Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-12-2018, 22:03   #15
Amon
 
Amon's Avatar
 
Reputacja: 10105 Amon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputacjęAmon ma wspaniałą reputację

Leith skupił spojrzenie na wężu, arcyszybkim… który mimo swojej prędkości jednak potrzebował tarczy?
Bękart nie wierzył w koncepcję obrony w walce jeden na jednego. Zdecydowanym tempem, choć bynajmniej nie biegnąc, bękart skrócił dystans do węża. Leitch trzymał przy tym młot zarzucony na ramię, tak jakby sam jego ciężar sprawiał mu problem, miecz trzymał przeciwstawnie tak, że jego długie ostrze ryło za kroczącym mężczyźnie ziemię.
Rzeczny wąż uśmiechnął się kpiąco, skupiając się raczej na pozdrawianiu fanek niż na oponencie.
Gdy Leith był już bardzo blisko przeciwnika, zdradziecko i pełną siłą rzucił z za głowy młotem w pierś węża, po czym przykucnął i w półobrocie uderzył mieczem starając się przeciąć skrzydlatego w pasie na pół.
Wąż grzmotnął o tarczę tak, że ta pękła na pół w dłoni przeciwnika. Kiedy jednak Leith zamachnął się mieczem, Węża nie było już na swoim miejscu. Skrzydlaty uniósł się jakieś 3 metry nad ziemią i ze złością popatrzył na Bękarta. Po chwili runął na niego z ogromną szybkością i obnażonym ostrzem. Kucając wciąż na ziemi Leith czekał chwilę, zachowując zimną krew, po czym sypnął przeciwnikowi piachem w oczy, gdy ten zbliżył się dostatecznie, jednocześnie parując z łatwością niezbyt celne uderzenie morgensterna, wyprowadzone przez Węża. Oślepiony przeciwnik zawył boleśnie i runął na ziemię w miejscu, gdzie przed chwilą znajdował się Bękart, który akurat zdążył odskoczyć. To była chwila, ale miał zdecydowanie okazję, by pojedynek zakończyć szybko i boleśnie... dla węża.
- O czcigodny, Szlachetny Panie!... - Leith z uśmiechem zaadresował Węża zamierzając się mieczem do uderzenia. - witamy na ziemi!... - powiedział opuszczając żelazo w amputującym uderzeniu w miejsce na plecach skrzydlatego, gdzie wyrastają skrzydła…
To znaczy, gdzie powinny wyrastać. W sumie, to Leith opuścił ostrze nawet nieco wyżej - nic nie szkodziło w oskalpowaniu przy okazji połowy pleców mężczyzny.
Rzeczny Wąż zawył w potwornej boleści. Ostatkiem sił próbował się wyrwać przeciwnikowi, lecz sprawił tylko, że ostrze bardziej poszarpało skórę jego pleców. Po trybunach poniósł się okrzyk grozy. Leith tymczasem niczym wprawiony rzeźnik zaczął piłować kostne wypusty pod łopatkami, z których wyrastały skrzydła. Ponieważ kość była twarda musiał rąbnąć weń kilka razy zanim ustąpiła. Rzeczny Wąż zemdlał zaraz po odrąbaniu pierwszego ze skrzydeł.
- Ojej! - Leith teatralnie złapał się za twarz, po czym chwycił urąbane skrzydło i zaczął komicznie wachlować nim mężczyznę - powietrza, powietrza!... - po czym kontynuował z drugim...
Po tym publiczność zamilkła, zdruzgotana i przerażona spektaklem, jaki Leith stworzył. Nie wszyscy jednak Skrzydlaci byli zatrwożeni. W kilkudziesięciu parach oczu widać było złość, w kilkunastu zaś... fascynację.
“Miej litość, obcy. Ten chłopak nic ci nie zrobił. Dobij go.” - usłyszał w swojej głowie czyjś głos Bękart.
Leith aż zamrugał oczami, nie spodziewał się ataku na własne myśli, nie wiedział nawet, że coś takiego jest możliwe…
cóż.
Litość? oni w ogóle rozumieli to słowo tak jak on? nawet jeśli było to zarezerwowane tylko dla swoich, bękart wciąż wątpił. “Chłopak” oczywiście nic mu nie zrobił tylko dlatego, że Leith mu na to nie pozwolił. Właściciela głosu zapewne to nawet nie obchodziło, podobnie jak to, że mieszaniec w odróżnieniu od publiczności nie czuł teraz zupełnie nic. Nie bawiła go sytuacja, to po prostu była jego własna walka o przeżycie, bo jeśli był potworem, to zwyczajnie chciał być w tym dobry, najlepszy. Leith najbardziej chciałby po prostu być zostawiony w spokoju, ale takie coś zwyczajnie nie było możliwe, świat był za mały.
Głos, był uprzejmy a “Obcy” to był chyba najbardziej miły epitet jakim Leith został określony w całym swoim życiu. Bękart nie był głupi, nie chciał robić sobie wroga w czarowniku, jeśli nie musiał.
Mieszaniec trącił nogą ciało węża, przekrzywił butem jego twarz tak by mógł ją zobaczyć, po czym powoli udusił węża przyciskając podeszwę do jego szyi. Jakby rozgniatał robaka.
Tak Rzeczny Wąż zakończył swój żywot, a na arenie zapadła kompletna cisza. Dopiero kiedy Księżna machnęła lekko ręką, niewidoczny spiker obwieścił:
- Wygrał Krwawy Bękart!
Nikt jednak nie bił brawa, choć ciszę mąciły teraz przyciszone rozmowy między niektórymi widzami. Krata, odgradzająca korytarz, z którego wcześniej wyszedł Leith znów się uniosła. Orion już na niego czekał, przywołując gestem dłoni. Ukłonił się też, sugerując, że to właśnie Bękart powinien zrobić przed zejściem z areny.
Leith więc ukłonił się w stronę Księżnej, wszak dla niej przecież pracował, a następnie pozbierał swoje zabawki i wyszedł.
 
__________________
Our obstacles are severe, but they are known to us.
Amon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem