Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-01-2019, 08:20   #34
Aiko
 
Aiko's Avatar
 
Reputacja: 33570 Aiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputacjęAiko ma wspaniałą reputację
Tej nocy (a właściwie dnia) miała dziwny sen. Śniło jej się, że stoi na plaży, której piasek zamiast żółty jest czarny, a przed nią rozciągało się krwawe, falujące morze. Skąpane w nim Słońce również mieniło się barwami szkarłatu, przez co cały świat pokrywała taka właśnie magiczna, czerwona łuna. I tylko wiatr był inny. Wiatr miał kolor błękitu. Raz po raz owiewał sylwetkę Oli w taki sposób, jakby chciał do niej przylgnąć na dłużej. Czasem też wydawało jej się, że słyszy jego głos: “Cerber...”, “... jesteś...”, “Uwolnić bestie...”, “własnemu gatunkowi”, “psy...”, “Musisz...”.
Z każdym słowem jednak fale morskie z większym gniewem uderzały o brzeg, aż wreszcie zagłuszyły całkiem szept wiatru.

Mokka obudziła się zdrowo po południu. Było już po 15, gdy udało jej się podnieść głowę na tyle, by zobaczyć tarczę zegara. Ludzie wychodzili o tej porze z prac, a ona co robiła? Doprawdy, niedługo sama zamieni się w wampira - przynajmniej jeśli chodzi o godziny funkcjonowania.
Mokka z trudem usiadła na łóżku. Była nadal zmęczona ale to chyba przez ten sen… najważniejsze że skończyła. Wykonała swoje zadanie. Powinna zobaczyć pracę w świetle dziennym.
Powoli zwlokła się z łóżka i weszła pod prysznic by się dobudzić. Co mógł oznaczać ten sen? Czym był ten głos… a może raczej czyj? Cerber… czy chodziło o nią? Jak niebezpieczna była jej decyzja?
Wyszła spod prysznica i wycierając włosy spojrzała na kopertę z pieniędzmi. Powinna je wpłacić na konto. Może wypad do miasta i odświeżenie głowy, nie byłoby głupim pomysłem? Tutaj wszystko zdawało się jej przypominać o Lesławie. Ubrała się w dżinsy i luźny sweter. Spakowała kopertę, portfel i discmana do torebki i ruszyła na późne śniadanie.
Jak można się spodziewać, o tej porze w kuchni nie było już nikogo, a resztki jedzenia zostały posprzątane... pomijając talerz kanapek pod przykryciem. Czyżby to dla niej?
Ola podeszła do pozostawionego jedzenia zabierając się przy okazji za robienie kawy. Ona niby zostawiła kartkę, że naleśniki są dla Rafaela… ale nie wiedziała czy taki zwyczaj tu panuje i wolała nie wyjeść nikomu jedzenia. Zawsze mogła za chwilę sobie coś zrobić.
Tu żadnej karteczki nie było. Ola skończyła więc robić sobie kawę i wydobyła z lodówki nieco składników, z których dałoby się skomponować jakieś proste kanapki. Z jedzeniem i ciepłym napojem rozsiadła się wygodnie przy stole. Znając życie cała ekipa rozjechała się z różnymi sprawunkami. Chciała zajrzeć jeszcze na wieżę przed wyruszeniem do miasta tylko jak? Cóż… pewnie wystarczy, że zerknie przez okno i zobaczy czyje auto jest a czyjego nie ma. Szybko zjadła śniadanie i posprzątała po sobie. Podeszła do okna wychodzącego na zamkowy “parking” bo chyba tak można było nazwać trawnik ze szczątkami kocich łbów.
Na miejscu był tylko samochód Rafaela.
Ola przeszła się na wieżę i obejrzała swoje dzieło, w świetle dziennym dostrzegła jeszcze kilka miejsc wartych uwagi i dopracowania, ale to mogło zaczekać do zmroku. Teraz powinna znaleźć Rafaela i chyba najprościej było do niego zadzwonić. Nie do końca wiedziała jak ma się zachowywać podczas kontaktu z nim. Czy oberwało mu się za tamtą noc? Niby Gosia wspomniała poprzedniego dnia, że mógłby ją zawieźć do miasta, więc chyba jest w porządku. Pytanie czy nie miał jej za złe tamtej sytuacji. Westchnęła ciężko schodząc z wieży wybrała numer przystojniaka. Zaraz się przekona.
Odebrał dopiero po czterech sygnałach.
- Taa?
- Byłam ciekawa czy może byłbyś w stanie podwieźć mnie do miasta. - Starała się mówić spokojnie choć głos Rafaela od razu ściągał jej myśli do zajścia w jego pokoju. - Albo wskazać gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy.
- O tej porze? No dobra, ale pamiętaj, że o 19 wracamy, zanim zajdzie słońce. Będę przy aucie za 5 minut.
- Dobrze. - Mokka rozłączyła się i ruszyła w kierunku parkingu.

***

Rafael był piękny jak zazwyczaj i cichy jak nigdy. Wyciągnął rękę na powitanie, gdy Ola wychodziła z budynku, po czym bez słowa odpalił silnik i ruszył.
- Dokąd? - zapytał, gdy wyjechali na krajówke, w strone Opola.
Cóż… Mokka spodziewała się dziwnej atmosfery po ich “wspólnej nocy”. Grzecznie odmachała i usadowiła się na miejscu pasażera.
- Chciałam wpaść na chwilę do banku i się przejść. - Starała się mieć skupiony wzrok na drodze. Niestety bliskość mężczyzny na nią działała. Cały czas miała w głowie jego pocałunki, dotyk… to do jakiego stanu ją doprowadził. - Możesz mnie wysadzić gdzieś przy dworcu Zachodnim.
- Jasne. Gdzieś się potem umawiamy, czy zadzwonisz? - zadawane pytania były neutralnie uprzejme, ale nie sposób było zauważyć ich bezosobowości.
- Możemy się umówić dwie godziny później w tym samym miejscu. - Ola powstrzymała westchnienie. Tyle, jeśli chodzi o jej rozmowy z Rafaelem. - Chyba, że chciałbyś coś załatwić i potrzebujesz więcej czasu.
- Nie, mi pasuje. - skomentował i znów zamilkł.
Potem, gdy dziewczyna wysiadała Rafael skinął jej tylko zdawkowo głową na pożegnanie i... już go nie było.
Mokka patrzyła na odjeżdżające auto tak długo aż nie zniknęło w jakiejś uliczce. Wzięła głębszy oddech i obejrzała się na znajdujący się za jej plecami dworzec. Jej dłoń zacisnęła się na pasku torebki. Może… mogłaby po prostu uciec od tego wszystkiego? W dwie godziny powinna być już w Krakowie. Wykonała swoją pracę, ma dość pieniędzy by chwilę przeżyć mimo iż nic z sobą nie ma… Weszła do dworca. Pociągi do Krakowa odjeżdżały raczej z głównego ale może mieli chociaż rozkład. I owszem. Bez problemu w ciągu 5 minut mogła znaleźć się na dworcu Opole Główne, a stamtąd za niecałą godzinę odjeżdżał IC do Przemyśla przez Kraków.
Lekko skołowana ruszyłą do najbliższego banku by wpłacić część pieniędzy, rozglądając się po drodze czy nie ma w okolicy jakiejś kawiarni. Wolała nie zbliżać się do centrum miasta by nie ryzykować spotkaniem z jakimiś szpiegami babci. Nigdzie jednak nic takiego nie było. Za to Biedronka była jak zwykle blisko. Oprócz tego w pasażu po drugiej stronie ulicy mieścił się zakład fryzjerski, dentysta, szkoła jazdy, sklep dla zwierząt, piekarnia i dwa ciucholandy. No i był też Szari Bar - typowe miejsce spotkań miejscowych kibiców sportowych przy kufelku piwa, ewentualnie dziesięciu.
Ola ruszyła piechotą w kierunku dworca głównego. Jeśli pociąg był za godzinę… to powinna zdążyć. Napić się gdzieś po drodze kawy… i pomyśleć. Na początku ruszyła spokojnym tempem, jednak z każdym postawionym krokiem szła coraz szybciej. Jakby coś ją goniło. Mogła pojechać do Krakowa, pewnie nawet byłaby możliwość by u kogoś przenocowała, pewnie u Szarej. Tyle, że nie chciała robić jej kłopotów, cóż czuła, że te przyczepiły się do niej niczym rzep do psiego ogona.
Przeszła przez most i zamówiła w najbliższej kawiarni mokkę na wynos.
Obiecała Lesławowi, że im pomoże. Nie chciała go zostawiać, a jednak tamten sen… Wampiry to były bestie. Posilały się na ludziach. Widziała to jakiego stanu są w stanie doprowadzić swojego sługę. Zaszła do banku, wpłaciła większość, zostawiając sobie 500 złotych i dotarła na dworzec. Musiała iść bardzo szybko, jak zwykle gdy się denerwowała. Nie powinna ich zostawiać… tylko niby czemu miała im pomagać. Bo się zakochała? Bo nie chciała by Lesław był smutny? Nie rozumiała co wampir do niej czuje i czy jest to cokolwiek poza zwykłym głodem. Podeszła do kas. kto wie może już za późno? Może nie ma już biletów.
- Czy są bilety na najbliższy pociąg do Krakowa? - Spytała siedzącą w okienku kasjerkę.
- Aha. Normalny czy ulgowy? - zapytała jak zwykle zaangażowana i uprzejma pracowniczka kolei państwowych, żując ostentacyjnie gumę.
- Normalny. - Mokka zapłaciła za bilet i przeszła na peron. Słyszała już zapowiedzi i wiedziała na jaki peron wjedzie jej pociąg. Gdy tam dotarła już stał. Ludzie wciskali się do przedziałów starając się wyłapać nieliczne wolne miejsca. Wystarczyło, że wsiądzie razem z nimi i zniknie ze świata wampirów.
Tyle, że obiecała, że pomoże i to obiecała Lesławowi. Słyszała jak konduktor nawołuje by ludzie wsiadali, że pociąg za chwilę odjedzie, a ona nie mogła się ruszyć. Tyle razy kłamała, tyle razy robiła coś innego niż powiedziała, a jednak… nie mogła. Zbyt wiele rzeczy ciągnęło ją do zamku. Lesław, ciekawość pomieszana ze strachem. Zapłacili jej za pracę, pomogli z Tomkiem, dali nocleg po tym jak… kogoś zabiła. Westchnęła ciężko widząc jak drzwi pociągu zamykają się i maszyna opuszcza stację. Złożyła bilet i schowała go do kieszeni spodni.
Lekko zrezygnowana opuściła peron planując wrócić drogą, którą tu przyszła. Kupi sobie po drodze jakąś książkę.
 
Aiko jest offline