarzeń? Gdy Leith ubrał spodnie, otworzyłą drzwi i znów postawą dała znać, by za nią poszedł. Uczynił to bez słowa, starając się przewidzieć dokąd zmierzają. Szybko zorientował się, że Mrru prowadzi go na zewnątrz budynku, lecz nie od strony głównego wejścia, lecz zaplecza. Minęli pomieszczenie kuchenne, składzik i przez koksownię wyszli na zewnątrz, gdzie oczy Leitha znów poraziło jasne słońce.
- A oto i pan gladiator. Proszę, proszę - usłyszał niedaleko czyjś głos. Póki co widział tylko sylwetkę. Nie był w stanie dostrzec twarzy, choć głos wydawał się męski. Delikatna dłoń Mrru ujęła go pod ramię i pociągnęła w tym kierunku.
- Dwie bronie, nie przekraczające ceną 10 złotych koron. Taki mamy limit, myślę jednak że bez problemu pan znajdzie
Na szczęście zmysł wzroku wracał do Leitha, wystarczyło zamrugać kilka razy, by zobaczyć, iż stoi przed nim skrzydlaty handlarz bronią, wskazując ręką w stronę znajdującego się nieopodal wozu. Leith skupił wzrok na handlarzu, poniekąd by unikać promieni słońca, następnie zbliżył się do kramu i zaczął oglądać asortyment. Mężczyzna najlepiej czuł się z wielkim mieczem jednak wybrał nie największy jakim sklepikarz dysponował, na upartego można by go nazwać, podobnie jak Leitha, “bękartem”... Powodem było to, że walka jeden na jeden mogła przybrać różny obrót. Skrzydlaci byli diablo szybcy i jeśli do tego zaopatrzeni w dwie bronie… Leith nie miałby szans. Dlatego mężczyzna dobrał jeszcze młot bojowy ze stalowym styliskiem.
- Nooo panie - westchnął z udawanym zmartwieniem kupiec o wielkich, brązowych skrzydłach, którymi co rusz potrząsał - Ten młot, to porządna robota. On cały kosztuje 10 złociszy. A i to już ze zniżką pana Rhysanda. To by trzeba ten miecz...
Umilkł, bo malutka dłoń Mrru spoczęła na jego przedramieniu. Dziewczyna spojrzała mu w twarz, palcem pokazując na miecz, potem na siebie.
- Ty zapłacisz za miecz? - zdziwił się handlarz - No w sumie... dawnom nie tego... a co mi tam, niech będzie. Zabieraj pan młot i miecz. - zwrócił się do Leitha, nie spuszczając wygłodniałego wzroku z wykrojenia sukienki, którą miała na sobie Mrru.
Leith zrozumiał sytuację jako “my dziwki musimy trzymać się razem”. Mężczyzna spojrzał na Mrru i kiwnął głową. Kobieta najwyraźniej wiedziała co robi i prawdopodobnie robiła to lepiej niż on… Handlarz wręczył mu obie bronie po czym uprzejmie, acz stanowczo wyprosił ze swojego wozu. Zostając sam na sam z jasnowłosą. Leitha całkowicie zajęły “nowe zabawki”, skoro je dostał oznaczało to, że miał ich niedługo używać. Mężczyzna ważył przedmioty w dłoniach i machał nimi na próbę zmierzając do swojej komnatygo pokoju. Akurat miał czas, by przyjrzeć się sprzętowi, którym prawdopodobnie przyjdzie mu stoczyć walkę gladiatorską, gdy do drzwi znów rozległo się pukanie. Leith znów podszedł bardzo cicho do drzwi jednak tym razem sam je otworzył. Tym razem stała w nich wysoka, szczupła kobieta o szpiczastych uszach i nosie. Kobieta uśmiechnęła się zmysłowo.
- Koniec odpoczynku, skarbie. Rhysand kazał sprawdzić twoją kondycję i umiejętność dostosowania się. Masz co pół godziny zaspokoić inną panienkę. Ja jestem pierwsza i wierz mi, chętnie skorzystam z rozgrzewki przed wieczornym kurwidołkiem. Jak tam twój język?
Leith wystawił wspomniany organ i zatrzepotał nim mokro.
- Długi. Powiedz mi, co byś chciała? - zapytał jak uczyła go Konel.
Kobieta uśmiechnęła się dziwkarsko.
- Wyjaśnię ci to... w mowie ciała.
... i popchnęła Leitha do środka jego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Takich “klientek” tego popołudnia i wczesnego wieczoru bękart miał dziesięć. Dziesięć wymagających zaspokojenia kochanek w ciągu pięciu godzin. Jeśli wcześniej nie czuł się prawdziwą prostytutką - teraz z pewnością miał ku temu powody.

Po tych pięciu godzinach natomiast pojawiła się Mrru, niosąc kolację z prawdziwym piwem. Kiedy Leith zapełnił żołądek, dziewczyna znów się pojawiła, tym razem by zaprowadzić mężczyznę do pokoju kąpielowego. Tam czekała na niego już balia z parującą, gorącą wodą.
Leith nie czuł potrzeby mycia się, nie robił więc tego dla wygody własnej ale dla klientek. Zupełnie zawodowo…
Tak jak obiecywała Tula, praca nie była bynajmniej niewdzięczna, jak na razie była tylko fajna. Dla kogoś katowanego całe życie dostać pejczem droższym niż ludzkie miasto od pięknej Kornel, czy zostać ukutym kobiecymi pazurami, nie było problemem. Mężczyzna wymył się tak dobrze jak umiał i już miał wychodzić gdy zawahał się i spojrzał na Mrru. Skąd on miał wiedzieć ile mycia jest dość na standardy skrzydlatych kobiet? Bękart rozłożył szeroko ręce szukając aprobaty w oczach Mrru. Spojrzała nań pytająco, nie rozumiejąc chyba o co mu chodzi.
Leith wskazał palcem swoją skórę na ramieniu, udzie, a potem odwrócił się i wskazał własne plecy, po czym odkręcił głowę i pytająco pokazywał na przemian dłoń z kciukiem ku górze i ku dołowi.Chyba wreszcie dziewczyna zrozumiała o co mu chodzi, bo westchnęła bezgłośnie i podeszła bliżej. Obejrzała mężczyznę, obchodząc powoli dookoła, po czym skinęła głową na znak aprobaty.

Kiedy Leith wyszedł już z kąpieli i ubrał się, został poprowadzony przez Mrru na dół, do głównej sali. Tam znów ucztował Rhysand - sam, jak zwykle miał w zwyczaju. Piękny, jasnowłosy Skrzydlaty ni wskazał Bękartowi miejsca, by ten usiadł, ale dał znać ręką, że ma się zbliżyć.
- To już jutro. Pojedziesz na Dwór Wiatru. Wieczorem rozpoczną się eliminację, a następnego dnia walki na prawdziwej arenie i.... zaproszenia na pokoje szlachetnych dam. Wiesz, że na ciebie liczę, prawda? Nawet jeśli nikt nic nie powie, wielu będzie wiedziało, kto się tobą zajmował, gdy zostałeś sprowadzony przez Księżną. Twoja reputacja to teraz też moja reputacja, dlatego muszę być pewien, że podołasz każdemu zadaniu, dlatego... przygotowałem dla ciebie jeszcze jeden trening - westchnął, jakby nie był zadowolony z tego, co przecież sam zaplanował. Upił łyk wina, po czym mówił dalej - Ale zanim do tego przejdziemy, chciałbym wiedzieć jak ci się u nas podobało?
Bękart nie musiał się długo zastanawiać nad odpowiedzią:
- To najlepszy czas w moim życiu. - stwierdził.
- Miło mi to słyszeć. A która dziewczyna wydała ci się najmilsza? Którą najbardziej polubiłeś? - tym razem Leith zawahał się chwilę. Wszystkie kobiety były jednymi z niewielu jakie w ogóle poznał, z którymi, rozmawiał, których dotknął i… każda była pierwszą w swoim rodzaju, z którą się kochał.
- Najlepiej rozmawiało mi się z Mrru.
Rhysand uśmiechnął się, choć chyba uznał zestawienie słów Leitha za przypadkowe.
- Cieszę się. Zatem zostało ci ostatnie szkolenie dziś w nocy. Zjedz kolację, odpocznij a po północy zejdź do piwnicy. Strażnik cię przepuści.
Leith pokiwał głową, choć nie umknęło mu, że ma udać się nocą do lochu. Nie brzmiało to dobrze. Bękartowi co prawda nie wydawało się, by ktoś miał go tu teraz nagle skatować, ale przecież po skrzydlatych można się było spodziewać wszystkiego. Dlatego właśnie Leith najadł się tego wieczoru do syta, a potem nawet zasnął na trochę.
 
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem