Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-10-2018, 20:09   #7
Avdima
 
Avdima's Avatar
 
Reputacja: 11236 Avdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputacjęAvdima ma wspaniałą reputację
Dziewczyna wyglądała na odległą i jakby stłumioną. Płomień paleniska podkreślał jej wyraźne rysy i odbijał się z błyskiem od wielkich, szarych oczu, a gęste, kasztanowe włosy osiadały na ramionach jak śnieżny puch. Uchodziła za urodziwą, miała w sobie coś przyciągającego uwagę, chociaż odstawała od pospolitego kanonu piękna.

Wpatrywała się większość czasu w palenisko, walcując kolana butelką przedniego wina. Nie chciała tutaj być, spędzić kolejnej nocy sama, daleko od posiadłości von Notthaffta. Czekała trochę na cud, że może karawana za chwilę się zjawi i wszystko będzie w porządku. Była jednocześnie zła i trochę wystraszona tym co mogło i co może się zdarzyć. Czy winą obarczona zostanie ona? Pan Notthafft wyczekiwał na dostawę, szykując się do przyjęcia gości i każda godzina zwłoki była na wagę złota.

Zerknęła na typa z kąta. Zachowywał się, jakby na kogoś czekał, chyba się na nią patrzył. Zeszli się wzrokiem, przypadkiem, co było kłopotliwe i niekomfortowe, jak to bywało z obcymi. Właściwie nikogo tutaj nie znała, co najwyżej z widzenia i krótkiej wymiany zdań rzadziej niż raz w miesiącu. Inni mogli za to kojarzyć ją, przyjazd wozów z odległej posiadłości szlachcica musiał być niemałym wydarzeniem dla miejscowych. Przez ten jeden dzień z ręki do ręki przechodziły duże sumy, zawierane były umowy na kolejne dostawy, a wszystkim - w imieniu mości szlachcica, którego nikt na oczy pewne nie widział - zajmowała się właśnie Henrike.

Niespełna rok temu zaczęła ten obowiązek, przejmując go po innym służącym von Notthaffta. Właściwie nie musiała niczego sama ustanawiać, większość dyktowały odgórne wytyczne i pisma, pozostawiając jej małe pole do manewru. Nie przeszkadzało jej to, miała dzięki temu więcej czasu dla siebie, bo i dla niej ta wycieczka nie była codziennością. Tym razem kupiła wino, które mogło stać się jej zgubą, gdyby z nudów zaczęła się nim delektować.

Od popadnięcia w alkoholizm oderwał ją raban, który początek miał tyle nagły, co gwałtowny. Chwila zamieszania skończyła się wtargnięciem żywych trupów i zgonem wykidajły. Tak po prostu, jeszcze przed chwilą w ciszy obserwowała ogień, a teraz miejscowość przechodziła inwazję z najczarniejszych koszmarów. W szoku nawet nie krzyknęła, pan Notthafft tego nie lubił i zwyczajnie przez lata wyzbyła się odruchu. Przez cały czas, kiedy inni walczyli o życie, ona patrzyła się na wszystko jak niema lalka.

Wreszcie zerwała się na równe nogi, podciągając na ramię swoją torbę. Wrzuciła do niej butelkę, podwinęła spódnicę i pobiegła za „typem z kąta”. Reszta też za nim podążyła, może rozumiał cokolwiek z tego, co się działo? Sięgnęła również po toporek, który do tej pory dyndał przy jej pasie - był głównie na pokaz, żeby w trakcie podróży nie wyglądała na bezbronną. Nawet ściskając trzonek w dłoni, wciąż czuła się bezbronna.
 
Avdima jest offline