Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-12-2018, 13:31   #12
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 16585 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Leith obudził się, słysząc kroki pod swoimi drzwiami, nim jeszcze rozległo się pukanie.
- Przylatują po ciebie za dwa kwadransy, szykuj się chłopaczku - usłyszał głos znajomej dziwki, którą brał od tył podczas... podczas maratonu, jaki zafundował mu Rhysand. Pamiętał, że miała pieprzyk na lewym pośladku.
Leith wyjrzał przez drzwi pochylając się nad kobietą by zobaczyć, czy jest w korytarzu sama.
- A co ci do tego… Pieprzu? - zrobił pauzę jakby starał się przypomnieć sobie imię Skrzydlatej (którego oczywiście nie znał).
Niewysoka Skrzydlata o drobnej, raczej szczupłej budowie ciała tylko wzruszyła ramionami pod zwiewną, sięgającą ledwie połowy uda tuniką. Jej złociste włosy upięte były w misterny kok na czubku głowy.
- Rhysand kazał cię obudzić i ci powiedzieć. Jak chcesz, mogę ci przynieść śniadanie czy co tam ci Mrru serwowała rano.
Kobieta uśmiechnęła się lekko karminowymi, napompowanymi wargami, nie mając za wiele współczucia dla koleżanki, która najwyraźniej dostała miała wolne z uwagi na swój stan. Bez zdziwienia zresztą. Leith pamiętał milczącą dziewczynę na koniec - całą zakrwawioną z kałużą krwi pod nogami. On zresztą także znalazł liczne rozbryzgi na swoim odzieniu i skórze.
- Hmm… - mężczyzna podrapał się po brodzie przyglądając się kobiecie jakby była jakimś produktem na wystawie (bo przecież wszyscy nimi byli) - jasne, przynieś coś do jedzenia. - zdecydował.
Rzuciła mu obojętne, lub wręcz nieco pogardliwe spojrzenie, po czym odeszła, kręcąc tyłkiem.

“Pieprz” wróciła po jakichś dziesięciu minutach, niosąc na tacy jakiś parujący napój, miskę owsianki i udka z kurczaka lub innego ptaka na zimno. Weszła do pokoju Leitha, tym razem nie pukając i postawiła tacę na stoliku. Nie kwapiąc się nawet, by życzyć mu smacznego, ruszyła do wyjścia.
Czego jak czego, ale pieprzenia Leithowi u Skrzydlatych nie brakowało. Bękart oddał się więc całkowicie obżarstwu w tych ostatnich chwilach przed “wymarszem”, nauczony żołnierską praktyką, traktował każdy posiłek jak ten ostatni.



***

Leith odjechał z burdelu pod lasem w powozie zaprzęgniętym w dwa duże, kare konie. Na koźle siedział jakiś ponury Skrzydlaty, który wyraźnie nie chciał mieć z Bękartem niczego wspólnego. Jedynym towarzyszem, czy raczej towarzyszką Leitha okazała się Szlachetna o rubinowym kamieniu i mało urodziwej - jak na Skrzydlate kobiety - twarzy. Ona również zdawała się nie chcieć mieć za wiele wspólnego z współpasażerem, bo poza pogardliwym spojrzeniem nie obdarzyła go ani odrobiną uwagi. Jeden woźnica i jedna Skrzydlata i jakieś 2 godziny drogi do Dworu Wiatru. Gdyby Leith planował ucieczkę, taka okazja mogła się nie powtórzyć. Nie był wszak skrępowany niczym i miał przy sobie broń, którą wybrał do walk gladiatorskich.
Bękart jednak nie planował ucieczki. Bo niby czemu? To, że skrzydlaci nie mieli ochoty na rozmowy było zaś akurat dobrą rzeczą, Leith przywiązywał małą wagę do słów.
Miast poświęcać zbytnią uwagę współpodróżującym, mężczyzna rozglądał się z przymrużonymi oczami okolicy.

[MEDIA]http://s2.ifotos.pl/img/fantasymo_qeeprsh.png[/MEDIA]

Wszędzie widział piękno i dostatek, których nigdy nie doświadczył w krainach ludzi. Pola były żyzne i obrośnięte zbożem, sady pełne dorodnych, uginających się pod ciężarem owoców jabłoni. Nawet zwierzęta hodowlane wydawały się zdrowsze i jakieś piękniejsze od tych, które Leith widywał za niewidzialnym Murem.
A to wszystko i tak było niczym w zestawieniu z cudem, jaki stanowiła bryła Dworu Wiatru. Choć widać było, że budowla miała swoje lata świetności za sobą, gdyż niektóre jej poziomy były zawalone a mury ukruszone, wciąż budziła podziw niezwykłą symetrią wykonania i samym kształtem - doskonałej elipsy. Po co ktoś zadał sobie tyle trudu, by zbudować zamek w kształcie koła? Tego Bękart nie wiedział. Mógł więc jedynie chłonąc roztaczające się przed nim widoki a narastające pokłady pytań odkładać na tył głowy.
Bękart nie zamierzał sam dawać swoim gospodarzom dodatkowych powodów do drwin z własnej osoby. Trzymał szczęki przy sobie nie pozwalając opaść żuchwie w oniemieniu na widok grodu.

Niestety, podobnie jak z czarami Dwór został przygotowany dla Skrzydlatych, toteż na większość poziomów można było dostać się tylko dzięki skrzydłom. Leith, choć w skrzydła wyposażony nie miał w nich dość siły, by unieść się w powietrze. Musiał więc czekać aż dwóch postawnych, uskrzydlonych mężczyzn, odzianych jedynie w skromne przepaski na biodrach uniesie go na właściwy poziom dworu. Tam czekał na niego inny skrzydlaty mięśniak - ten dla odmiany ubrany dodatkowo w pelerynę i złotą obręcz na ramieniu. Miał też pierzaste a nie błoniaste skrzydła - coś co Leith widział dotychczas bardzo rzadko.

[MEDIA]https://www.wallpaperup.com/uploads/wallpapers/2016/03/19/913204/d5af0c8824a2af62c4c981fc29f50668-700.jpg[/MEDIA]

- Nazywam się Orion. Będę twoim nauczycielem w domenie gladiatorów. O ile przeżyjesz pierwsze starcie. Księżna postanowiła, że walczysz dziś wieczór. - powiedział chłodno.
 
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem