Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 19-07-2007, 14:49   #21
Malutkus
 
Reputacja: 12 Malutkus nie jest za bardzo znany
Kristoff Baxter
Słuchał podejrzliwych pytań Stana uważnie, jednocześnie wytężając pamięć do granic, by odpowiedzieć na przynajmniej kilka. Nie podobało mu się to- tak jakby musiał się tłumaczyć przed kimś, żeby być przyjętym do grupy.
- Widzę, że jesteś nie tylko wybitnym chemikiem, ale i doskonałym lekarzem...- powiedział, gdy Hamilton skończył- Dobra, podejmę rękawicę. Na pierwszy ogień- "zapomniane objawy choroby". Cała akcja miała miejsce już... hmm... dwanaście lat? Dobra, nieważne, w każdym razie powiedziałem tak, bo rzeczywiście nie pamiętam u nich niczego szczególnego. Może trochę częściej latali w krzaki niż normalny człowiek, ale to akurat mieliśmy wszyscy, podobnie jak silne bóle stawów, spowodowane najprawdopodobniej wilgocią. Ale fakt, to już mogło dać do myślenia, miałem wtedy inne problemy na głowie...
Przerwał na chwilę, zbierając myśli i patrząc w dno swojego kufla, irytująco lekkiego i wybitnie mało chlupiącego. "Faktycznie, będzie już ze dwanaście lat, jak to się stało. Eh, trza było zostawić to tłumaczenie, na co rozdrapywać stare rany... Bo też kto mógł wiedzieć?"
- Poza tymi szczegółami wszystko było w porządku. Nie miałem wtedy żadnego sprzętu ani leków, wszystko albo zamokło, albo przepadło, więc gdy się zaczęło niewiele mogłem poradzić. Żadne z wymienionych przez ciebie objawów nie występowały, dlatego jakiś czas nie wiedziałem, co się dzieje. Jak umierali? Wyśmiejesz mnie znowu, gdy powiem, że tak po prostu- zasypiali i już się nie budzili. Ale to prawda. Zero przebarwień skóry, zero krwotoków zewnętrznych i, jeśli dobrze pamiętam, wewnętrznych, zero podejrzanych wydzielin, ogólnie, zero przyczyny zgonu. Po prostu, koleś jednego dnia daje mi konserwę do żarcia i próbuje zagadywać a następnego leży sztywny. Tak szczerze to nie wiem, co było przyczyną. Nie było kiedy zrobić sekcji, goście od razu palili ciało, może i słusznie. Podejrzewam, że to albo rzeka, albo coś z roślin, raczej biologiczna toksyna niż promieniowanie. A, pytałeś, dlaczego ja wyszedłem zdrowy i uśmiechnięty. No więc, ani zdrowy, ani uśmiechnięty, ale przynajmniej żywy. Dostałem widać mniejszą dawkę tego g*** niż oni, dlatego pewnie nie zdążyło podziałać. Nie wiem, może to był dla nich obcy teren, więc nie zdążyli się uodpornić... I nie, nie pomogłem im, pewnie wyzdychali wszyscy po tym, jak dałem nogę. Naprawdę, wolałem rzucić się w las, byle dalej od tego siedliska śmierci, spękałem i olałem całą przysięgę Hipokratesa. Znalazła mnie jakaś wyprawa, jajogłowi badający tamto zadupie, szukający chyba zwierzaka, który wyginął sto tysięcy lat temu i odrodził się tam. I to chyba będzie wszystko. Zresztą, k***, dlaczego ja się wam spowiadam?!

Oparł czoło na dłoni, tłumiąc wściekłość na siebie. Mógł kontynuować jakąś tanią bajkę, prostą, ze szczęśliwym zakończeniem i w ogóle, mając gdzieś, że mają go za cwaniaka i oszusta. Zamiast tego podświadomie rozgadał się o starych sprawach, których nie chciał sobie przypominać. Pewnie, był młody, sam między obcymi i pewny siebie, niebezpiecznie pewny siebie. I bez lekarstw, których potrzebował w swoim fachu jak nikt inny. Dopiero później, gdy natknęli się na obozowisko... byłe obozowisko... właściwie cmentarzysko, pełne sztywnych, jakby śpiących... W następnych dniach popłynęło morze wódy, które nie zalało całkiem poczucia winy. "Weź się w garść, Baxter."
- Potrzebujemy wozu. Trzeba by poszukać chętnego do podwiezienia nas Znam trochę miasto, mógłbym popytać tu i tam- powiedział, znowu pewnym siebie i lekkim głosem, w którym prawie nie słychać było drżenia. Prawie.
 

Ostatnio edytowane przez Malutkus : 19-07-2007 o 15:21.
Malutkus jest offline