Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-10-2018, 23:28   #9
Porando
 
Porando's Avatar
 
Reputacja: 3659 Porando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputacjęPorando ma wspaniałą reputację
Gdy człowiek siedzi nocą w ciemnej celi wiedząc że następnego dnia zostanie stracony, przychodzą mu do głowy różne myśli. Jednym całe życie przelatuje przed oczami, dopada ich żal za utraconymi szansami i tym czego nigdy nie będzie dane im doświadczyć, Inni dokonują rachunku sumienia, jednają się z bogami i na ile to możliwe próbują domknąć wszystkie doczesne sprawy. Jeszcze inni planują ucieczkę lub zemstę, gniew i chęć odwetu przesłania wszystko inne. Thorstein nie odczuwał żadnej z tych emocji. Był zmęczony i układał się do snu. Powód był prosty - to nie był pierwszy raz kiedy był w takiej sytuacji. Pierwszy raz został skazany na śmierć gdy miał 16 lat. Razem z połową wioski wziął wtedy widły i nabili na nie swojego barona. Samotna noc spędzona w celi w oczekiwaniu na śmierć była dla niego gorszą karą niż 30 lat pracy w kopalni na które zamieniono mu wyrok gdy już miał założony stryczek na szyi. Dochodził do siebie przez kilka miesięcy i postanowił że następnym razem po prostu pójdzie spać. Za drugim razem, po nieudanej próbie ucieczki się nie udało. Za trzecim razem, w brawurowej akcji banici z jego bandy odbili go w ostatniej chwili. Teraz był czwarty raz i Thorsteinowi było już w sumie wszystko jedno. Przysypiał zastanawiając się tylko kto mógł go wsypać.

Dwa miesiące wcześniej przybył tutaj wraz ze swoją bandą. Wracali tutaj co kilka miesięcy, głównie w odwiedziny do raubrittera Arnolda von Loebe, u którego przewijało się zawsze mnóstwo typów spod ciemnej gwiazdy i gdzie zawsze można było upłynnić zrabowane dobra lub zwerbować kogoś nowego. Tym razem nieźle się obłowili, w sąsiedniej prowincji napadli na poczet jakiegoś rycerza. Oprócz łupów wzięli też kilku szlachetnie urodzonych do niewoli i dostali za nich spory okup. Swój sukces świętowali z Arnoldem w karczmie - i to był ich błąd. Lokalny bufon zorganizował obławę. Zarówno raubritter jak i szef bandy Thorsteina polegli w walce. Większość jego kompanów również kopnęła w kalendarz, chociaż Thorstein widział jak kilku z nich udało się uciec. On sam zwiał wraz z Łysym Georgiem i jednorękim Matthiasem. Niestety ten drugi po paru dnaich wykorkował od zakażonej rany. Thorstein i Georg przez dwa miesiące chowali się po okolicznych lasach, aż w końcu postanowili wyjść z ukrycia. Podzielili się robotą: Georg poszedł uzupełnić zapasy do ich kumpli od kielicha z bimbrem: grubego pastucha owiec Bernarda i leśniczego Kuna. Thorstein miał zasięgnąć informacji u Ulrike, żony bartnika. Gdy dotarł na miejsce czekała na niego już straż. Po krótkiej, ale zażartej walce został pojmany, a upierdliwy urzędnik skazał go doraźnie na śmierć.

Nagle coś łupnęło, coś gruchnęło, a zbój ciągle stał w tym samym miejscu zasłaniając oczy ręką. Po takim czasie spędzonym w ciemnicy, jego ślepia powoli dostrajały się do światła. Świtało mu coś w głowie że ktoś do niego przyszedł i chciał dobić targu. W końcu dotarło do niego też że w ścianie jest wielka dziura i w sumie to jest wolny. A na końcu zajarzył że miasto wręcz tonie w chodzących truposzach.
-Nnna zewnątrz są nieumarli! - powiedział szeptem, lekko się jąkając - Ccała masa, siekają kogo popadnie! - ożywieńcy to dla niego zbyt dużo. Już chciał uciekać, ale uświadomił sobie że jego rzeczy są razem z nieznajomym. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu że bez broni nie ma szans wyjść z tego w jednym kawałku, a bez swojego plecaka nie pociągnie długo w dziczy. A wszystkie graty były po drugiej stronie kraty, wraz z nowo poznanym elegancikiem strażnikiem. Przy nim Thorstein wyglądał jak obwieś, ale co miał poradzić, w celi nie było golideł ani wanny, o usługach praczki nie wspominając. Trochę oprzytomniał, zwęszył okazję i postanowił dogadać się z tym typem: -Słuchaj, ja nie jestem mordercą tylko porządnym zbójem! Jeśli ktoś morduje białogłowy i dziecioki, to znaczy że jest gnidą gorszą niż poborcy podatkowi i z chęcią pomogę go zaciukać. Mogę ci go wystawić. A w zamian ty powiesz swoim kolegom stróżom porządku, że dzisiaj w nocy widziałeś jak umarlaki posłały mnie do piachu. Jak uwierzą, to list gończy z moją facjatą na środku pójdzie na rozpałkę do kominka. O ile przeżyjemy, a większe szanse mamy we dwójkę. To jak będzie? - na chwilę przerwał oczekując odpowiedzi, skupiając swój wzrok na kufrze który spadł z góry - A niech to, ale fart! W tej skrzynce są moje graty! Słuchaj, jak nie masz klucza to podej tutaj plecak pod kratę, pokaże ci gdzie mam skitrane wytrychy. Przełóż mi je przez kratę, to spróbuję otworzyć ten zamek. Dawaj dawaj, bo nas kościeje wypatroszą!
-Wolnego… - mruknął cicho strażnik i przejrzał zawartość skrzyni. Pobieżnie, bo czas istotnie zaczynał być cenny. Więc po prostu przechylił skrzynię i wywalił większość rzeczy na podłogę, szukając skradzionych rzeczy jednej z ofiar z traktu. Na szczęście dla banity, takowych nie znalazł, lub ich nie poznawał. Co na jedno wychodziło.

Gdy Eryk przebierał w jego rzeczach, Thorstein złapał się za głowę. Nie było jego wypasionego rodowego miecza przekazywanego z pokolenia na pokolenie, którego zakosił parę miechów temu jednemu młodemu rycerzykowi. Brakowało też pancerza, którego kompletował przez te wszystkie lata dobierając sobie elementy zbroi zdarte z pokonanych przeciwników. Sakiewka z flotą z okupu za szlachetnie urodzonego wojaka była z dziesięć razy mniej opasła. Wcięło też błyskotki zakoszone staremu kapłanowi a przyszykowane dla miejscowych dam Adelaidy i Ulrike oraz torbę z brzytwami znalezioną przy do połowy zjedzonym przez niedźwiedzie ciele cyrulika, którą chciał podarować tej młodej lekarce. Ktoś wpierdzielił też torbę miodowych pierników zakoszonych z okna młyna, które przyszykował dla Johanna, syna Ulrike i jednego z pięciu kandydatów na jego ojca (w tym jej męża i Thorsteina, do którego młodzik był podobny). Zostały same okruszki.
-Złodzieje - powiedział zdegustowany na głos - Dobrze że łachów mi nie rozkradli.
Na szczęście starżnicy nie zdążyli rozdzielić między sobą jego ciepłych ciuchów oraz sprzętu do polowania. Sytuację poprawił nieco fakt że zaraz za kufrem spadła też okazała halabarda z długim szpikulcem należąca do jego kompana Łysego Georga. Ciekawe co się z nim stało…
- Łap - strażnik rzucił klucze banicie jednocześnie wyciągając zza pazuchy pistolet - wyjdziemy stąd razem. Wciąż mam kilka pytań, ale samemu szlajać się po tej wiosce nie jest mądrze. Otwieraj kratę i zmiatajmy stąd - strażnik spokojnie przeładował pistolet czekając, aż banita poradzi sobie z kratą. Broń trzymał w opuszczonej ręce, nie chcąc straszyć banity.

Jak już poradzili sobie z drzwiami od celi, Thorstein ubrał swoje ciuchy, założył swój plecak na grzbiet i wziął w ręce halabardę. Wyglądał jak rasowy leśny dziad.
Trzeba było ustalić plan działania.
-To co, morda w kubeł i po cichutku wychodzimy, co? Chyba nie jesteś stąd, ja trochę znam tę mieścinę to poprowadzę. Jakby nas gadziny wypaczyły, to strzała, biegnij za mną - wymamrotał banita.
- Od razu za ciemnicą na prawo jest stajnia. Są tam trzy konie, jeden mój, i dwa strażników. Pogadamy i będziesz wolny - zaproponował Erik.
Banita uśmiechnął się tylko. Koń jaki jest każdy widzi, co może być trudnego w jeździectwie?

Thorstein postanowił skradając się uciec z miasta w takim kierunku, by zahaczyć jeszcze o dom Ulrike. Chata jej męża, bartnika Uda stała na skraju osady. Bądź co bądź Johann mógł być jego synem i Thorstein chciałby ocalić go od śmierci.
 
Porando jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem